W bieżącym sezonie liczba widzów na stadionach żużlowych nie porywa. Poza jednym wyjątkiem – we Wrocławiu regularnie na stadionie jest ponad 12.000 widzów na meczach Sparty. Jest to jedyny ośrodek, gdzie na trybunach zasiada więcej niż 10.000 osób.

Przeciętna widownia w Lesznie (dane na koniec czerwca br) wynosi 5.300 widzów. Jest to najgorszy wynik w tym sezonie w PGE Ekstralidze. Liczby te są szokujące. Tym bardziej, iż Unia Leszno do 2020 roku zdobyła pięć tytułów Drużynowych Mistrzów Polski z rzędu. Czyżby przesyt speedwaya wśród kibiców Unii?

Na pewno wpływ na tak niską frekwencję ma putininflacja, oraz ogólna drożyzna. Ceny biletów są wygórowane, piwo na stadionie za 10 zł, czy też wysoka jest cena „giętej” (chodzi o kiełbasę z rusztu). Do tego dochodzą transmisje telewizyjne ze wszystkich meczów w PGE Ekstralidze, gdzie każdą akcję na torze doskonale widać. Kibic w kapciach ma powtórki, pokazywanie których akurat władze żużlowe zakazały na stadionach.

Dlatego tym bardziej kluby powinny zabiegać o każdego kibica. Tego przyjezdnego też. Niestety w Lesznie kibic jest dodatkiem do imprezy – szczególni jeśli jest z Wrocławia.

Bilety na sektor gości kosztują w Lesznie 50 złotych. Nie ma możliwości zakupu ulgowej wejściówki  dla dziecka np. w wieku szkolnym, a nawet przedszkolnym.

I co serwują za to organizatorzy? Kibice – w tym przypadku Sparty Wrocław – płacący za bilet, by oglądać widowisko sportowe na stadionie, mieli wspaniały widok na balony reklamowe sponsora ekstraligi żużlowej.

Gdyby rzeczone balony przesunąć 10-20 metrów w stronę szczytu pierwszego wirażu (na trybunach powyżej nie było żadnego kibica) widoczność na tor z całego sektora gości byłaby  bardzo dobra. A tak – patrząc od strony kibiców – cała dolna prawa strona sektora przyjezdnych musiała zostać pusta, gdyż śledzenie rywalizacji żużlowców na torze zasłaniały balony reklamowe.

Tak to wyglądało 17 lipca br. w Lesznie:

W artykule Wielkopolska „gościnność” z 7 lipca 2021 roku poruszaliśmy sprawę widoczności (a w zasadzie jej braku) na sektorze gości w Lesznie. Wówczas sektor kibiców gości zasłaniały balony reklamowe sponsorów, ale (patrząc od strony sektora kibiców gości) z lewej strony. Reklamy doskonale zasłaniały, połowie trybun przyjezdnych,  prostą startową.

A tak pisaliśmy wówczas:

Kibice chcący oglądać mecz – a po to jedzie się przecież za swoją drużyną do innego miasta – musieli tłoczyć się w części, w której reklamy ustawione przez gospodarzy nie zasłaniały im widoku.

Naprawdę wystarczy odrobina dobrej woli – by kibice mogli ogląd zawodników ścigających się na torze – a nie reklamy sponsorów klubu. Te przecież można ustawić tak – by nie zasłaniały z połowy sektora widoku na tor…

Szanujmy się nawzajem. Tak jak szanują własne kości zawodnicy ścigający się na torze (no może z małymi wyjątkami). Maciej Janowski przyjaźni się z braćmi Pawlickimi, ale to nie przeszkadza im toczyć ostrą, ale fair walkę na torze. Przykład takiej rywalizacji mieliśmy okazję oglądać na Smoczyku w niedzielę, gdy walka między Maciejem Janowski a Piotrem Pawlickim, odbywała się „na żyletki”.

Mamy najlepszą żużlową ligę na świecie. Niech więc mecze ligowe będą widowiskami na najwyższym (światowym) poziomie, a kibice niech oglądają rywalizację żużlowców w warunkach godnych najlepszej ligi świata.

I na zakończenie dla wszystkich pod rozwagę. Zawody żużlowe to tylko sport, nic innego.

*****

Niestety gospodarze tegorocznego niedzielnego meczu 12 rundy PGE Ekstraligi nie odrobili lekcji z ubiegłego sezonu. Bo nie posądzamy organizatorów o celowe działanie, by przesłaniać widok na tor kibicom Sparty Wrocław.

Może w temacie widoczności z trybun – wobec coraz mniejszej liczby widzów na stadionach – również należałoby zwrócić się do PGE Ekstraligi, by ta stosownymi przepisami uregulowała poczynania gospodarzy w temacie zasłaniania widoczności kibicom przez reklamy sponsorów klubu, czy też ekstraligi żużlowej.

Przecież zawodnik dzięki przepisom najlepszych rozgrywek drużynowych na świecie nie może drgnąć na linii startu (przed pójściem w górę taśmy startowej)…