Niemal bez echa przeszła wizyta w Polsce przedstawiciela Warner Bros Discovery Sports Jean Baptiste Leya, który przebywał w naszym kraju we środę 30 października. Po ogromnym oburzeniu jakie zapanowało po przyznaniu stałych dzikich kart na SGP w 2025 roku, wydaje się że emocje opadły. Choć podobno PZM na czele z prezesem Michałem Sikorą stoją na twardym stanowisku by w obecnej sytuacji, gdy mleko się już rozlało, w przyszłym sezonie nie było dzikich kart na poszczególne turnieje SGP tylko kolejna stała dla polskiego zawodnika, który byłyby klasyfikowany jak inny uczestnicy przyszłorocznych zmagań o tytuł najlepszego żużlowca świata.

Przedstawiciel Warner Bros Discovery Sports, Jean Baptiste Ley, spotkał się z działaczami PZM i omówił kontrowersje wokół zasad przyznawania dzikich kart w przyszłorocznym cyklu Speedway Grand Prix. To spotkanie, choć początkowo odrzucone przez prezesa PZM Michała Sikorę podczas niedawnej inauguracji nowej siedziby FIM w Genewie, odbyło się w Warszawie w bardziej sprzyjających warunkach a także z szerszym udziałem polskich działaczy. Ley postanowił w ten sposób wsłuchać się w zastrzeżenia strony polskiej i szukać rozwiązania, które mogłoby przynieść kompromis.

Kontrowersje pojawiły się po przyznaniu stałych dzikich kart na SGP 2025, które spotkały się z krytyką zarówno ze strony kibiców, jak i polskich działaczy. Decydowało „kryterium geograficzne”, a przecież w rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata powinni brać udział najlepsi. A przykładów z zakończonego sezonu mieliśmy aż nadto, by jednoznacznie stwierdzić, iż pomimo sportowy zarówno Czecha jak i Niemca jest daleki od przeciętnego uczestnika cyklu SGP. Na spotkaniu w stolicy rozważano zmianę zasady przyznawania dzikich kart na poszczególne turnieje SGP 2025, którą Polacy chcieliby zmodyfikować. Polska strona proponuje rezygnację z dzikich kart przyznawanych na każdy turniej osobno na rzecz stałej karty dla polskiego zawodnika.

W przyszłych latach zarówno prezes Sikora jak i prezes PGE Ekstraligi, Wojciech Stępniewski, zasugerowali wprowadzenie zasady, zgodnie z którą z czterech dzikich kart jedną przyznawałby organizator, a pozostałe trzy mogłyby przypadać zawodnikom, którzy wywalczyli je w klasyfikacji GP, GP Challenge, czy mistrzostwach Europy. Czyli w puli organizatorów pozostałaby tylko jedna dika karta, a o 15 miejscach w cyklu SGP decydowałyby wyniki rywalizacji na torze.

Polacy nie liczą na natychmiastowy przełom, jednak sam przyjazd wysokiego rangą przedstawiciela Warner Bros Discovery Sports świadczy o chęci do dialogu i zrozumienia interesów lokalnego środowiska żużlowego. Co więcej, podczas spotkania omówiono także przyszłość Grand Prix Polski w Warszawie, a także nowe zasady współpracy PGE Ekstraligi z promotorem cyklu. Pojawiły się pomysły ograniczenia liczby zawodników GP w każdej drużynie Ekstraligi, co miałoby wpłynąć na rotację zawodników i zmniejszyć dominację wybranych drużyn, jednak mogłoby być ciosem dla światowego cyklu GP.

Relacje między polskimi działaczami a promotorami międzynarodowego żużla pozostają napięte, mimo że największe emocje wokół dzikich kart powoli opadają. Niemniej, jeśli spotkanie nie przyniesie oczekiwanego przełomu, polska strona rozważa rezygnację z organizowania SGP w Warszawie, ograniczenie liczby uczestników GP w Ekstralidze oraz możliwe zmiany w systemie juniorskim (nie wprowadzanie do składu drużyn jednego zagranicznego juniora).

Źródło: sportowefakty.wp.pl