Orlen Oil Motor Lublin rozbił Betard Spartę Wrocław 55:35 w niedzielnym hicie 12. kolejki PGE Ekstraligi, a już po 11. biegu gospodarze mieli w kieszeni pełną pulę: 2 punkty za zwycięstwo plus bonus za dwumecz (wiosną wrocławianie przegrali u siebie 43:47). Dla kibiców, którzy liczyli na zacięte widowisko mistrza z wicemistrzem, był to zimny prysznic: aż siedem podwójnych triumfów 5:1 dla Motoru, zaledwie cztery biegowe wygrane Sparty – i to dwa dopiero w nominowanych, gdy los meczu był dawno przesądzony.

W cieniu dominacji gospodarzy swoją małą historię napisał Daniel Bewley. Brytyjczyk zaczął obiecująco, po dwóch seriach miał 5 punktów, ale później nastąpiła zapaść – trzy kolejne starty na zero. Dopiero w końcówce, w biegu 14., wspólnie z Maciejem Janowskim dowiózł jedną z nielicznych jasnych chwil Wrocławian: zwycięstwo 5:1. Łącznie: 7 punktów + 1 bonus. Tuż po meczu Bewley podsumował występ swój i drużyny oraz spojrzał naprzód – do zbliżającej się rundy Speedway Grand Prix w Rydze. Poniżej pełna rozmowa z zawodnikiem, który tradycyjnie mówi szczerze i bez ściemniania.


Mecz oczami Daniela Bewleya

Daniel Bewley (BETARD SPARTA Wrocław): „Cóż… moje pierwsze dwa biegi były całkiem w porządku. Mogę powiedzieć, że ten ostatni chyba też należał do udanych. Niestety w trzech startach już nie było tak dobrze, bo nie udało mi się przywieść żadnego punktu.”

W statystykach wygląda to dokładnie tak: 2 punkty w pierwszym występie (bieg 4), efektowna „trójka” w biegu 5, później trzy „zera” (8., 9. i 11. wyścig) i dopiero odbicie – 2+1 w nominowanym czternastym. To idealnie koresponduje z diagnozą samego zawodnika. Co zadecydowało o tak jednostronnym rozstrzygnięciu całego spotkania?

Daniel Bewley: „Lublinianie byli po prostu trochę lepsi od nas. Następnym razem to my musimy być lepsi od nich (uśmiech)”

Prosto i celnie. Motor był szybszy spod taśmy, lepiej czytał zmieniające się ścieżki i – zwłaszcza w środkowej fazie meczu – seryjnie zamykał gości do kredy. Sparta długo nie potrafiła odpowiedzieć ustawieniami ani taktycznie, ani sprzętowo.


Jak jechało się w Lublinie?

Lubelski tor zwykle uchodzi za szybki, ale wymagający precyzji przy wyjściach z łuków i odwagi przy szerokich liniach. Bewley lubi tu startować, choć tym razem – jak sam przyznaje – nie uniknął błędów.

Daniel Bewley: „Zawsze lubię przyjeżdżać tutaj do Lublina. Jest to całkiem fajny tor. W meczu popełniłem jednak kilka błędów i mogę powiedzieć, że od samego początku się trochę męczyłem, choć czułem się dobrze. W ostatnim biegu w końcu znalazłem dobre ustawienia i złapałem dobrą prędkość, ale tak… było to już o kilka wyścigów za późno.”

To „za późno” jest kluczem do oceny całej Sparty. Gospodarze wstrzelili się w tor bardzo wcześnie; goście gonili ustawieniami dopiero wtedy, gdy różnica punktowa urosła do nieprzyjemnych rozmiarów.


Do czego można porównać lubelski owal?

Kibice lubią takie odniesienia – czy tor w Lublinie przypomina cokolwiek znanego z innych polskich aren? Bewley ma swoją krótką charakterystykę.

Daniel Bewley: „Jest podobny do wielu klasycznych polskich torów, jak Poznań lub Rybnik – coś w tym stylu. Materiał jest tu jednak trochę dziwny, trochę nietypowy, ale tak – jest to bardzo fajny tor.”

„Dziwny materiał” – to sformułowanie, które pewnie zapamiętamy. W praktyce oznacza, że zmiany w wilgotności czy wiatrach potrafią szybko zmieniać idealną linię jazdy; kto pierwszy to wychwyci, jedzie. Motor widocznie wychwycił.


Od Lublina do Rygi – przesiadka na Grand Prix

Za niecałe dwa tygodnie cykl Speedway Grand Prix przenosi się do Rygi. Bewley ma z tamtego obiektu dobre wspomnienia – i to więcej niż symboliczne.

Daniel Bewley: „Z tego co pamiętam, to całkiem dobrze poszło mi w Rydze w zeszłym roku. Byłem chyba najlepszy po biegach w rundzie zasadniczej. Później udało się być trzecim w finale i zgarnąć brązowy medal. Mogę więc powiedzieć, że bardzo mi się tam podobało i szczerze czekam na tę rundę z niecierpliwością. Liczę, że zakończę zawody z dobrym wynikiem.”

Jeśli Brytyjczyk szuka przełamania przed kluczową fazą polskiej ligi, runda SGP, z której już ma podium, to idealna okazja, by wrócić mentalnie na wysoki poziom.


Co z tą Spartą?

W tabeli Sparta i tak ma zapewniony udział w play-offów (z drugiego, ale bardziej prawdopodobne z trzeciego miejsca), ale realia są brutalne: z taką dyspozycją jak w Lublinie trudno marzyć o zdetronizowaniu Motoru. W meczu 12 rundy pomiędzy Lublinianami a Spartanami aż cztery występy Janowskiego skończyły się skromnymi zdobyczami, Brady Kurtz – wicelider SGP – nie wygrał biegu, a juniorzy przegrywali starty z kapitalnie dysponowanym duetem Przyjemski–Bańbor. Jedynym fragmentem spotkania, w którym można doszukać się pozytywów – to biegi nominowane, które goście wygrali dwa razy po 5-1. Ale gospodarze kompletnie odpuścili rywalizację w tych wyścigach. Czy można zatem brać te gonitwy za punkt odniesienia?

Bewley w swoich wypowiedziach nie szukał wymówek. Podkreślił, że gospodarze byli po prostu lepsi, a zadaniem Sparty jest odpowiedzieć w znacznie skuteczniejszy sposób – ewentualnie w fazie play off – jeśli dojdzie do meczów między tymi zespołami.

Zdjęcie: Maciej Trubisz