Planowany na niedzielę 14 czerwca mecz 8. kolejki PGE Ekstraligi pomiędzy Betard Spartą Wrocław a Gezet Stalą Gorzów nie odbędzie się w pierwotnym terminie. Speedway Ekstraliga zdecydowała o przełożeniu spotkania na wtorek 23 czerwca. Powód był jeden – pogoda. Mimo to w żużlowym środowisku natychmiast pojawiły się głosy sugerujące, że decyzja miała związek z problemami kadrowymi gospodarzy. Takie komentarze wywołały ogromne kontrowersje.
Trudno jednak uciec od faktów. A te są jednoznaczne.
Od wtorku nad Wrocławiem praktycznie bez przerwy padało
We Wrocławiu od wtorku 9 czerwca utrzymywały się opady deszczu. Tor Stadionu Olimpijskiego był przykryty plandeką już od początku tygodnia, jednak nawet najlepsze zabezpieczenia mają swoje ograniczenia.
Deszcz wpływa bowiem nie tylko na samą nawierzchnię toru, ale również na całą infrastrukturę stadionową, ciągi komunikacyjne, park maszyn oraz urządzenia techniczne niezbędne do przeprowadzenia zawodów.
Według informacji przekazanych przez PGE Ekstraligę, tylko w czwartek spadło we Wrocławiu około 40 mm deszczu. Efektem były problemy z częścią infrastruktury stadionowej. Uszkodzeniu miały ulec między innymi studzienki odwadniające oraz maszyna startowa.
Co więcej, prognozy na sobotę i niedzielę również nie pozostawiały większych złudzeń. Synoptycy przewidywali kolejne opady deszczu oraz niskie temperatury właśnie w godzinach rozgrywania zawodów.
Jasny komunikat Speedway Ekstraligi
PGE Ekstraliga nie pozostawiła miejsca na domysły. W oficjalnym komunikacie napisano:
„W związku z kilkudniowymi opadami deszczu, aktualnym stanem toru, infrastruktury stadionu oraz prognozowanymi niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi w godzinach meczu, spotkanie BETARD SPARTA vs GEZET STAL zostało przełożone.”
Nowy termin wyznaczono na wtorek 23 czerwca. Pierwszy bieg zaplanowano na godzinę 19:00.
Trudno o bardziej jednoznaczne uzasadnienie.
Sparta rzeczywiście jest osłabiona
Nie jest tajemnicą, że Betard Sparta Wrocław od kilku tygodni zmaga się z ogromnymi problemami kadrowymi.
Poza składem pozostają:
- Daniel Bewley,
- Mikkel Andersen,
- Artiom Łaguta wracający po złamaniu ręki.
Łaguta jeszcze w czwartek 11 czerwca przekazał, że otrzymał zgodę lekarzy na powrót do ścigania. Rosjanin z polskim paszportem znalazł się więc w składzie na niedzielne spotkanie.
Sama zgoda na start nie oznacza jednak pełnej gotowości do walki na sto procent możliwości. Mistrz świata z 2021 roku wraca po poważnym urazie, a jazda na ciężkim, nasiąkniętym wodą torze zawsze oznacza większe ryzyko.
Nie wiadomo, jak jego organizm zareagowałby na tak trudne warunki. Nie wiadomo również, czy byłby w stanie przejechać całe zawody bez problemów zdrowotnych.
To jednak nie Sparta podjęła decyzję o przełożeniu spotkania. Zrobiła to liga po analizie sytuacji pogodowej i stanu obiektu.
Ruszyły teorie i oskarżenia
Mimo oficjalnych informacji bardzo szybko pojawiły się komentarze sugerujące, że przełożenie spotkania jest korzystne dla Sparty.
Rzeczywiście – dodatkowy czas może pomóc w rehabilitacji Łaguty. Być może bliżej powrotu będzie również Andersen.
Nie zmienia to jednak faktu, że podstawą decyzji były warunki atmosferyczne.
W ostatnich tygodniach w polskim żużlu doszło do ogromnej liczby kontuzji. Wystarczy wspomnieć urazy Taia Woffindena, Daniela Bewleya, Artioma Łaguty czy wielu innych zawodników.
W takich realiach bezpieczeństwo zawodników powinno być absolutnym priorytetem.
Szpilka z Grudziądza
Sporo emocji wywołał wpis lidera PGE Ekstraligi – Bayersystem GKM-u Grudziądz.
