Zmiana na stanowisku dyrektora sportowego Betard Sparty Wrocław była jedną z najgłośniejszych decyzji organizacyjnych po sezonie 2025 (oczywiście po wcześniejszym odejściu z wrocławskiej drużyny trenera Dariusza Śledzia). Piotr Mikołajczak, który w ostatnich latach współtworzył sportową strukturę wrocławskiego klubu, od listopada pracuje już w H. Skrzydlewska Orle Łódź. W rozmowie z WP SportoweFakty były dyrektor Sparty szczegółowo opowiedział o kulisach rozstania, pierwszych rozmowach z nowym klubem oraz o planach na sezon 2026.


Kulisy odejścia ze Sparty. „Zdałem sobie sprawę, że moja praca dobiega końca”

Mikołajczak nie ukrywa, że rozstanie z wrocławskim klubem nie było jego decyzją. Jak sam przyznaje, po odejściu trenera Dariusza Śledzia postanowił wyjaśnić swoją sytuację i zwrócił się bezpośrednio do władz Sparty. W odpowiedzi usłyszał, że jego przyszłość zależy od decyzji następcy Śledzia — Piotra Protasiewicza.

Piotra Mikołajczak stwierdził:

„Dlaczego… Taki jest ten sport niestety. Każde stanowisko w pionie sportowym to tak naprawdę ‘gorący kartofel’ (śmiech). Ale to nie tylko w żużlu ma miejsce. Prezesi klubów, czy też ich właściciele, mają pełne prawo, aby takich zmian dokonywać i ja to w pełni przyjmuję, choć dla osób zwalnianych jest to zapewne bardzo trudne, bo każdy oddaje serducho w swojej pracy i chce jak najlepiej.
Po uzyskaniu informacji od Darka Śledzia, że odchodzi z Wrocławia, poprosiłem prezesa o rozmowę, która odbyła się w poniedziałek po ostatnim naszym meczu ligowym w Grudziądzu. Rozmowa przebiegła normalnie, w dobrej atmosferze. Zostałem poinformowany, że na ten moment nie zostanie ze mną przedłużona umowa, ale jeśli nowy dyrektor, a zarazem trener drużyny Piotrek Protasiewicz, który zastąpił Darka, będzie chciał, abym został, to wówczas umowa będzie kontynuowana.
Rozmowa ta została zaplanowana na dzień 14 października, ale niestety do niej nie doszło. Wówczas zdałem sobie sprawę, że moja praca we Wrocławiu dobiega końca z dniem 31 października i tak się stało.”

Były dyrektor nie kryje, że liczył na kontynuację pracy, a brak rozmowy z nowym szkoleniowcem postawił sprawę jasno.


Powrót do Gniezna? „To moje dziecko, ale… ”

Piotr Mikołajczak od lat kojarzony jest z klubem z Gniezna, który – jak sam wielokrotnie podkreślał – budował od podstaw. Nie jest więc zaskoczeniem, że po odejściu ze Sparty pojawiły się spekulacje o możliwym powrocie do Startu.

„Ja cały czas śledzę losy klubu z Gniezna, gdyż – jak pan dobrze wie – to moje ‘dziecko’. Wcześniej oczywiście telefony od różnych osób z klubu i od sponsorów były, natomiast po sezonie 2025 nic takiego nie miało miejsca.
Tak jak pan wspomniał, doszło w zasadzie do jednej zmiany w klubie, tj. swoją rezygnację złożył prezes, a klub obecnie takiej osoby nie ma. Reszta zmian, które ogłoszono, to moim zdaniem żadne zmiany, bo są to osoby związane cały czas z tym klubem, a nikt nowy się nie pojawił. Czysta kosmetyka. A szkoda.
Ja już nie raz to głośno artykułowałem, że ten klub potrzebuje gruntownej przebudowy organizacyjnej i personalnej. Niestety mamy cały czas status quo. Ale oczywiście kibicuję drużynie, skład na sezon 2026 wydaje się – pomimo drobnych korekt – mocniejszy niż w zeszłym roku i może w końcu ten zapowiadany od kilku lat awans uda się wywalczyć. Osobiście jednak uważam, że priorytetem działań zarządu powinno być ustabilizowanie sytuacji finansowej klubu, która nie wygląda obecnie za kolorowo.
I na koniec dodam, że miewam dość często telefony z Gniezna, ale ze strony dawnych sponsorów klubu, co jest bardzo miłe. Cały czas utrzymujemy kontakt. A najbardziej spodobały mi się często wypowiadane przez nich słowa, że jeszcze razem w Gnieźnie zbudujemy dobry żużel. Czas pokaże, co się w przyszłości wydarzy.”


Pierwszy kontakt z Orłem Łódź. „W kilka minut ustaliliśmy warunki”

Zaledwie kilka dni po rozstaniu z Betard Spartą Wrocław Mikołajczak rozpoczął rozmowy z H. Skrzydlewska Orłem Łódź. Te – jak przyznaje – przebiegły błyskawicznie.

„Kontakt z klubu z Łodzi miałem w październiku. Jak zdałem sobie sprawę, że temat Wrocławia się kończy, czego bardzo żałowałem, wówczas rozpocząłem rozmowy z klubem w Łodzi. Trwały one naprawdę bardzo krótko. Prezes klubu Pan Witold Skrzydlewski jest bardzo konkretną osobą i w zasadzie w kilka minut ustaliliśmy zakres mojej odpowiedzialności w klubie oraz warunki.”


Zakres obowiązków w Orle. „Odpowiadam w całości za sport”

Nowy dyrektor sportowy łódzkiego klubu tłumaczy, że jego rola obejmuje wszystkie kwestie związane z pionem sportowym – od organizacji pracy po stworzenie optymalnych warunków dla zawodników.

