To już pewne. Mateusz Świdnicki, były Młodzieżowy Indywidualny Mistrz Polski, wychowanek Włókniarza Częstochowa i jeden z najbardziej utalentowanych zawodników młodego pokolenia, definitywnie zakończył żużlową karierę. O swojej decyzji poinformował tuż po drugim biegu meczu U24 Ekstraligi z Beckhoff Spartą Wrocław, rozegranym 6 maja 2025 roku na Krono-Plast Arenie w Częstochowie. Jego słowa wybrzmiały jak pożegnalny gong: – Właśnie odjechałem swój ostatni mecz w karierze. Definitywnie kończę ze speedwayem.
„Nie chcę już tego robić na siłę”
Decyzja Świdnickiego nie była nagła, lecz dojrzewała w nim od miesięcy. Po przejściu z grona juniorów do seniorów coraz trudniej było mu odnaleźć się w rzeczywistości profesjonalnego sportu. Choć jeszcze przed sezonem 2025 postanowił wrócić do Włókniarza i spróbować raz jeszcze, tliła się w nim nadzieja na odzyskanie dawnej radości z jazdy. Występ w memoriale Idzikowskiego i Czernego dawał powody do ostrożnego optymizmu. Niestety – jak sam przyznał – kolejne tygodnie tylko utwierdzały go w przekonaniu, że to koniec.
– Treningi wyglądały w miarę ok, ale później było już gorzej. Tej radości brakowało i nie da się jej mieć, gdy jeździ się z tyłu. Tak jak kiedyś powiedział Sławek Drabik – jeżeli już coś kogoś nie bawi, to nie ma sensu tego robić na siłę. Byłem, spróbowałem. To dla mnie mega ciężka decyzja, bo to był mój 11. rok na żużlu, czyli prawie połowa mojego życia. Trzeba jednak iść dalej – mówił szczerze w rozmowie z klubowymi mediami.
„Nie chcę zabierać miejsca w składzie”
W meczu U24 Ekstraligi przeciwko wrocławskiej Sparcie Mateusz Świdnicki wystartował w dwóch biegach, zdobywając punkt z bonusem. Choć jego Włókniarz wygrał całe spotkanie 49:41, to właśnie ten mecz okazał się ostatnim w karierze zawodnika. Po jego zakończeniu, koledzy podrzucili go w górę – symbolicznie, w geście podziękowania i pożegnania.
– Wszystko nie szło w kierunku, w którym bym chciał. Na początku sezonu były jakieś przebłyski, ale im dalej w las, tym gorzej. Nie chcę zajmować chłopakom miejsca w składzie. Tę decyzję trzeba było podjąć – tłumaczył.
W rozmowie nie unikał trudnych tematów. Wprost przyznał, że brak regularnej jazdy i ciągłe pogarszanie się formy wpłynęły na jego psychikę i motywację. Jego słowa wybrzmiały jak gorzka refleksja nad rzeczywistością sportowca, który nie zdołał odnaleźć się po wygaśnięciu statusu juniora.
– Brakowało mi jazdy i to wszystko zaczęło iść w bardzo złym kierunku. Później się to tylko nawarstwiało aż do dnia dzisiejszego. Jak widzę chłopaków, jak oni szybko jeżdżą, to przecieram oczy. Niestety, ale to co straciłem przez dwa lata, nie jestem już w stanie nadrobić.
Mistrz, który ścigał Zmarzlika
Kariera Świdnickiego miała wiele jasnych momentów. Największym sukcesem był tytuł Młodzieżowego Indywidualnego Mistrza Polski, zdobyty w efektownym stylu. Kibice Włókniarza do dziś pamiętają jego imponującą jazdę, gdy na torze w Gorzowie wyprzedzał samego Bartosza Zmarzlika. Wtedy wydawało się, że jego kariera nabierze rozpędu i będzie jednym z liderów krajowego żużla.
Jednak przejście do wieku seniora okazało się trudniejsze, niż zakładano. Zawodnik mierzył się z wieloma przeszkodami – od braku regularnej jazdy, przez presję wyników, aż po problemy z odnalezieniem dawnej formy.
Czas na nowe wyzwania: sportowe samochody i biznes
Mateusz Świdnicki nie zamierza jednak rozstawać się z adrenaliną. Choć kończy przygodę ze speedwayem, to już znalazł nową pasję – wypożyczanie sportowych samochodów. Nie kryje, że zamierza rozwijać własny biznes, a kontakt z nim można znaleźć przez media społecznościowe.
– Aktualnie zajmuję się wypożyczaniem samochodów sportowych, więc jeżeli ktoś chce skorzystać z oferty, to zawsze mnie na Instagramie znajdzie. Można napisać. Zapraszam – dodał z uśmiechem.
„Zawsze będę biało-zielonym Lwem”
Włókniarz Częstochowa pożegnał swojego wychowanka z wielkimi emocjami. W oficjalnym komunikacie klub wspomniał jego najważniejsze chwile, podkreślając nie tylko sportowe osiągnięcia, ale też serce, które wkładał w każdy wyścig. „Za każdy punkt, za każdą udaną akcję, za każdą próbę wyszarpania czegoś więcej dla biało-zielonych – serdecznie dziękujemy” – napisano.
– Tutaj się wychowałem, tu jest mój dom. Na pewno będę często odwiedzał trybuny. Serce dalej bije dla Włókniarza – zapewnił na koniec Świdnicki.
Choć żużlowe silniki w jego życiu już zamilkły, jedno jest pewne – Mateusz Świdnicki zapisał się w historii klubu jako zawodnik, który zawsze walczył z pasją i oddaniem. Dla kibiców z Częstochowy na zawsze pozostanie Lwem.
Źródło: Włókniarz Częstochowa
Zdjęcie: publiczny fb Włókniarza Częstochowa, autor Grzegorz Misiak






