Ryan Douglas jeszcze kilka lat temu był zawodnikiem, którego nazwisko znali głównie najbardziej zagorzali kibice brytyjskiego żużla. Dziś Australijczyk wyrósł na jednego z najbardziej rozchwytywanych zawodników na rynku transferowym, a jego nazwisko coraz głośniej pojawia się w kontekście startów w PGE Ekstralidze. Za spektakularnym sportowym awansem 33-latka stoi jednak historia pełna wyrzeczeń, zwątpienia i ciężkiej fizycznej pracy poza torem.

Obecnie Douglas jest liderem Hunters PSŻ Poznań i jednym z najlepszych zawodników Metalkas 2. Ekstraligi. Wszystko wskazuje na to, że po sezonie zrobi kolejny krok w karierze i przeniesie się do najlepszej ligi świata. Jak informowały WP SportoweFakty, Australijczyk ma już konkretne oferty z PGE Ekstraligi, a działacze klubów są gotowi zapłacić mu nawet milion złotych za sam podpis pod kontraktem. Do tego każdy zdobyty punkt miałby być wyceniany na około dziesięć tysięcy złotych.

Jeszcze kilka lat temu taki scenariusz wydawał się całkowicie nierealny.

Douglas sam przyznał, że przez długi czas żużel nie dawał mu finansowej stabilizacji. Starty w Wielkiej Brytanii pozwalały jedynie na skromne utrzymanie się w trakcie sezonu, a po jego zakończeniu wracał do Australii i podejmował ciężką pracę fizyczną.

– „Gdy jeździłem w Anglii, to zarobki wystarczały na skromne przeżycie w Europie w czasie sezonu. W październiku wracałem do Australii i pracowałem przy budowie dróg. Zatrudniałem się w firmie brata, która zajmowała się kładzeniem asfaltu. Dosłownie dwa dni po wylądowaniu z Europy zakładałem ciuchy robocze i szedłem do normalnej pracy fizycznej w pełnym słońcu. Przestałem tak pracować dopiero w 2022 lub 2023 roku. Dopiero od jakichś trzech, czterech lat zarabiam na żużlu na tyle dobre pieniądze, że mogę się skupić wyłącznie na sporcie” – wyznał Ryan Douglas w rozmowie z WP SportoweFakty.

To pokazuje, jak długa i wyboista była jego droga do profesjonalnego sportu na najwyższym poziomie. Wielu zawodników już dużo wcześniej mogłoby zrezygnować. Douglas jednak przetrwał najtrudniejszy moment kariery.

Prawdziwy kryzys przyszedł w 2018 roku. Po słabszych sezonach Australijczyk nie otrzymał wizy umożliwiającej dalsze starty w Wielkiej Brytanii. W praktyce oznaczało to sportową katastrofę. Bez możliwości ścigania w Europie jego kariera stanęła pod ogromnym znakiem zapytania.

Douglas otwarcie przyznaje, że wtedy był przekonany, iż to koniec jego żużlowej przygody.

– „Myślałem, że nie wrócę i byłem przekonany, że zakończyłem karierę. Miałem jednak szczęście, że w Australii pomocną dłoń wyciągnęli do mnie Darcy Ward i Davey Watt. Powiedzieli: »stary, musisz jeździć dalej, masz papiery na dobre ściganie”. Zacząłem jeździć dla czystej frajdy w Australii w połowie 2018 roku. Wszystko szło świetnie, wskoczyłem na podium mistrzostw stanu, co pozwoliło mi odzyskać wizę i wrócić do Anglii w 2019 roku. Wtedy wszystko się zmieniło. Od tamtego momentu z każdym sezonem było już tylko lepiej” – opowiada zawodnik.

To właśnie tamten moment okazał się przełomowy. Douglas wrócił do Wielkiej Brytanii, zaczął regularnie się rozwijać i stopniowo budował swoją pozycję na europejskim rynku.

W Polsce długo pozostawał jednak postacią anonimową. Poważną szansę otrzymał dopiero w 2022 roku w barwach Kolejarza Rawicz. Na poziomie ówczesnej 2. Ligi Żużlowej osiągnął średnią 1,860 punktu na bieg i zwrócił na siebie uwagę klubów z wyższych lig.

Kolejne sezony były już pasmem systematycznego rozwoju. Douglas nie schodził poniżej dwóch punktów na bieg, a obecnie jest jednym z liderów Metalkas 2. Ekstraligi i najważniejszym ogniwem Hunters PSŻ Poznań. To między innymi dzięki jego znakomitej formie poznanianie realnie liczą się w walce o fazę play-off.

Australijczyk zdradził również, co jego zdaniem miało ogromny wpływ na jeszcze lepszą jazdę w obecnym sezonie.

– „Zimą zrzuciłem pięć kilogramów. Nie sądziłem, że to aż tak wpłynie na moją jazdę, ale teraz widzę, jaką odegrało rolę. Jestem lżejszy, dużo trenowałem i jestem sprawniejszy. To chyba ta mała rzecz, która robi wielką różnicę. No i czysto technicznie – jako zawodnik czuję się po prostu pewniej na motocyklu, mam większy komfort, co pozwala mi na torze na znacznie więcej” – przyznał Douglas.

Dziś Australijczyk stoi u progu największego kontraktu w swojej karierze. Jeszcze niedawno pracował fizycznie przy układaniu asfaltu w australijskim słońcu, a teraz może zostać jednym z nowych zagranicznych liderów PGE Ekstraligi.

Jego historia jest jednym z najlepszych dowodów na to, że w żużlu talent często musi iść w parze z ogromną cierpliwością, determinacją i odpornością na przeciwności losu. Ryan Douglas przez lata walczył o przetrwanie w sporcie. Dzisiaj zbiera owoce tej walki i wszystko wskazuje na to, że najlepszy rozdział jego kariery dopiero się zaczyna.

Źródło: sportowefakty.wp.pl
Zdjęcie: publiczny FB PSŻ Poznań