Brady Kurtz, mistrz Australii i kapitan Belle Vue Aces, to obecnie jedno z największych zaskoczeń sezonu 2025 w cyklu FIM Speedway Grand Prix. 28-latek, który wreszcie przebił się do światowej czołówki, już dwukrotnie triumfował – w Gorzowie i Malilli – i zbliżył się do Bartosza Zmarzlika na zaledwie dziewięć punktów w klasyfikacji generalnej. W sobotę czeka go jednak kolejne wyzwanie – tor w Rydze, gdzie jeszcze nigdy nie startował, a Zmarzlik wygrywał tam dwukrotnie z rzędu.
– „Dziewięć punktów to naprawdę niewiele. Myślę, że w jednej rundzie sytuacja może się zmienić – w obie strony. Różnica może się zwiększyć, ale mogę też ją całkowicie zniwelować. Przy obecnym systemie punktacji bardzo ważne jest, aby dostać się do finału, a Bartek nigdy nie przegrywa finałów” – powiedział Kurtz w rozmowie przed Grand Prix Łotwy.
Presja? Kurtz nie pęka: „Chcę się dobrze bawić”
W wyścigu o tytuł mistrza świata niewielu daje Kurtzowi większe szanse niż Zmarzlikowi, jednak Australijczyk zdaje się nie odczuwać presji. I może właśnie w tym tkwi jego siła.
– „Jedynym rozwiązaniem, jakie mam, jest próba dalszego wygrywania i pokonania go w finałach, a potem zobaczymy, co się stanie w ostatnich kilku rundach” – zaznaczył.
– „Myślę, że to był udany rok, niezależnie od tego, gdzie skończymy. Myślę, że to może być moja przewaga – naprawdę nie martwię się o wygraną, pokonanie go czy nie. Chcę się po prostu dobrze bawić i ścigać się w GP. Chcę stanąć na podium, będę spokojny i po prostu będę na niego naciskał” – dodał.
Czas dojrzewania: „To idealny moment, by tu być”
Choć dla wielu 28 lat to dość późno na debiut w pełnym cyklu Grand Prix, Kurtz przekonuje, że lepiej było poczekać i wjechać na szczyt z pełnym bagażem doświadczeń.
– „Ktoś zapytał mnie, czy czuję, że jestem w odpowiednim wieku, i czuję, że tak. Nie zacząłem startować w GP zbyt wcześnie. Ten rok był dla mnie idealnym momentem, aby tu być, i wszystko idzie dobrze” – mówi kapitan Belle Vue.
– „Byłem dziką kartą w Melbourne, ale to było naprawdę dawno temu i oczywiście byłem o wiele za młody. Prawdopodobnie nie doceniłem tej okazji. Gdybym tylko mógł cofnąć czas…” – wspomina swoje pierwsze występy z 2016 i 2017 roku.
Dziś Kurtz to już zupełnie inny zawodnik – bardziej dojrzały i świadomy swoich możliwości.
– „Myślę, że przez lata nauczyłem się wielu rzeczy. Ciągle się rozwijałem, uczyłem i doskonaliłem, i oto jesteśmy. Być może kilka lat później niż inni, ale udało mi się” – podkreślił z dumą.
Nieznane? To tylko nowa szansa
Tor w Rydze na łotewskim Bikernieki będzie dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Ale – jak przekonuje – również okazją do dalszego rozwoju i kolejnego kroku w stronę mistrzostwa świata.
– „Nie jestem pewien, co myśleć o następnym torze. Nigdy go nie widziałem. Ale postaram się szybko się nauczyć, tak jak robiłem to na wszystkich innych torach. Pójdziemy na wolny trening i miejmy nadzieję, że znajdziemy coś, co działa, i będziemy kontynuować od tego momentu” – zapowiedział Kurtz.
Podsumowanie: czy Kurtz może być nowym mistrzem świata?
Brady Kurtz to bez wątpienia najgorętsze nazwisko sezonu 2025. Jego szybka adaptacja, konsekwencja i chłodna głowa w walce z najlepszymi są dziś godne podziwu. Jeśli utrzyma formę, może nie tylko naciskać Zmarzlika, ale nawet go wyprzedzić. Wszystko rozstrzygnie się już niebawem. Na razie – Australijczyk pokazuje, że debiutant też może być w natarciu.
Zdjęcie: Maciej Trubisz







