Betard Sparta Wrocław wygrała w niedzielę 13 lipca br. ważne starcie z Bayersystem GKM Grudziądz 51:39, ale jeden z liderów zespołu znów zawiódł. Maciej Janowski – kapitan i ikona wrocławskiej drużyny – po raz kolejny nie potrafił znaleźć odpowiednich ustawień i zakończył mecz z zaledwie sześcioma punktami i bonusem. Po spotkaniu nie krył rozczarowania i bezradności wobec przedłużających się problemów sprzętowych.

Sparta wygrała, Janowski bez zwycięstwa

Początek meczu 11 kolejki PGE Ekstraligi w stolicy Dolnego Śląska był bardzo nerwowy. GKM Grudziądz, skazywany na pożarcie, długo trzymał wynik, a nawet po 9 biegu wyszedł na prowadzenie. Dopiero czwarta seria przyniosła przełom i pozwoliła gospodarzom odjechać rywalom. Zadowolenia po końcowej syrenie nie kryli Artem Łaguta, Dan Bewley czy Brady Kurtz. W zupełnie innym nastroju był Maciej Janowski, który nie potrafił wygrać żadnego biegu i nadal szuka optymalnego rozwiązania w kwestiach sprzętowych.

Janowski: „Nie zaliczę tego meczu do udanych”

Tuż po meczu kapitan Betard Sparty przyznał, że wciąż jest daleki od formy, jakiej oczekuje od siebie i jakiej oczekują kibice.

– Problemy w pierwszych biegach wynikały na pewno z dobrej dyspozycji grudziądzan i naszej gorszej postawy. Ja z pewnością nie zaliczę tego meczu do udanych. Dużo przemyśleń, dużo treningów przede mną – powiedział Maciej Janowski.

Choć gospodarze nie mogli przygotować toru według własnego pomysłu z powodu opadów deszczu i plandeki, która leżała na nawierzchni aż do dnia zawodów, Janowski nie szukał w tym wymówki.

– Wiadomo, że nie trenowaliśmy, tor był przykryty, ale goście przyjechali i potrafili się spasować. Większość naszego zespołu też wyglądała dobrze. Brady jest w super dyspozycji, do tego Artiom i Dan. Są plusy, ale też i minusy po naszej stronie – dodał bez ogródek.

Problem tkwi w sprzęcie. „Tasuję tymi jednostkami od dawna”

Coraz wyraźniej widać, że problem Macieja Janowskiego nie tkwi w braku zaangażowania czy formy fizycznej, ale w sprzęcie. Popularny „Magic” od dłuższego czasu próbuje odnaleźć się w gąszczu dostępnych jednostek napędowych i testuje silniki od dwóch różnych tunerów: Ryszarda Kowalskiego oraz Ashleya Hollowaya. Jak sam przyznaje – na razie bez efektu.

– Staram się wyjść z tego impasu. Tak, jak do tej pory mam jednostki od Ryszarda Kowalskiego, ale też od Ashleya Hollowaya. Troszkę się pogubiłem. Muszę stanąć na nogi i mocno zastanowić w którą iść i jak to wszystko poustawiać – wyznał Janowski.

Z wypowiedzi zawodnika wynika, że sytuacja zaczyna go coraz bardziej frustrować, a pomysłów na poprawę brakuje.

– Tasuję tymi jednostkami od dawna. Już gdzieś te pomysły mi się kończą. Mam dużo przemyśleń na ten temat. Muszę to w końcu jakoś zgrać. Przydałby się jeden dzień treningowy, aby przerzucić to wszystko. Tak czasami wygląda żużel – podsumował krajowy lider Sparty.

Co dalej z Janowskim?

Sezon 2025 miał być dla Macieja Janowskiego powrotem do formy i pełnej dominacji w Ekstralidze, zwłaszcza po głośnym powrocie do reprezentacji Polski. Tymczasem mijają kolejne mecze, a kapitan Sparty wciąż nie może złapać właściwego rytmu. Sześć punktów i bonus w meczu z GKM Grudziądz to wynik daleki od oczekiwań wobec zawodnika tej klasy. Tym bardziej niepokoi fakt, że sam zawodnik zdaje się nie mieć już jasnej wizji rozwiązania problemów.

W najbliższą niedzielę Betard Sparta czeka wyjazdowy mecz z Orlen Oil Motorem Lublin. Spotkanie z mistrzami Polski będzie prawdziwym testem nie tylko dla drużyny, ale i dla samego Janowskiego. Czy uda mu się przełamać i znaleźć właściwą ścieżkę? Na razie jedno jest pewne – Maciej Janowski „nie jedzie”, a cierpliwość jego i kibiców jest coraz bardziej wystawiana na próbę.

Zdjęcie: Maciej Trubisz