Sytuacja brytyjskiego speedwaya
Sezon 2025 na Wyspach Brytyjskich przyniósł emocje — walka o mistrzostwo Premiership trwała aż do ostatnich wyścigów ostatniego meczu sezonu: tytuł zdobyło Ipswich Witches, pokonując w finale Leicester Lions 93:86. Jest to pierwsze złoto wywalczone przez Ipswich od 27 lat. Jednak za tą spektakularną kulisą czai się realny dramat: brytyjski żużel ciągle tonie w problemach finansowych, organizacyjnych i w fakcie odpływu zawodników.
Nie jest to tylko plotka — fakty mówią same za siebie: kilka klubów grozi wycofaniem, inne już rezygnują z udziału w Premiership. W ostatnich miesiącach ogłoszono, że z ligi zniknie m.in. Birmingham Brummies, a wcześniej o rezygnacji ze względu na brak finansów poinformował Oxford Spires. Tak więc skład Premiership w kolejnym sezonie może się skurczyć do zaledwie pięciu zespołów.
Do tego dochodzą problemy z zapleczem medialnym i finansowym. Według doniesień — główny nadawca telewizyjny, który przez lata pokazywał brytyjski speedway, nie jest zainteresowany przedłużeniem umowy. W efekcie ligi tracą widownię, a kluby — przychody.
Nieco już dramatyczna sytuacja sprawia, że przez pewien czas coraz głośniej mówiło się o połączeniu dwóch najwyższych klas rozgrywkowych (Premiership i Championship), jako o sposobie ratowania tego, co jeszcze zostało. Ostatecznie British Speedway oficjalnie potwierdziło, że najwyższa klasa rozgrywkowa w Wielkiej Brytanii – Premiership – wystartuje w sezonie 2026. Organizatorzy i promotorzy pracują nad ostatecznym kształtem rozgrywek.
Głos zawodnika: „Nie mamy innego wyboru”
W tej wyjątkowo trudnej atmosferze głos dość mocny zabrał Brady Kurtz — jeden z najlepiej rozpoznawalnych żużlowców, który zna realia również polskiego żużla. W wywiadzie dla „Speedway Star” powiedział wprost:
To jest nie do zrobienia. Nie da się rywalizować jednocześnie w Grand Prix, a także polskiej i angielskiej lidze, jeśli mecze będą planowane na weekendy. Uwielbiam ścigać się w Anglii, ale jeśli rzeczywiście tak ma wyglądać sytuacja, nie będziemy mieli innego wyjścia, jak odejść. To dotyczy nas wszystkich.
Dodał też:
Na całym świecie nie ma zawodnika, który poważnie rywalizuje w polskiej lidze i rozważałby starty w Anglii w takim formacie. Poczekam jeszcze chwilę i zobaczę, jak rozwinie się sytuacja, ale jeśli nic się nie zmieni, będę musiał spróbować ścigania w Danii lub Szwecji.
Te słowa dobrze oddają rozterkę wielu zawodników: z jednej strony przywiązanie do tradycji, do Brytyjskich torów, z drugiej — brutalna matematyka i brutalna rzeczywistość biznesowa.
Próby ratowania — ale czy wystarczą?
Nie wszystkie kluby się poddają. Na przykład Birmingham Brummies ogłosili, że mimo problemów udało im się uporządkować część długów i planują start w 2026 r. w Premiership. Ich dyrektor poinformował, że klub przeszedł restrukturyzację i zadeklarował chęć budowy konkurencyjnego zespołu.
Z kolei władze brytyjskiego speedwaya próbują zapewnić stabilność rozgrywek: zgodnie z deklaracją organizatorów, Premiership i Championship mają zostać utrzymane.
Jednak to wszystko przypomina ratowanie tonącego okrętu — naprawianie dziur, gdy woda już zalewa wnętrze. Problemy z frekwencją, brak zainteresowania telewizji, rosnące koszty — to długoletnie bolączki, które trudno rozwiązać szybkim remedium.
Co dalej? Scenariusze groźne i te bardziej optymistyczne
Na dziś kilka scenariuszy wygląda bardzo prawdopodobnie:
- Wiele zespołów może zniknąć — już dziś Birmingham rezygnuje, inne mogą pójść w ich ślady; liga będzie się kurczyć.
- Topowi zawodnicy (ci jeżdżący też w Polsce, Danii, Szwecji) mogą odpuścić Anglię — format, koszty i niepewność odstrasza. Jak mówi Kurtz — „nie da się tego pogodzić”.
- Jeśli zainteresowanie telewizji i kibiców dalej będzie spadać — to może być koniec brytyjskiego speedwaya jako ligi godnej uwagi.
Z drugiej strony: jeśli kluby, działacze i organizatorzy znajdą nowy model — np. z mniejszymi kosztami, większą elastycznością i lepszym marketingiem — może być szansa na przetrwanie. Ale to wymaga gruntownych zmian.
Dlaczego to jest ważne — także dla żużla w Polsce
Chociaż kryzys brytyjski wydaje się odległy, ma realne znaczenie dla całego europejskiego speedwaya. Polska liga od lat przyciąga wielu zawodników z Wysp, a zmiany tam (odpływ zawodników, problemy z finansami, reorganizacja) mogą odbić się szerokim echem:
- Zawodnicy mogą szukać stabilizacji w Polsce lub Skandynawii, co podniesie konkurencję.
- Mniej możliwości startów w Wielkiej Brytanii = więcej nacisku na starty w innych ligach.
- Zmiany w systemie rozgrywek, terminach, mogą być przekształcone globalnie.
Dla fanów to przypomnienie, że żużel — jak każda dyscyplina — wymaga rozsądnych ram finansowych i organizacyjnych, jeśli chce przetrwać.
Finalne refleksje
Brytyjski speedway w 2026 stoi przed trudnym wyborem — albo głębokie reformy, albo powolny koniec. Czynniki, które kiedyś nadawały mu rangę (historia, tradycja, medialność), dziś zawodzą: spada frekwencja, rosną koszty, odczuwalny jest brak pieniędzy, a zawodnicy odchodzą. Słowa Brady’ego Kurtza są ostrzeżeniem: jeśli nic się nie zmieni — na Wyspach Brytyjskich nie będzie już żużla takim, jakim go pamiętamy.
Dla wszystkich, którzy kochają ten sport — w Polsce, Anglii, Szwecji, Danii — to moment refleksji. Czy chcemy, by żużel przetrwał? To zależy od decyzji, które zapadną teraz.
Zdjęcie: Maciej Trubisz






