Drużyna z Torunia puka w dno od spodu, z trzema punktami po 9 kolejkach jest murowanym kandydatem do spadku z ekstraligi. Jedno zwycięstwo i 8 porażek po 9 kolejkach to jeden z najbardziej żenujących wyników sportowych w najlepszej lidzie świata od wielu lat. Sromotna porażka na własnym torze z beniaminkiem wraz z utratą punktu bonusowego odebrała wszystkie nadzieje na udział w barażach. Wątpliwe jest jakiekolwiek zwycięstwo w pozostałych spotkaniach w tym sezonie. Mimo tych beznadziejnych wyników sportowych i chamskiego zachowania kibiców z Torunia (o czym później) wiele osób mówi, że nie wyobraża sobie ekstraligi bez drużyny z Torunia. Ale dlaczego?

Faktem jest, że Apator to jedyny klub, który od chwili awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej cały czas w niej pozostaje (a więc od 1975 roku). Czy to daje toruńskiej drużynie jakąś przewagę i sprawia, że powinniśmy ją łagodniej traktować? Patrząc na zachowanie toruńskich kibiców powinno być wręcz odwrotnie. Od kilkunastu lat pracują na swoją opinię w środowisku żużlowym. O ile stosunki pomiędzy klubami można uznać za neutralne, to większość ośrodków żużlowych raczej nie przepada za Toruniem. Ciężko odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest, to składowa wielu zachowań i sytuacji, które miały miejsce na stadionach w przeszłości. W pamięci utkwił mi mecz Apatora z Włókniarzem w 2003 roku, kiedy niezadowoleni z porażki swojej drużyny toruńscy kibice obrzucili żużlowców jogurtami otrzymanymi od jednego ze sponsorów w trakcie meczu. Po tym incydencie na jakiś czas kibiców z Torunia okrzyknięto toruńskimi „jogurtami” ale obecnie mało kto pamięta to wydarzenie (za które klub otrzymał karę finansową). Całkiem „świeża” sytuacja to niedawny mecz Apatora ze Stalą Gorzów, kibice Apatora w trakcie meczu przeszkadzali i wyzywali swoich zawodników nad parkiem maszyn. Zawodnicy i sztab szkoleniowy z Torunia mieli problem aby poprawnie funkcjonować w trakcie meczu. W meczu z GKM Grudziądz opluto Roberta Kościechę, wyzywając go wcześniej od „sprzedawczyków”. Nieistotne, że to klub z Torunia nie zaoferował Robertowi przedłużenia umowy dwa lata temu. Dla kibiców jest zdrajcą. Takich sytuacji było wiele, oczywiście różne incydenty zdarzają się na wszystkich stadionach, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że w Toruniu to norma. Nie można usprawiedliwiać chamstwa frustracją spowodowaną porażkami swojej drużyny. Trzeba raczej zaakceptować fakt spadku po 44 latach do niższej ligi.

Źródło zdjęcia: https://commons.wikimedia.org/wiki/Gingerbread#/media/File:Freshly_baked_gingerbread_-_Christmas_2004.jpg