Był taki czas, gdy żużel w Łodzi pachniał metanolem i ogromną pasją. Gdy trybuny stadionu Gwardii przyciągały nie tłumy sponsorów, a kibiców wiernych swojej drużynie. W tamtych czasach, bez rozgłosu rodził się bohater z krwi i kości – Tadeusz Gortat, człowiek, który całe swoje sportowe życie poświęcił jednej drużynie.
Nie miał medali, nie zdobywał tytułów mistrzowskich, ale miał coś, czego dziś brakuje wielu – lojalność, charakter i pokorę.
Od chłopaka z Gwardii do lidera zespołu
Tadeusz Gortat urodził się 12 października 1951 roku. W 1970 roku, mając zaledwie 19 lat, założył plastron Gwardii Łódź i zadebiutował w drugoligowych rozgrywkach o Drużynowe Mistrzostwo Polski. To były czasy, gdy żużel w Łodzi tlił się w cieniu wielkich ośrodków, ale właśnie w takich miejscach rodziła się prawdziwa sportowa pasja.
Wówczas w pierwszym składzie, obok młodego Gortata, jeździli m.in. Paweł Mirowski, Kazimierz Pakulski, Janusz Kościelak, Stanisław Gołofit oraz Edward Kupczyński – pierwszy indywidualny mistrz Polski ze Sparty (Spójni) Wrocław z 1952 roku, który powoli kończył już wtedy swoją bogatą karierę żużlową. Dla młodego łodzianina to był zaszczyt – uczyć się od legendy i jednocześnie próbować swoich sił na ligowym torze.
Debiutancki sezon nie był łatwy – Gortat uzyskał średnią 0,14 pkt/bieg, ale nikt w klubie nie miał wątpliwości, że ma w sobie coś więcej. Upór, determinacja i charakter sprawiły, że w kolejnych latach z chłopaka „na dorobku” wyrósł na pewnego punktu drużyny.
Dekada w jednej drużynie – bez kompromisów i transferów
Przez jedenaście sezonów (1970–1980) Tadeusz Gortat jeździł wyłącznie w barwach Gwardii. Ani razu nie dał się skusić na transfer, choć propozycje, jak wspominano po latach, się pojawiały.
Dla niego liczyło się coś innego – przynależność do klubu, ludzi i miasta, z którymi dzielił każdy sukces i każdą porażkę.
W połowie lat 70. Gortat był już jednym z filarów łódzkiej ekipy. W sezonie 1976 zdobył 147 punktów – najwięcej w swojej karierze. Rok po roku wyrastał na niekwestionowanego lidera drużyny. To właśnie w sezonach 1977, 1978 i 1979 był najlepszym zawodnikiem Gwardii.
W tamtym czasie łodzianie nie byli potentatem ligi, ale mieli serce do walki – i właśnie takim największym z tych serc był Gortat.
1979 – najlepszy sezon życia
Choć nigdy nie stał na podium mistrzostw kraju, miał swoje chwile chwały.
9 września 1979 roku w meczu 12. kolejki ówczesnej II ligi przeciwko Stali Rzeszów pokazał, jaką wielką wartość stanowi dla swojej drużyny. Gwardia przegrała nieznacznie 52:56, ale Gortat był bohaterem spotkania – w sześciu startach wywalczył 15 punktów i bonus, osiągając życiowy wynik.
To był moment, w którym potwierdził swoją klasę. W całym sezonie uzyskał średnią 2,046 pkt/bieg – jedyną w karierze powyżej dwóch punktów, co uczyniło go najlepszym zawodnikiem łódzkiej drużyny w 1979 roku.
W trakcie całej kariery w Gwardii czterokrotnie zdobywał komplet punktów – co w realiach drugiej ligi tamtych czasów było wyczynem godnym uznania.
Lojalność, która trwała do końca
Rok 1980 był końcem pewnej epoki. Po sezonie Gwardia Łódź została rozwiązana. Klub, w którym Tadeusz Gortat spędził całą karierę, przestał istnieć. On sam też wtedy zakończył starty na żużlu.
Nie szukał nowego pracodawcy. Nie szedł do innego miasta. Po prostu – zamknął rozdział razem z Gwardią.
Bo dla niego Gwardia to nie był klub – to była część życia.
Trener z sercem i charakterem
Kiedy po latach żużel wrócił do Łodzi, wrócił też Gortat – już nie jako zawodnik, ale trener. W sezonach 1998 i 1999 prowadził łódzkich żużlowców, ucząc ich nie tylko jazdy, ale też szacunku do sportu i ludzi.
Był wymagający, ale sprawiedliwy. Jeden z łódzkich kibiców tak wspomina spotkanego wówczas Tadeusza Gortata:
– „Wdarłem się kiedyś do parku maszyn podczas treningu. Trenerem był śp. Tadeusz Gortat. Miał w sobie niesamowitą charyzmę. Był życzliwy, ale twardy. Wiedział, o czym mówi, bo sam był świetnym zawodnikiem.”
Taki właśnie był – spokojny, konsekwentny i pełen pasji.
Pożegnanie z legendą Gwardii
26 czerwca 2023 roku Tadeusz Gortat odszedł. Miał 72 lata.
Nie było fanfar, fleszy i telewizyjnych wspomnień. Ale w sercach tych, którzy pamiętają tamte czasy, pozostał obraz człowieka wiernego barwom, który nigdy nie kalkulował.
Był jednym z tych zawodników, o których mówi się, że „nie musieli zdobywać tytułów, żeby zasłużyć na szacunek”.
Nie miał medali, ale miał pamięć kibiców i wdzięczność młodych chłopaków, których nauczył, jak kochać żużel.
Tadeusz Gortat – człowiek z żużlową duszą
W historii łódzkiego żużla znajdziemy wiele nazwisk, ale tylko nieliczni zostali w niej tak głęboko, jak Tadeusz Gortat.
W czasach, gdy lojalność bywała droższa niż punkty, on pozostał wierny jednej drużynie.
Jego dorobek może nie błyszczy złotem, ale świeci uczciwością, pracowitością i wiernością.
I właśnie dlatego – w pamięci kibiców, kolegów i wychowanków – na zawsze pozostanie ikoną dawnej Gwardii Łódź.
Tadeusz Gortat (1951-2023) w ciągu 11 lat kariery w drugoligowej Gwardii Łódź wystąpił w 136 meczach swojej drużyny. Pod taśmą startową stawał 596 razy. Zdobył łącznie 871 punktów i 73 bonusy, co dało mu średnią ze wszystkich lat startów 1,584 pk/bieg. W najlepszym sezonie – w wieku 28 lat w 1979 roku miał średnią 2,046 pkt/bieg.
Zdjęcie: publiczny Fb Żużel moja miłość. Tadeusz Gortat pierwszy z lewej






