„Uderz w stół, a nożyce się odezwą”… Cóż wiele osób związanych z żużlem uważało, i co najgorsze uważa nadal, iż Unii Leszno należy pobłażać, a klub DMP należy traktować inaczej, niż wszystkie pozostałe drużyny PGE Ekstraligi. Po fali krytyki jaka wylała się na Leszczynian, po tym jak spreparowali tor na mecz ze Spartą, odezwał się były szef tego klubu, kontrowersyjny Rufin Sokołowski. To on, przecież dla dobra i rozwoju zawodnika, zasłynął na początku lat 90-ych min. przyblokowaniem transferu Adama Łabędzkiego z Unii Leszno do Sparty Wrocław. Dzięki niemu, jego dobry znajomy, ówczesny minister obrony narodowej Romuald Szeremetiew sprawił, iż kariera dobrze zapowiadającego się żużlowca Adama Łabędzkiego została na rok zablokowana. Koniec końców Łabędzki i tak jeździł w Sparcie Wrocław, tyle że później i po rocznym zawieszeniu…

Otóż Sokołowski w swoich mediach społecznościowych, jako kolejny, przedstawia spiskową teorię dziejów (zamiast przyznać, iż Sparta w sportowej rywalizacji na nieregulaminowym torze przygotowanym przez działaczy z Leszna – była po prostu lepsza) w następujący sposób: Chyba komuś nie pasuje Unia. To, co zrobiono z torem na polecenie komisarza toru, to psucie nawierzchni pod gości. WTS uciekł od Stali przed play-off. Majstersztyk.

W niedzielnym magazynie PGE Ekstraligi, szef polskich sędziów Leszek Demski w sprawie toru na Smoczyku wyraził się jasno: Ten mecz nie miał statusu zagrożonego i nie było żadnych opadów. Tor jednak nie został odebrany w regulaminowym czasie. Nawierzchnia była za sucha i była ubijana na sucho. To właśnie z tego powodu tor nie został odebrany przez komisarza. Komisarz wymusił na gospodarzach pisemnymi poleceniami polanie materiału. W trakcie dnia były nawet momenty, w których na torze były ścieżki suche i ścieżki wilgotne, czyli nawierzchnia była nierównomierna. Komisarz jest od nadzorowania i wydawania poleceń, jeśli tor jest źle przygotowywany. Komisarz nie jest od przygotowywania toru i nie wsiądzie na polewaczkę czy traktor.

Wina gospodarzy meczu Unia-Sparta, jeśli chodzi o przygotowanie toru nie podlega dyskusji: Z tego co udało mi się ustalić, były dwa takie polecenia w dniu dzisiejszym (niedziela 04.07.br – red.) wystawione, w związku z tym, że ten tor był za suchy. Wcześniej miałem informacje, że były ścieżki bardziej mokre i suche, czyli tor był nierównomiernie zroszony – kontynuował Demski

Obecny w studiu nSport+, były menadżer żużlowy Jacek Gajewski powiedział: Zgadzam się. Tor został przesuszony. To jest chyba problem kilku torów w Polsce, bo widać, że tory się rwą, robią się dziury, koleiny. To błąd w sztuce, czasami to chyba jednak świadome działanie.

Maciej Janowski – rajder meczu w Lesznie, osamotniony w mix-zonie, na pytanie dziennikarzy o tor, również miał do stanu nawierzchni pewne uwagi: Wiem, że były dyskusje przed meczem, ale ja przyjechałem dwie godziny przed pierwszym wyścigiem i wyszedłem na tor tuż przed próbą toru. Na szczęście w trakcie meczu koleiny pojawiały się na wyjściach z łuków, dlatego każdy wiedział mniej więcej, gdzie one są i jak je omijać. Wiadomo, że takie koleiny nie ułatwiają zadania, ale dobrze, że były widoczne. Czy tor był niebezpieczny? Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ten tor był suchy i było dużo piasku. Jeździłem na bardziej niebezpiecznych torach. Wydaje mi się, że gospodarz wie co źle zrobił i mam nadzieję, że na następnych zawodach ten tor będzie wyglądał lepiej.

Niektórzy zawodnicy mieli problemy z jazdą, szczególnie na drugim wirażu. Dobitnie przekonał się w czwartym biegu (jadący swój pierwszy wyścig w meczu) Daniel Bewley. Po wjechaniu w koleinę na wirażu, przy parku maszyn w Lesznie, żużlowca Sparty pociągnęło i staranował jadącego na pierwszym miejscu Janusza Kołodzieja. Jak później szczerze przyznał młody zawodnik wrocławskiej drużyny, celowo wjechał w koleinę, gdyż chciał ją wykorzystać, do nabrania większej prędkości i wyprzedzenia Janusza Kołodzieja.

W ostatnim biegu, po wjechaniu w koleinę na drugim wirażu, z nawierzchnia toru zapoznał się zawodnik gospodarzy, były mistrz świata – Jason Doyle.

Suma, summarum nie wiadomo, czy leszczynianie celowo przygotowali taki tor, bo chcieli zastosować zasłonę dymną przed ewentualnym starciem w play-off, czy właśnie w takiej nawierzchni poszukiwali szans na zwycięstwo ze Spartą. Po meczu można być pewnym, że ani jedna, ani druga opcja im się nie udała. Tor sprawiał zawodnikom ogromne problemy, a wyprzedzać po zewnętrznej potrafił jedynie Maciej Janowski. Zamiast pokazu siły obu drużyn, oglądaliśmy jazdę gęsiego, a żużlowcy szansy na wyprzedzenie rywali szukali tylko w szarżach przy krawężniku. Ale mając na uwadze poprzednie sezony i to z jaką przewagą wygrywali zawodnicy Unii na każdej nawierzchni, można przypuszczać, iż taki tor, poprzez zaskoczenie gości, miał pomóc gospodarzom wygrać mecz, gdyż nie mają już takiej mocy i przewagi nad innymi drużynami jak w poprzednich sezonach.

Władze PGE Ekstraligi, od lat konsekwentnie walczą z próbami preparowania torów. Teraz ruch jest po stronie Komisji Orzekającej Ligi. Władze speedway ekstraligi przed sezonem zapowiedziały, iż będą jeszcze surowiej niż dotychczas karać wszystkie celowe błędy przy przygotowywaniu nawierzchni i nie zamierzają odpuścić w walce o widowiskowe i bezpieczne zawody. W związku z tym teraz Unia Leszno może mieć duży problem. Piotr Baron, odpowiedzialny za przygotowanie toru będzie musiał ponieść karę za popełnione błędy, bądź celowe przygotowanie takiej nawierzchni. Poprzednio, gdy były problemy z nawierzchnią torów we Wrocławiu czy Gorzowie trenerzy tych drużyn byli karani kilkoma meczami zawieszenia, w zawieszeniu na pół roku. W przypadku menadżera Leszczynian może być podobnie, a to sprawi, że w kolejnych meczach gospodarze będą mogli sobie pozwolić na znacznie mniej.