13 maja 2007 roku świat polskiego żużla pogrążył się w żalu – tego dnia tragicznie zmarł Marek Iwaniec, były zawodnik Unii Tarnów i Motoru Lublin, który swoją karierą i postawą na torze zyskał szacunek kibiców, kolegów z drużyny i działaczy. Choć nie należał do żużlowych megagwiazd, to jego wkład w rozwój dyscypliny, zwłaszcza w Lublinie, do dziś pozostaje żywy w pamięci środowiska.

Początki w Tarnowie

Marek Iwaniec urodził się 7 kwietnia 1966 roku w Tarnowie. To właśnie tam, w klubie Unia Tarnów, rozpoczął swoją sportową karierę, stawiając pierwsze kroki na żużlowym torze w 1984 roku. W barwach tarnowskiego zespołu jeździł do 1986 roku. Był wychowankiem klubu z Mościc i już w młodzieżowych latach zdradzał potencjał do zostania solidnym ogniwem drużyny ligowej.

W tamtym okresie odniósł też pierwsze sukcesy w zawodach juniorskich. W 1985 roku wystąpił w finałach prestiżowych młodzieżowych turniejów – „Brązowego Kasku” (10. miejsce) oraz „Srebrnego Kasku” (14. miejsce). Choć nie stanął na podium, sam udział w finałach stanowił wyróżnienie i świadectwo jego umiejętności. Rok później – w 1986 – zdobył IV miejsce w Młodzieżowych Drużynowych Mistrzostwach Polski podczas zawodów w Zielonej Górze.

Przeprowadzka do Lublina

W 1987 roku Iwaniec przeniósł się do Motoru Lublin – klubu, z którym był związany aż do zakończenia kariery w 1991 roku. To właśnie w Lublinie osiągnął swoje największe sukcesy drużynowe. Wystąpił łącznie w 37 meczach ligowych, zdobywając dla RKS Motor Lublin 141 punktów. Kibice pamiętają go jako zawodnika walecznego, oddanego drużynie, cichego, ale pewnego punktu zespołu.

Lata 1987–1989 Motor spędził w II lidze, jednak sezon 1989 okazał się przełomowy. Iwaniec był częścią zespołu, który pod wodzą trenera Witolda Zwierzchowskiego zdeklasował rywali w lidze. Już w inauguracyjnym meczu sezonu lublinianie rozgromili GKM Grudziądz 64:25, a 1 października 1989 roku, przy dopingu 10 tysięcy kibiców, Motor Lublin świętował upragniony awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

W tamtym składzie obok Marka Iwańca jeździli m.in. Marek Kępa, Jerzy Głogowski, Jerzy Mordel, Dariusz Śledź, Tomasz Pawelec, Robert Jucha i Krzysztof Kwiatkowski. Dla wielu z nich ten awans był zwieńczeniem kilku lat żużlowej pracy u podstaw.

Srebrny sezon i żużel na najwyższym poziomie

Marek Iwaniec miał również swój udział w największym sukcesie w historii Motoru Lublin – zdobyciu srebrnego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski w 1991 roku. W „srebrnej drużynie” trenowanej również przez Witolda Zwierzchowskiego występowali m.in. Leigh Adams, Antonin Kasper, Marek Kępa, Dariusz Stenka, Dariusz Śledź, Jerzy Mordel i Jerzy Głogowski. Choć Iwaniec nie był liderem punktowym tej ekipy, jego obecność w składzie stanowiła ważne uzupełnienie zespołu – był zawodnikiem doświadczonym, znającym realia ligi i potrafiącym dostarczać cenne punkty w odpowiednich momentach.

Warto podkreślić, że zarówno w Tarnowie (1986), jak i w Lublinie (1990–1991), Marek Iwaniec występował w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, co pokazuje skalę jego talentu i żużlowej wartości. Należy dodać, iż Marek Iwaniec znajdował się w składzie meczowym z numerem 16, 1 kwietnia 1990 roku w Lublinie. Wówczas to Motor podejmował ROW a w ekipie gospodarzy wystąpił Hans Nielsen. Było to niesamowite wydarzenie w tamtym czasie. Skład Motoru z tego meczu: 9. Jerzy Głogowski, 10. Jerzy Mordel, 11. Lars Henrik Jorgensen, 12.Hans Nielsen, 13. Dariusz Śledź, 14. Dariusz Stenka, 15. Marek Kępa, 16. Marek Iwaniec 0 pkt. (0). Motor pokonał wówczas ROW 50-40.

Marek Iwaniec, 1 kwietnia 1990 r.

Pamięć pozostaje żywa

Marek Iwaniec zakończył sportową karierę po sezonie 1991. Żużel pozostał jego wielką pasją – pasją, której oddał najlepsze lata swojego życia. Jego tragiczna śmierć 13 maja 2007 roku wstrząsnęła środowiskiem. W momencie śmierci miał zaledwie 41 lat. Gdyby żył, 7 kwietnia 2025 roku świętowałby swoje 59. urodziny.

Dziś pamięć o nim kultywowana jest zwłaszcza w Lublinie – przez kibiców, byłych kolegów z toru i klub, dla którego oddał swoje serce. Popularny „Ajwen” był jednym z tych cichych bohaterów, których nie znajdziemy na listach wielkich gwiazd, ale bez których żaden sukces drużynowy nie byłby możliwy. Dzięki takim zawodnikom Motor Lublin mógł piąć się w górę żużlowej hierarchii.

PamiętaMY!

Marek Iwaniec na zawsze pozostanie częścią historii polskiego żużla. Dla Unii Tarnów był obiecującym wychowankiem, dla Motoru Lublin – lojalnym i oddanym zawodnikiem. Wspomnienie o nim to nie tylko hołd dla sportowca, ale i dla człowieka, który nigdy nie przestał wierzyć w żużel, bez względu na wynik i przeciwności losu.

Pięć lat po śmierci Marka Iwańca, 13 maja 2012 roku, w wyniku wypadku na torze Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu, w szpitalu zmarł Lee Richardson. O nim też pamiętamy. A artykuł wspominający tego świetnego brytyjskiego zawodnika znajdziecie tutaj:
12 lat temu tragicznie zmarł Lee Richardson – wspomnienie żużlowca (wideo)

Zdjęcia: publiczny Fb Speedway Motor Lublin