Makabryczny 15. bieg Grand Prix Polski

To miał być jeden z najbardziej emocjonujących momentów sobotniego turnieju Grand Prix Polski na PGE Narodowym w Warszawie. Niestety, 15. bieg przyniósł nie ekscytację, lecz dramat, który na długie minuty sparaliżował stadion i pogrążył trybuny w ciszy.

Wszystko wydarzyło się tuż po starcie. Jason Doyle, były mistrz świata i obecny lider Krono-Plast Włókniarza Częstochowa, został uderzony przez rodaka, Maxa Fricke’a. Na ciasnym warszawskim torze nie było już miejsca na żadną reakcję – Doyle z pełnym impetem wpadł w dmuchaną bandę, odbił się od niej i bezwładnie runął na tor.

Przy tak ciasnych torach jest mało czasu na ewakuację” – komentował na gorąco w studiu TTV reprezentant Polski, Maciej Janowski.

Niestety. Często bywa, że gdy przy składaniu w łuk ktoś ci nagle uderza, to motor się prostuje i tracisz panowanie nad 'rumakiem’. Przykro to wyglądało” – dodał uczestnik tegorocznego cyklu Grand Prix, Andrzej Lebiediew.


Doyle nie zeskoczył z motocykla. Krew i dramatyczny ból

Najbardziej niepokojące było to, że Doyle nie zdołał zeskoczyć z motocykla przed uderzeniem. Siła kolizji była tak ogromna, że żużlowiec przez kilka sekund leżał nieruchomo na torze. Gdy ratownicy dobiegli, okazało się, że twarz Australijczyka była zakrwawiona – z relacji wynika, że to efekt złamanego daszka w kasku, który uderzył Doyle’a w policzek pod goglami, powodując bolesne rozcięcie skóry i silne krwawienie.

Ale to nie twarz była głównym powodem dramatycznej reakcji zawodnika. Jason Doyle natychmiast zgłaszał ogromny ból w dolnej partii ciała – wskazywał na problemy z nogą. Na miejscu podano mu silne środki przeciwbólowe. Pierwsze diagnozy mówiły o złamaniu biodra, jednak chwilę później nieoficjalnie pojawiła się informacja o złamaniu kości uda.

Zawodnik został ostrożnie położony na nosze i wniesiony do karetki. Z toru odjechał do jednego z warszawskich szpitali, gdzie miał przejść szczegółowe badania diagnostyczne. Niewykluczone, że konieczna będzie operacja.


Pierwsze diagnozy: złamana noga, możliwe złamanie biodra

W parku maszyn Australijczykowi pomagali jego rodacy – Josh Pickering i Rohan Tungate. To właśnie Tungate jako pierwszy przekazał niepokojące informacje:

„Widzieliśmy od razu, że sytuacja jest poważna. Jason był przytomny, poznał nas, dziękował, ale cierpiał. Wiedział, że coś z nogą jest nie tak” – relacjonował Rohan Tungate.

Z relacji świadków wynika, że Doyle mimo ogromnego bólu był w stanie prowadzić krótką rozmowę z kolegami. Dziękował za ich obecność i prosił o spokój. Ta postawa tylko podkreśla, jak doświadczonym i odpornym zawodnikiem jest były mistrz świata.


Kolejny dramat Australijczyka. Włókniarz w tarapatach

Dla 40-letniego Jasona Doyle’a to kolejny dramatyczny moment w ostatnich sezonach. Przypomnijmy, że dokładnie rok temu w maju uległ wypadkowi, po którym konieczna była rekonstrukcja barku. Wówczas powrót do pełnej sprawności trwał ponad pół roku.

Tegoroczny sezon miał być dla niego okazją do powrotu na najwyższy poziom i udowodnienia, że mimo wieku wciąż jest jednym z najlepszych żużlowców świata. Niestety – kolejny raz jego plany mogą zostać brutalnie przerwane przez kontuzję.

Konsekwencje odczuje także Krono-Plast Włókniarz Częstochowa. Zgodnie z przepisami PGE Ekstraligi, w przypadku kontuzji zawodnika z tzw. „grupy zagranicznej”, klub może zastosować zastępstwo zawodnika (ZZ) dopiero od ósmej kolejki ligowej. Do tego czasu częstochowianie będą musieli radzić sobie bez swojej największej gwiazdy, co z pewnością wpłynie na ich formę i zdobycze punktowe.


Cisza, która mówi wszystko

Wypadek Doyle’a to był jedyny moment podczas sobotniego turnieju, kiedy na PGE Narodowym zapadła zupełna cisza. Kibice zamarli, zawodnicy w parku maszyn przestali się rozgrzewać, a organizatorzy zamarli z niepokojem. W świecie sportu są momenty, które przypominają o jego kruchości. Ten 15. bieg w Warszawie był jednym z nich.

Wszyscy teraz trzymają kciuki za szybki powrót Australijczyka do zdrowia – i do ścigania. Jason Doyle wielokrotnie udowadniał, że potrafi wracać silniejszy po urazach. Cały świat żużla liczy, że i tym razem nie będzie inaczej.