Sparta zamknęła skład, Janowski zostaje
Betard Sparta Wrocław potwierdziła, że Maciej Janowski pozostaje w klubie na sezon 2026. Choć w ostatnich tygodniach pojawiały się plotki o możliwym odejściu kapitana, prezes Andrzej Rusko uciął spekulacje, podpisując z wychowankiem nowy kontrakt. Tym samym Sparta utrzyma trzon drużyny, który w minionych rozgrywkach wywalczył brązowy medal Drużynowych Mistrzostw Polski.
To decyzja, która wywołała w środowisku żużlowym sporo dyskusji. Wątpliwości budzi przede wszystkim forma Janowskiego – jego średnia biegowa systematycznie spada, a w 2025 roku wrocławianin rzadziej sięgał po dwucyfrowe wyniki. Czy zatem pozostanie kapitana to właściwy ruch? O opinię poprosiliśmy Zbigniewa Lecha, byłego zawodnika i trzykrotnego mistrza Polski ze Spartą Wrocław.
Zbigniew Lech: „To dobra decyzja. Wrocław to jego dom”
Były żużlowiec nie ma wątpliwości, że wrocławianie postąpili właściwie, zostawiając Janowskiego w składzie.
– Wiemy już, że Maciej Janowski zostaje we Wrocławiu. Moim zdaniem to dobra decyzja. Gdzie miałby się czuć lepiej, jeśli nie u siebie, w domu? – mówi Lech.
– To również korzystne rozwiązanie dla samego klubu. Oczywiście Sparta będzie musiała mu trochę pomóc, ale już w końcówce minionego sezonu widać było światełko w tunelu. Myślę, że to może być dobry ruch dla obu stron. – dodaje.
Słowa Lecha idealnie wpisują się w aktualne nastroje wokół Sparty. Choć Janowski ma za sobą trudniejsze miesiące, to we Wrocławiu wciąż cieszy się ogromnym zaufaniem. Przypomnijmy, że „Magic” jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii klubu.
W żółto-czerwonych barwach zdobył już dziesięć medali Drużynowych Mistrzostw Polski, w tym złoto w 2021 roku. Ma także na koncie brązowy medal Indywidualnych Mistrzostw Świata, trzy złote medale IMP i dwa triumfy w Mistrzostwach Polski Par Klubowych. Łącznie dla Sparty odjechał już 283 mecze i 1387 biegów, zdobywając 2691 punktów z bonusami.
Cisza transferowa – klucz do sukcesu?
Decyzja o przedłużeniu kontraktu z Janowskim oznacza, że Betard Sparta Wrocław zamknęła skład na sezon 2026. Klub nie zdecydował się na żadne poważne zmiany w formacji seniorskiej – jedyną roszadą jest ta wśród juniorów. Jakub Krawczyk odchodzi do Ostrowa, a jego miejsce ma zająć Duńczyk Mikkel Andersen.
Zbigniew Lech uważa, że brak transferowej rewolucji to dobry znak.
– Uważam też, że władze Sparty słusznie zdecydowały, by nie robić większych zmian w składzie. Na rynku nie ma dziś zawodników, którzy realnie mogliby wzmocnić tę drużynę. Jest po prostu ubogo, szczególnie jeśli chodzi o polskich seniorów. – tłumaczy były mistrz Polski.
Faktycznie – wrocławianie mają stabilny i mocny zespół, który przez ostatnie lata regularnie melduje się w czołowej trójce PGE Ekstraligi. Dziś w klubie występują m.in. Artiom Łaguta, Brady Kurtz, Daniel Bewley czy wspomniany Maciej Janowski, a całość prowadzi nowy trener – Piotr Protasiewicz, pełniący równocześnie rolę dyrektora sportowego.
„Stać ich na złoto”
Czy taki skład wystarczy, by w końcu wrócić na najwyższy stopień podium? Lech nie ma wątpliwości.
– Skład Wrocławia jest mocny. Od lat praktycznie co sezon są w czołowej trójce ligi. Mają silnych liderów, takich jak Łaguta czy Kurtz, więc cel na przyszły rok jest jasny – walka o mistrzostwo. Uważam, że są w stanie bez problemu to zrobić, ale trzeba pamiętać, że sport jest nieprzewidywalny i mocno kontuzjogenny. Czasem jedna czy dwie kontuzje potrafią przekreślić cały sezon. – podsumowuje Zbigniew Lech.
Skład Betard Sparty Wrocław na sezon 2026:
- Artiom Łaguta
- Brady Kurtz
- Daniel Bewley
- Maciej Janowski
- Bartłomiej Kowalski
- Marcel Kowolik
- Mikkel Andersen (junior)
W odwodzie pozostają jeszcze William Drejer, Nikodem Mikołajczyk a także Krystian Gręda i Filip Kumaszka.
Podsumowanie
Wrocławianie stawiają na stabilizację i zaufanie do własnych liderów. W klubie z Stadionu Olimpijskiego panuje przekonanie, że utrzymanie składu i odbudowa formy Macieja Janowskiego to klucz do odzyskania tytułu. Jeśli kapitan wróci do swojej najwyższej dyspozycji, Betard Sparta znów może być nie do zatrzymania.
Zdjęcie: Maciej Trubisz








