Grand Prix Polski we Wrocławiu na długo pozostanie jednym z najbardziej niezwykłych turniejów w historii cyklu Speedway Grand Prix. Potężna burza i intensywne opady deszczu sprawiły, że jeszcze na kilka godzin przed rozpoczęciem zawodów niewielu wierzyło, iż rywalizacja w ogóle dojdzie do skutku.
Ostatecznie turniej rozpoczął się dopiero tuż przed godziną 22.00, a zakończył około północy. Organizatorzy zdołali przygotować tor do ścigania, jednak kulisy wydarzeń w parku maszyn pokazał dopiero Jan Kvech, który pełni funkcję rezerwowego cyklu Speedway Grand Prix 2026, a we Wrocławiu wystąpił dzięki przyznanej mu dzikiej karcie.
W rozmowie z WP SportoweFakty Czech opowiedział o wydarzeniach, których kibice nie mogli zobaczyć z trybun.
Chaos po przejściu nawałnicy
Jeszcze przed rozpoczęciem zawodów nad Stadionem Olimpijskim przeszła potężna ulewa. Woda błyskawicznie zalała nie tylko tor, ale również park maszyn, gdzie zawodnicy przygotowywali motocykle do zawodów.
Jak przyznał Kvech, sytuacja była niezwykle trudna.
– „W pewnym momencie panował ogromny chaos. Ciężko opisać, co tu się działo. Wszyscy wystawili swoje motocykle, bo inaczej byłyby zalane. Mieliśmy nawet problem wyjechać nimi z boksu. To naprawdę fenomenalne, że finalnie udało się odjechać te zawody.”
Te słowa najlepiej oddają skalę problemów, z jakimi musieli zmierzyć się zawodnicy oraz ich mechanicy. W pierwszej kolejności nie myślano o ściganiu, lecz o ratowaniu sprzętu przed wodą.
„Tutaj wszystko pływało”
W mediach społecznościowych i wśród kibiców pojawiały się opinie, że zawodnicy nie chcieli wyjechać na tor. Czech stanowczo wyjaśnił jednak, jak wyglądała sytuacja z ich perspektywy.
Najważniejsze było odpowiednie przygotowanie motocykli po zalaniu parku maszyn.
– „Siedziałem w parkingu i czekałem na to, co się wydarzy. Tutaj wszystko pływało. Przede wszystkim chcieliśmy mieć dobre warunki do ścigania, ale nie można było zapominać o tym, że praktycznie cały park maszyn był zalany wodą. Chcieliśmy dostać odpowiednią ilość czasu, żeby należycie się przygotować do jazdy. Ogarnięcie parku maszyn to był priorytet.”
Z wypowiedzi Kvecha jasno wynika, że zawodnicy nie sprzeciwiali się samej organizacji zawodów. Najważniejsze było zapewnienie bezpiecznych warunków oraz przygotowanie sprzętu, który przez długi czas znajdował się w bardzo trudnych warunkach.
Pochwały dla osób przygotowujących tor
Choć wokół decyzji o rozegraniu zawodów pojawiło się wiele dyskusji, Czech bardzo wysoko ocenił pracę osób odpowiedzialnych za przygotowanie nawierzchni.
– „Trzeba oddać szacunek osobom odpowiedzialnym za przygotowanie toru. Zrobili bardzo dobrą robotę. Być może tor wyszedł nawet lepszy, niż byłby bez tego deszczu. Pomimo tak dużych opadów, nie rozwalał się i był dobry do ścigania.”
To ważna opinia, ponieważ pochodzi od zawodnika, który bezpośrednio uczestniczył w wydarzeniach i miał okazję ocenić nawierzchnię już z poziomu motocykla.
Dlaczego Grand Prix udało się rozegrać?
Po zawodach wielu ekspertów zwracało uwagę, że gdyby podobna sytuacja wydarzyła się podczas meczu ligowego, spotkanie najprawdopodobniej zostałoby przełożone.
