Choć wizja Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym w Warszawie była jedną z najbardziej kuszących perspektyw w historii polskiego żużla, Rafał Dobrucki postanowił zakończyć swoją pracę z reprezentacją Polski. Były selekcjoner kadry, a obecnie dyrektor zarządzający Fogo Unii Leszno, w szczerej rozmowie z WP SportoweFakty odsłania kulisy tej decyzji, mówi o presji wyników, niedosycie po Speedway of Nations w Toruniu oraz o tym, dlaczego uznał, że nadszedł czas na zmiany.
„To będzie największa impreza w historii żużla”
Drużynowy Puchar Świata 2026, który odbędzie się w Warszawie, zapowiada się jako wydarzenie bez precedensu. Po raz pierwszy finał tej rangi rozegrany zostanie na stadionie mogącym pomieścić 60 tysięcy kibiców. Nic więc dziwnego, że pytanie o ewentualne pozostanie przy kadrze pojawiało się regularnie.
– Korciło. Decyzja zapadła i nie patrzę za siebie. Faktycznie, to będzie największa impreza w historii na przestrzeni stu lat istnienia sportu żużlowego. DPŚ to inna bajka. Warszawa zgromadzi 60 tysięcy kibiców na trybunach, to będzie coś. To będzie z pewnością duże wyzwanie dla organizatorów, kadry i trenera, więc trzymamy kciuki za naszą ekipę. Myślę, że dowiozą dobry wynik, a sam event będzie dużym świętem – mówi Dobrucki.
Decyzja zapadła wcześniej, niż mogło się wydawać
Choć dla wielu odejście Dobruckiego było zaskoczeniem, sam zainteresowany podkreśla, że decyzja została podjęta jeszcze przed zawodami Speedway of Nations w Toruniu – i to niezależnie od ich ostatecznego wyniku.
– Ta decyzja zapadła krótko przed Speedway of Nations w Toruniu. Niezależnie od wyniku, nawet po złotym medalu, a w takim przypadku miałbym mniej wątpliwości, zrezygnowałbym z funkcji trenera reprezentacji – przyznaje wprost.
Presja, która rosła z każdym sukcesem
Dobrucki nie ukrywa, że jednym z kluczowych powodów rezygnacji była skala oczekiwań wobec reprezentacji. Sukcesy sprawiły, że każde inne miejsce niż złoto zaczęło być odbierane jako rozczarowanie.
– Było dużo znakomitych momentów, właściwie te słabsze, czyli brak złota w SoN policzyłbym na palcach jednej ręki. Znaleźliśmy się w takiej oto sytuacji, że wszystko poza złotym medalem jest uznawane za porażkę. Można powiedzieć – sami sobie na to ciężko zapracowaliśmy – tłumaczy były selekcjoner.
Szczególnie mocno Dobrucki wraca do wydarzeń sprzed kilku lat, które w jego ocenie miały wpływ na dalszą motywację.
– Fakt, że po wielkim sukcesie we Wrocławiu, my, jako reprezentacja zostaliśmy z niego okradzeni sytuacją IMP w Krośnie, co mnie bardzo boli. To spowodowało, że moim celem było zdobycie złotego medalu SoN za wszelką cenę. Ta sztuka nie udawała się wcześniej, a w Toruniu miałem duże nadzieje, że w końcu wygram. Jednak nie wyszło. Wszystko to upewniło mnie, że czas na zmiany.
Srebro w Toruniu – minimum czy niedosyt?
Polska reprezentacja w Toruniu sięgnęła po srebrny medal, ustępując jedynie bardzo mocnej Australii. Czy był to sukces, czy jednak porażka?
– Myślę, że zrobiliśmy wszystko, co można było, by wygrać. Mówi się, że srebrny medalista, to pierwszy przegrany. Osobiście nie uważam tego wyniku za porażkę, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, jakie mamy wymagania – ocenia Dobrucki.
Były trener kadry zwraca uwagę na specyfikę odbioru wyników w polskim żużlu.
– Kiedy dajmy na to polski junior nieoczekiwanie zwycięży, np. wyścig w lidze, wszyscy są zachwyceni i już robią z niego mistrza świata. Kiedy jednak nieoczekiwanie zwycięży ktoś inny kosztem Polaka, to mówimy o porażce. Taki jest po prostu sport.
Jednocześnie jasno stawia granicę ambicji.
– Srebro było wynikiem minimum, który powinniśmy osiągnąć. Mnie jednak nie satysfakcjonowało, zawodników też nie. Każdy jedzie o zwycięstwo i to było celem. Nie udało się i pod tym kątem to porażka, natomiast z perspektywy czasu uważam, że powinniśmy się cieszyć z drugiego miejsca. Australia była w tym dniu poza zasięgiem. Trzeba to uznać i pogratulować.
Priorytet: Fogo Unia Leszno
Po odejściu z kadry Dobrucki nie zrywa relacji z PZM, ale jasno określa swoje obecne priorytety.
– Najważniejsza jest Fogo Unia Leszno i na tym się koncentruję. Projekty pt. PitBike, 500 R rozwijają się prawidłowo. Będę się temu przyglądał oczywiście z perspektywy klubu. Z PZM i GKSŻ dalej jesteśmy w dobrych stosunkach, nikt na nikogo się nie obraził. Wracając do pytania, tak, będziemy realizować te i inne projekty – zapewnia.
Bez ocen, bez podpowiedzi
Nowym selekcjonerem reprezentacji został Stanisław Chomski. Dobrucki, mimo doświadczenia, nie zamierza publicznie oceniać jego decyzji.
– To nie jest moja rola. Niemniej muszę powiedzieć, że oglądałem wywiad trenera Chomskiego, w którym tłumaczył swoje powołania. Ja się zarzekałem, że nie będę tego robił, a przynajmniej wchodził w taką interakcję – mówi.
I dodaje:
– Nie wiem, czy dobrze postępowałem i nie wiem, czy trener Chomski dobrze postąpił. Po prostu uważam, że nie ma takiej potrzeby, bo i tak swoich wyborów się nie obroni. Trener Chomski, którego bardzo cenię wyartykułował swoją argumentację i moim zdaniem nie przyniosło to żadnego pożytku. Niezależnie od podjętych decyzji, nominacje nie spodobają się wszystkim.
Jedno życzenie przed DPŚ w Warszawie
Na koniec Dobrucki wraca myślami do ogromnej presji, jaka towarzyszyła kadrze przed DPŚ we Wrocławiu, i formułuje jedno, bardzo konkretne życzenie dla swojego następcy.
– Nie chciałbym, żeby trener Chomski miał taką sytuację, jaką miałem ja przed zawodami we Wrocławiu. Żaden z kadrowiczów nie był w optymalnej dyspozycji. Każdy bez wyjątku był pod formą. Od początku roku kadrowicze zmagali się z problemami, nawet Bartek Zmarzlik miał swoje – wspomina.
– A jednak zrobiliśmy to. Byliśmy drużyną, każdy dał tyle, ile mógł, a nawet więcej w tym momencie. Dlatego życzę trenerowi Chomskiemu, żeby wszyscy trafili z formą na zawody w sierpniu w Warszawie na Narodowym.






