Polska jest dziś centrum światowego żużla. Mamy najlepszą ligę, najwięcej kibiców, najwyższe wpływy z transmisji i marketingu, najnowocześniejsze stadiony i najbardziej prestiżowe turnieje. Mimo to – a może właśnie dlatego – relacje z międzynarodową federacją FIM są napięte jak nigdy wcześniej. Głos w tej sprawie zabrał prezydent FIM Jorge Viegas. Jego słowa z jednej strony mogą być uznane za wyważone, z drugiej – brutalnie szczere i nacechowane niepokojącą logiką: „Polacy są tak silni, że nie potrzebują ludzi we władzach, ani dzikich kart. I nie mogą mieć pełnej kontroli nad dyscypliną”.
Ten artykuł analizuje kontrowersyjne stanowisko Viegasa, cytując jego własne słowa i oceniając, co naprawdę oznaczają dla przyszłości polskiego żużla.
„Nie może być tak, że Polacy mają pełnię władzy”
Najmocniejsze słowa padły na samym początku rozmowy Viegasa z WP SportoweFakty. Kiedy dziennikarz zapytał, czy rzeczywiście Polacy chcą zablokować ponowny wybór Armando Castagni, obecnego szefa światowego żużla, Viegas nie ukrywał swojej frustracji.
– „Nie. Pełna kontrola nad kluczową dyscypliną nie może spoczywać w rękach przedstawicieli jednego kraju. Polska ma najlepszą ligę, wszystko rozwija się tutaj prawidłowo, a działacze już mają gigantyczny wpływ na żużel. Nie mogą mieć jednak pełni władzy.”
To zaskakujące i niebezpieczne rozumowanie. Zamiast nagradzać za rozwój i sukcesy – FIM zdaje się Polskę karać. A przecież to polskie kluby, sponsorzy i kibice są dziś największymi mecenasami żużla na świecie.
„Polska nie może mieć mistrzostw świata tylko dla siebie”
Polska domagała się trzeciej stałej dzikiej karty w Grand Prix, bo ma do tego wszelkie sportowe podstawy – i zawodników na najwyższym poziomie. Tymczasem mamy zaledwie dwóch stałych reprezentantów w cyklu 2025. Dlaczego?
– „Przypomnę, że mistrzostwa świata to nie jest wewnętrzna rozgrywka Polaków. W tym roku mamy w Polsce trzy turnieje Grand Prix oraz finał Speedway of Nations. Mistrz świata jest Polakiem. (…) Nie możemy jednak zamienić mistrzostw świata w mistrzostwa Polski.”
To prawda – GP ma być globalnym cyklem. Ale logika prezydenta FIM jest mocno wybiórcza. Australia, która nie zorganizowała rundy od lat, ma czterech stałych uczestników (w tym jednego, który otrzymał stałą dziką kartę). A Polska, która organizuje prawie połowę turniejów i generuje największy zysk, ma ich tylko dwóch. Czyżby wobec innych krajów stosowano inne kryteria? Przypomnijmy, kryteria geograficzne – bo w ubiegłym ale także i wtym roku jest kilku „turystów” w cyklu SGP.
Wściekłość na Michała Sikorę. „To nie piłka nożna”
Polska krytyka była szczególnie silna po ogłoszeniu dzikich kart. Prezes PZM Michał Sikora publicznie wezwał Castagnę do dymisji. Reakcja Viegasa?
– „Byłem wtedy na niego wściekły. Powinniśmy rozwiązać ten problem we własnym gronie. Zwłaszcza że nie miał racji. Może zrozumiałbym jego stanowisko jako prezesa polskiej federacji, ale przypomnę, że Michał Sikora jest członkiem zarządu FIM.”
– „Musiałem interweniować, bo nie może być tak, że polscy działacze będą wzywali w prasie Armando Castagnę do rezygnacji. To zwyczaje z piłki nożnej, a nie sportów motorowych.”
Tylko czy to naprawdę problem stylu wypowiedzi? Czy może raczej faktu, że Polska ośmiela się głośno mówić, że „król jest nagi”? Jako federacja wnosimy największe pieniądze, organizujemy najwięcej rund SGP, a nie mamy praktycznie nic do powiedzenia. Czyżby Viegas był zwolennikiem teorii, że mają frajerów, którzy mają tylko płacić w myśl zasady – „Płać i morda w kubeł”…
„Może Armando nie lubi Polaków. Oczywiście żartuję”
Na zarzut, że wśród kilkunastu ekspertów doradzających Komisji Wyścigów Torowych FIM nie ma żadnego Polaka, Viegas reaguje w sposób, który można by uznać za próbę bagatelizowania problemu.
– „Może faktycznie Armando nie lubi Polaków. Oczywiście żartuję. Wiem jednak, że wielu Polaków jest zaangażowanych w żużel. (…) Castagna to jeden z najlepszych dyrektorów w całym FIM.”
Ale czy fakty mówią to samo? Od 12 lat, odkąd Castagna jest na stanowisku, żużel stopniowo znika z mapy wielu krajów. Polska się rozwija, ale dzieje się to raczej mimo, a nie dzięki światowym władzom. Nas zastanawia to czy starszy już pan Viegas, jest na tyle ślepy, że nie widzi problemu, iż podczas obecnych rządów Castagnii speedway się zwija. W Europie z roku na rok organizuje się coraz mniej imprez żużlowych (polecamy stronę kibic-żużla.pl – z pełnym wykazem statystyk dotyczących imprez), zamyka się kolejne tory, a także jest coraz mniej zawodników. Czy wręcz przeciwnie: prezydent FIM Jorge Viegas widzi to wszystko, ale jest tak naiwny, że nie traktuje tego jako problemu… A to już jest bardzo niebezpieczne.
Winny promotor, ale FIM wciąż wierzy w sukces
Viegas nie ukrywa też rozczarowania współpracą z Warner Bros. Discovery, czyli promotorem cyklu GP.
– „Wiem, na co się umawialiśmy, i wiele z tych obietnic w ogóle nie jest realizowanych. (…) Zapewniam, że rozwiążę ten problem.”
– „Tylko z powodów finansowych. Dokładnie z tych samych powodów wycofano się z organizacji legendarnej rundy Grand Prix w Cardiff. (…) Poziom dyscypliny nie pozwala na większe inwestycje, bo one się nie zwrócą.”
To oznacza, że Grand Prix utknęło w martwym punkcie. Z jednej strony promotor nie chce inwestować, z drugiej FIM boi się utracić władzę na rzecz Polski, która ten sport dziś realnie utrzymuje. Klasyczny klincz…
Podsumowanie: siła Polski jako problem?
Jorge Viegas z jednej strony docenia znaczenie Polski dla żużla: przyznaje, że mamy najlepszą ligę, kibiców, mistrza świata i trzy rundy GP. Z drugiej strony – wciąż przeszkadza mu polska dominacja. Stąd logiczny paradoks: „Skoro jesteście tak dobrzy – to nie potrzebujecie ludzi we władzach. A skoro inni sobie nie radzą – trzeba im pomóc”.
To nie tylko niesprawiedliwe. To niebezpieczne. Bo prowadzi do sytuacji, w której siła staje się winą, a słabość – przywilejem.
Wniosek? Polska nie przegrała jeszcze tego sporu, ale jedno jest pewne: to nie jest już gra w otwarte karty. To walka o wpływy, narrację i przyszłość dyscypliny. A my – kibice, dziennikarze, działacze – musimy bacznie patrzeć FIM na ręce. Bo dziś żużel rozwija się głównie w Polsce. Ale jutro może zostać w niej zamknięty.