Jan Kvech zwrócił uwagę na jedną zasadniczą różnicę.
– „Jestem tylko zawodnikiem i chcę się ścigać. Trudno mi na to odpowiedzieć. Na pewno różnica względem rozgrywek ligowych w Polsce jest taka, że tutaj mieliśmy czas na to, aby odczekać do końca opadów. Podczas ligi mogłoby być to niemożliwe ze względu na napięty grafik stacji telewizyjnej.”
To właśnie możliwość przesunięcia rozpoczęcia zawodów o kilka godzin okazała się jednym z kluczowych czynników, które pozwoliły uratować turniej.
Nie boi się trudnych warunków
Kvech został również zapytany o sytuacje, w których zawodnicy odmawiają jazdy z powodu stanu toru.
Czeski żużlowiec podkreślił, że sam nie ma z tym problemu.
– „Dla mnie to żaden kłopot. Jeżdżę w Polsce, Anglii i chcę zbierać wszelakie doświadczenie. Na tym mi bardzo zależy, żeby progresować i stawać się lepszym oraz wszechstronnym zawodnikiem. Podnoszenie umiejętności na takich torach to coś, co mnie interesuje, więc staram się nie narzekać.”
To podejście dobrze pokazuje filozofię młodego zawodnika, który traktuje każdą okazję do jazdy jako element własnego rozwoju.
Stabilna forma nie jest przypadkiem
Obecny sezon jest dla Jana Kvecha bardzo udany. Czech prezentuje wysoką i przede wszystkim równą dyspozycję zarówno w rozgrywkach ligowych, jak i podczas startów w Speedway Grand Prix.
Sam zawodnik nie ukrywa jednak, że jego ambicje sięgają znacznie wyżej.
– „W lidze idzie mi bardzo dobrze. Bardzo się z tego cieszę i staram się utrzymywać tę formę. W Grand Prix też nie jest źle, ale wciąż chcę więcej. Wspólnie z mechanikami wkładamy w to dużo pracy, żeby w końcu udało się przebrnąć do wielkiego finału. To taki nasz cel.”
Bez rewolucji w sprzęcie
Coraz lepsze wyniki często wiążą się z dużymi zmianami sprzętowymi. W przypadku Kvecha wygląda to jednak zupełnie inaczej.
Czech stawia przede wszystkim na sprawdzone rozwiązania.
– „Korzystam z usług dwóch tunerów. Mam silniki od Finn Rune Jensena, z którym współpracuję chyba już ósmy rok. Do tego mam jednostki od Ashleya Hollowaya. Staram się właśnie zbyt bardzo nie kombinować, tylko szukać komfortu na motocyklu. W obecnej sytuacji nie chcę przedobrzyć, więc jeśli coś aktualnie działa, to na to stawiamy.”
Stabilność oraz zaufanie do sprawdzonych współpracowników mają być fundamentem dalszego rozwoju zawodnika.
Wrocław pokazał kulisy, których kibice nie widzieli
Choć kibice zapamiętają Grand Prix Polski przede wszystkim jako zawody rozegrane późnym wieczorem po wielogodzinnym oczekiwaniu, relacja Jana Kvecha pokazuje, że największa walka toczyła się jeszcze przed pierwszym biegiem.
Zalany park maszyn, ratowanie motocykli, przygotowywanie sprzętu do jazdy i oczekiwanie na poprawę pogody stworzyły wyjątkową sytuację, z jaką zawodnicy najwyższej klasy światowego żużla spotykają się niezwykle rzadko.
Mimo ogromnych problemów organizacyjnych turniej udało się rozegrać, a sam Kvech podkreślił, że było to możliwe dzięki cierpliwości wszystkich stron oraz ciężkiej pracy osób odpowiedzialnych za przygotowanie toru.
Źródło: WP SportoweFakty.








