Krono-Plast Włókniarz Częstochowa wchodzi w nowy sezon PGE Ekstraligi w wyjątkowo trudnym położeniu. Skład zbudowany jesienią nie wzbudził entuzjazmu ani wśród ekspertów, ani wśród kibiców, a częstochowianie niemal jednomyślnie wskazywani są jako główny kandydat do spadku. W tej atmosferze pojawiła się informacja o podpisaniu tzw. kontraktu warszawskiego z Matejem Zagarem, co natychmiast rozpaliło dyskusję: czy doświadczony Słoweniec powinien dostać szansę startów w PGE Ekstralidze?
Na te spekulacje bardzo stanowczo zareagował Marek Cieślak – legendarny trener reprezentacji Polski, były selekcjoner kadry narodowej i wychowanek Włókniarza Częstochowa. Jego opinia, opublikowana na łamach przegladsportowy.onet.pl, jest jednoznaczna i wyjątkowo mocna.
Skład, który nie daje złudzeń
Nie jest tajemnicą, że kadra Włókniarza na papierze prezentuje się najsłabiej w całej PGE Ekstralidze. Piątkę seniorów tworzą: Rohan Tungate, Jaimon Lidsey, Mads Hansen, Jakub Miśkowiak oraz Sebastian Szostak. To zestawienie nie „rzuca na kolana”, a w środowisku pojawiają się nawet głosy, że drużyna z Częstochowy może nie wygrać w elicie ani jednego spotkania – podobnie jak Ostrovia Ostrów kilka lat temu.
Jeden z ekspertów określił nawet ten skład jako „dobry na środek tabeli, ale Metalkas 2. Ekstraligi, a nie PGE Ekstraligi”. W tej sytuacji każda wygrana Włókniarza ma być traktowana jak sukces, a samo utrzymanie w lidze – jak sportowy cud.
Zagar? „To jak wrzucić granat do szatni”
Podpisanie kontraktu warszawskiego z Matejem Zagarem natychmiast uruchomiło lawinę spekulacji. Kibice zaczęli zastanawiać się, czy przy tak słabym składzie Słoweniec nie powinien zostać realną opcją meczową. Marek Cieślak studzi jednak te nastroje w sposób bardzo dosadny.
— Jak patrzę na to z boku, że Zagar miałby wskoczyć do kadry i jeździć, to tak jakby wrzucić granat do szatni Włókniarza — uważa Marek Cieślak, legendarny trener reprezentacji Polski i wychowanek Włókniarza. — Jest drużyna i trzeba dać jej szansę. Fakt, nazwiska nie rzucają na kolana, ale to inna sprawa. Na pewno ci zawodnicy nie mają niczego do stracenia. Nie sądzę też, że Zagar miałby coś wnieść do tego zespołu. Ale to tylko moja opinia i ja tego bym nie robił. Ewentualną decyzję będzie jednak podejmował sztab szkoleniowy Włókniarza — dodał.
To wypowiedź, która jasno pokazuje, że wprowadzanie dodatkowej rywalizacji do już i tak trudnej sytuacji kadrowej mogłoby przynieść więcej szkód niż pożytku.
„Zagar to nie Jepsen Jensen”
Zwolennicy pomysłu dania szansy Zagarowi często przywołują przykład Michaela Jepsena Jensena. Duńczyk dwa lata temu został „odkurzony” przez GKM Grudziądz i z miejsca stał się jedną z gwiazd PGE Ekstraligi. Cieślak jednak stanowczo odrzuca to porównanie.
— Ale ile lat ma Jepsen Jensen, a ile Zagar? (jest dziewięć lat różnicy — dop. autor)? Myślę, że to nie jest najlepsze porównanie — uważa Marek Cieślak.
I ponownie wraca do kwestii atmosfery w drużynie:
— Wracając jeszcze do granatu w szatni. Jakby poczuli się obecni zawodnicy Włókniarza, gdyby okazało się, że jeszcze mają walczyć o skład i niczego nie są pewni? To mogłoby tylko pogorszyć dodatkowo atmosferę w drużynie i wpłynąć na całokształt — dodał.
Historia, która zobowiązuje
Włókniarz Częstochowa ma wyjątkową historię. Co ciekawe, ostatni sportowy spadek tego klubu miał miejsce… 29 lat temu. W 1997 roku drużyna, która rok wcześniej sensacyjnie zdobyła złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski, spadła z ligi. Trenerem mistrzowskiego zespołu z 1996 roku był właśnie Marek Cieślak. Później Włókniarz opuścił Ekstraligę jeszcze raz, ale z powodów finansowych, a nie sportowych.
Jeżeli w obecnym sezonie częstochowianie zdołają się utrzymać, będzie to – zdaniem wielu – jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat.
— Włókniarz ma najsłabszy skład w PGE Ekstralidze, ale to jest sport i nigdy nie można być niczego pewnym. Poza tym to jest Częstochowa. Nie takie cuda tu się zdarzały. Nawet Szwedzi kiedyś odeszli. To święte miasto, tu się wszystko może zdarzyć — zakończył z uśmiechem Cieślak.
To puenta, która doskonale oddaje specyfikę Częstochowy – miejsca, gdzie logika sportowa nie zawsze musi mieć ostatnie słowo. Jedno jest jednak pewne: zdaniem Marka Cieślaka dokładanie do tej układanki Mateja Zagara może przynieść więcej chaosu niż realnego wzmocnienia.
Źródło: przegladsportowy.onet.pl.