Klub opublikował zdjęcie Roberta Kościechy wraz z ekipą odpowiedzialną za zabezpieczenie toru plandeką. Do fotografii dodano krótki komentarz:
„My nie przekładamy i ze spokojem czekamy”.
Wielu kibiców odebrało to jako przytyk w stronę Sparty.
Problem polega jednak na tym, że sytuacje w Grudziądzu i Wrocławiu nie były identyczne. Każdy stadion ma inną infrastrukturę, inne odwodnienie i inne warunki terenowe. Sam fakt rozłożenia plandeki nie gwarantuje możliwości przeprowadzenia zawodów.
Co istotne, GKM nie miał żadnego związku z meczem Sparta – Stal. Tym bardziej część kibiców uznała tę publikację za niepotrzebną próbę wywołania dodatkowych emocji. Po co więc dolewać oliwy do ognia? Tym bardziej, że rozłożenie plandeki i tak nie uratuje meczu jeśli w niedzielę nad Grudziądzem będzie padać deszcz. Pożyjemy zobaczymy. A ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…
Gorzów mógł liczyć na wykorzystanie sytuacji
Znacznie łatwiej zrozumieć rozczarowanie po stronie Gezet Stali Gorzów.
Gorzowianie mieli stanąć naprzeciw zespołu mocno osłabionego kontuzjami. Bewley pozostawał poza składem, Andersen również, a Łaguta dopiero wracał po złamaniu ręki.
Dla Stali była to szansa na zdobycie niezwykle cennych punktów.
Z tego punktu widzenia niezadowolenie kibiców i działaczy gorzowskiego klubu jest zrozumiałe. Nie oznacza jednak automatycznie, że decyzja ligi była błędna.
Swoje „trzy grosze” w internecie postanowił dorzucić też były działacz Stali Gorzów, Jacek Gumowski popełniając wpis:
Przy ilu niedysponowanych zawodnikach plandeka i odwodnienie spełnia swoją rolę? Są na to jakieś badania?
Lekcja z Częstochowy
W dyskusji wokół przełożonego meczu wielu kibiców przypomniało wydarzenia z ubiegłego sezonu.
Chodzi o spotkanie Krono-Plast Włókniarza Częstochowa z Betard Spartą Wrocław, które odbyło się mimo bardzo trudnych warunków torowych.
Już wtedy wielu obserwatorów zwracało uwagę, że nawierzchnia nie była równa na całej szerokości i długości toru. (a taki zapis jest w regulaminie rozgrywek żużlowych). Pojawiały się głosy, że zawody nie powinny zostać rozegrane.
Szeroko komentowane były również słowa przewodniczącego sędziów Leszka Demskiego, który porównywał sytuację do jazdy samochodem po oblodzonej drodze, sugerując, że zawodnicy powinni odpowiednio dostosować styl jazdy do warunków i nie wjeżdżać tam gdzie na torze warunki są bardzo trudne do jazdy.
Wypowiedź ta wywołała ogromne kontrowersje i do dziś jest przywoływana jako przykład bardzo niefortunnego porównania.
Bezpieczeństwo powinno być ważniejsze od emocji
Największym paradoksem całej sytuacji jest fakt, że część środowiska jednocześnie narzeka na liczbę kontuzji i krytykuje decyzje podejmowane w celu ograniczenia ryzyka.
Przy obecnej pladze urazów rozsądniejsze wydaje się przełożenie jednego meczu niż późniejsze tłumaczenie się po kolejnym poważnym wypadku.
Zwłaszcza że mówimy o zawodach rozgrywanych po niemal tygodniowych intensywnych opadach deszczu, przy niekorzystnych prognozach na kolejne dni oraz problemach infrastrukturalnych potwierdzonych przez organizatora rozgrywek.
Fakty są więc dość jasne. Deszcz padał nad Wrocławiem niemal codziennie od wtorku. Tor był zabezpieczony plandeką. Infrastruktura stadionowa ucierpiała wskutek intensywnych opadów. Prognozy na dzień meczu również były niekorzystne.
W takiej sytuacji decyzja o przełożeniu spotkania wydaje się przede wszystkim decyzją odpowiedzialną. Nawet jeśli nie wszystkim się ona spodobała.
Zdjęcie: Maciej Trubisz








