Brytyjczyk po drugiej pozycji w Niemczech opowiada o swoich odczuciach, formie i planach przed Grand Prix w Warszawie
Dan Bewley, jeden z liderów reprezentacji Wielkiej Brytanii, zajął drugie miejsce w sobotnim turnieju WWK FIM Speedway Grand Prix Niemiec w Landshut, ale – jak sam mówi – od zawsze traktuje cykl SGP jako „maraton, nie sprint”.
W poprzednim sezonie Bewley wygrał oba wyścigi sprinterskie – w Warszawie i w Cardiff – zdobywając dodatkowe osiem punktów do klasyfikacji generalnej, które pozwoliły mu zakończyć sezon na czwartym miejscu – najwyższym w karierze – przed Martinem Vaculikiem. Tym razem jednak nie powtórzył sukcesu w sprincie.
Podczas inauguracyjnej rundy sezonu 2025 w Landshut, dodatkowe cztery punkty zgarnął Bartosz Zmarzlik. Brytyjczyk natomiast odpadł już w pierwszej rundzie kwalifikacji (Q1), przegrywając pojedynek z Łotyszem Andzejszem Lebedevsem.
Zaskoczenie i frustracja po kwalifikacjach
Bewley przyznał, że był przekonany, iż jego czas wystarczy do awansu, i mocno przeżył odpadnięcie.
„Naprawdę myślałem, że jestem z przodu w Q1. Spojrzałem na ekran i nie zobaczyłem tego dobrze, więc pojechałem zrobić próbny start. Ale gdy wróciłem do parku maszyn i zobaczyłem ekran, pomyślałem: ‘o nie!’” – relacjonował Bewley.
Wylosował pierwszy numer startowy, co – jak sam zaznaczył – również nie było dla niego ułatwieniem:
„Potem wylosowałem numer 1 i musiałem wierzyć, że będę robił dobre starty. Numer 1 to dość trudny numer. Zawsze wyjeżdżasz po równaniu toru, a gdy startujesz z pól jak trzecie czy czwarte, po polaniu wodą, może być ciężko.”
Siła i konsekwencja w kolejnych biegach
Choć początek dnia nie był dla niego udany, Brytyjczyk potrafił zebrać się w sobie i przebić się aż do finału.
„Ale żużel to 20 biegów i finał – wszystko rozstrzyga się w trakcie zawodów. Grand Prix polega na pokazaniu charakteru przez cały wieczór – i to właśnie kocham w tym sporcie. Dokonywaliśmy zmian przez cały wieczór i faktycznie zacząłem lepiej startować. Zrobiłem dobry start w biegu ostatniej szansy, a finał był całkiem niezły, biorąc pod uwagę, że pole czwarte było dość słabe.”
Bewley zakończył zawody z dorobkiem 18 punktów, przegrywając w finale tylko z Bartoszem Zmarzlikiem. To bardzo dobry wynik na początek sezonu, który Brytyjczyk chce podtrzymać już 17 maja w kolejnym turnieju – Orlen Oil FIM Speedway Grand Prix Polski w Warszawie.
Warszawa – teraz najważniejszy turniej w sezonie?
Dan Bewley odniósł się też do nadchodzącego turnieju w Warszawie, który – jego zdaniem – staje się centralnym punktem kalendarza SGP, zwłaszcza po utracie rundy w Cardiff.
„W Warszawie zdobywałem przez lata sporo punktów i nie mogę się już doczekać. Teraz, gdy straciliśmy Cardiff, czuję, że Warszawa to zdecydowanie największe Grand Prix. To trochę taki dom żużla.”
„Zawsze jest tam świetna publiczność. Jest oczywiście mnóstwo polskich kibiców, ale to też dobre miejsce dla fanów z zagranicy. Można tam dolecieć bezpośrednio zewsząd, więc zawsze jest też wielu Brytyjczyków. Czekam na to z niecierpliwością.”
Bewley ceni sobie również format warszawskiego Grand Prix, które jako jedyne ma kwalifikacje w piątek i zawody w sobotę:
„Lubię, gdy mamy weekendy w formacie piątek/sobota – z kwalifikacjami w piątek i GP w sobotę. To inna atmosfera. Gdy wszystko dzieje się jednego dnia, nie ma za bardzo czasu na spotkania z przyjaciółmi czy zespołem. W dwa dni to bardziej spokojny weekend.”
Podsumowanie
Dan Bewley pokazał w Landshut, że potrafi się podnieść po niepowodzeniu i odrabiać straty – nawet jeśli pierwszy etap zawodów przebiegł nie po jego myśli. 18 punktów na otwarcie sezonu to wynik, który stawia go w gronie kandydatów do medalu. Teraz jednak najważniejszy dla niego jest start w Warszawie – największym Grand Prix sezonu, zarówno pod względem sportowym, jak i emocjonalnym. Jeśli zdoła utrzymać formę z Landshut, może być jednym z bohaterów PGE Narodowego.
Zdjęcie: publiczny Fb FIM Speedway Grand Prix