„W Łodzi jestem dyrektorem sportowym i odpowiadam w całości za całą problematykę związaną ze sportem. Mam w pionie oddane swojej pracy osoby, z którymi będziemy czuwać nad wszystkimi kwestiami sportowymi, w tym nad tą najważniejszą, czyli stworzeniem jak najlepszych warunków zawodnikom pierwszej drużyny, ale nie tylko. I choć osobiście nie brałem udziału w budowaniu tej drużyny, to się z nią utożsamiam i liczę, że nie jedną niespodziankę w sezonie zrobimy.”


Oferty z innych klubów? „Podanie ręki było dla mnie wiążące”

Jak się okazuje, Mikołajczak miał również inne propozycje pracy — w klubach 2. Ekstraligi oraz PGE Ekstraligi. Wszystkie odrzucił po porozumieniu z Orłem.

„Miałem jeszcze dwie oferty, z klubu 2. Ekstraligi oraz klubu z ekstraligi. Ale pojawiły się one w momencie, kiedy już podałem sobie rękę z prezesem Witoldem Skrzydlewskim. I choć formalnie umowy nie miałem podpisanej, to dla mnie podanie sobie ręki eliminowało prowadzenie rozmów z innymi klubami.”


Cele i potencjał Orła na sezon 2026. „Z ferowaniem wyroków bym się wstrzymał”

Łódzki klub przez wielu ekspertów wskazywany jest jako kandydat do walki o utrzymanie. Mikołajczak jednak podkreśla, że młody zespół stać na więcej — podobnie jak miało to miejsce w przypadku PSŻ Poznań.

„Takie są zdania komentatorów naszego sportu. Ja chcę tylko przypomnieć sytuację z nie tak dalekiej historii, jak na taki sam los skazywano zespół PSŻ Poznań. A ta drużyna nie dosyć, że awansowała do rundy finałowej, to przy odrobinie większego szczęścia mogła jechać o awans do ekstraligi. Więc z ferowaniem wyroków bym się naprawdę wstrzymał.
Mamy młody, ambitny zespół, a każdy z tych chłopaków ma wielki głód jazdy i chęć udowodnienia, na co ich naprawdę stać. Dodając do tego dobrą atmosferę w drużynie, którą będziemy budować, oraz atut własnego toru, a przypomnę, że wraca do Łodzi stary tutejszy toromistrz Rafał Pilarski, który nam w tym na pewno pomoże, możemy naprawdę zdziałać bardzo wiele i pokusić się na niejedną niespodziankę w sezonie.
Oczywiście zdajemy sobie również sprawę, że drużyny z Ostrowa, Bydgoszczy, Krosna, Poznania, Rzeszowa są mega mocne, bo mają uznane nazwiska w swoich drużynach, ale to jest tylko sport i wiele może się też w tym sporcie wydarzyć. Więc podchodzimy do wszystkiego z wielkim spokojem oraz pokorą i będziemy robić wszystko, aby wynik drużyny był jak najlepszy.”


Co w Łodzi funkcjonowało dobrze, a co nie?

Mikołajczak nie dokonuje ocen poprzedniego sezonu, ale zwraca uwagę na jeden istotny element:

„Nie chcę wydawać żadnych osądów i ocen, bo mnie wewnątrz nie było. Jednak to, co zauważyłem, oglądając mecze w TV – na pewno Łódź w poprzednim sezonie nie miała atutu własnego toru.”


Refleksje o karierze. „Nie żałuję żadnej decyzji”

Były dyrektor Sparty podkreśla, że każdy etap pracy w żużlu dawał mu nowe doświadczenia.

„Nie żałuję żadnego, bo każda z tych decyzji przyniosła mi coś nowego, nowe spojrzenie na temat żużla, nowe doświadczenia. Pomimo tylu lat w tym sporcie, cały czas coś nowego odkrywam i ciągle staram się uczyć. I to na pewno dały mi dotychczasowe moje decyzje.
Choć może tak trochę, jakby nie brać pod uwagę tego, czego się nauczyłem w innych klubach i jakiego doświadczenia nabrałem, a jest to wielka wartość dodana moich decyzji, to żałuję rozstania z klubem w Gnieźnie. A dlaczego? Bo uważam, może nieskromnie to zabrzmi, że dzisiejszy gnieźnieński żużel byłby w innym miejscu.”


Najlepsze wspomnienia i marzenia. „Gniezno na najwyższym poziomie — to moje sportowe marzenie”

Mikołajczak wspomina przede wszystkim początek swojej drogi — pracę przy budowie żużla w Gnieźnie.

„Szczerze, to każda chwila spędzona w klubach, w których byłem, była fajna. Oczywiście były lepsze momenty, ale i te gorsze. Ale sumarycznie czas spędzony w tym sporcie oceniam pozytywnie. Choć takim szczególnym momentem było samo wejście w ten sport i utworzenie od podstaw klubu w Gnieźnie. Wiele pracy, wiele wyrzeczeń, ale i również wiele sukcesów organizacyjnych, finansowych i oczywiście tych sportowych.”

A na temat marzeń mówi:

„Marzeń zawsze jest wiele, tych bliższych i tych dalszych, ale nie chciałbym o nich mówić głośno, tylko po cichu do nich dążyć i je spełniać. Ale takim ostatnim moim marzeniem, już na koniec tej sportowej drogi, a zbliża się ona już wielkimi krokami, bo latka lecą, byłoby wprowadzenie gnieźnieńskiego klubu na najwyższy poziom rozgrywkowy.”


Źródło: WP sportowe fakty
Zdjęcie: publiczny Fb Polonia1920, autor Łukasz Wilk