Australijczyk Brady Kurtz ponownie zachwycił kibiców cyklu Grand Prix, wygrywając siódmą rundę tegorocznego cyklu FIM Speedway Grand Prix Szwecji w Malilli. To już jego drugie zwycięstwo z rzędu po wcześniejszym triumfie w Gorzowie, co sprawia, że coraz poważniej należy go traktować jako pretendenta do tytułu mistrza świata.
Kurtz: „To nie był przypadek”
Brady Kurtz nie krył radości z faktu, że mógł potwierdzić swoją formę i rozwiać ewentualne wątpliwości, jakie mogły pojawić się po jego pierwszym zwycięstwie w cyklu.
– Wygrana w Gorzowie była dość wyjątkowa. Myślę, że to właśnie ją zapamiętam. Ale druga wygrana z rzędu w cyklu SGP jest wspaniała – tym bardziej, że wiem, że pierwsza nie była przypadkowa. To jest dla mnie najfajniejsze – że mogłem wygrać ponownie. Miło było zrobić to tutaj, w Szwecji, na tak jakby moim domowym torze. Ścigałem się tu przez kilka lat i miło było tu wrócić – powiedział.
Tego dnia pogoda nie ułatwiała zadania zawodnikom – padający deszcz zmusił organizatorów do odwołania sesji kwalifikacyjnej. Dla Kurtza nie był to jednak problem.
– Uwielbiam to! Jeździłem na Belle Vue przez kilka lat z rzędu. W Wielkiej Brytanii często ścigamy się w deszczu. Po prostu lubię się tym zajmować. Poszedłem na spacer po torze, wróciłem do boksu, powiedziałem chłopakom, jakich ustawień będziemy używać i ruszyliśmy – opowiadał Australijczyk.
Na torze Skrotfrag Arena wygrał pięć z sześciu biegów, a jedynym niedosytem był bieg 11., w którym prowadził, ale po upadku jednego z zawodników wyścig został przerwany, a w powtórce Australijczyk zajął trzecie miejsce. W finale historia niemal się powtórzyła po upadku Jasona Doyle’a, lecz Kurtz nie dał się wybić z rytmu.
– Nie ma nic gorszego niż widok zapalających się czerwonych świateł, gdy jest się z przodu. Ale na szczęście zaliczyłem kolejny dobry start. To był trudny tor – to na pewno. Robiłem zabawne rzeczy z przodu. Ale udało mi się utrzymać – przyznał.
Na trzy rundy przed końcem sezonu Kurtz traci do lidera Bartosza Zmarzlika dziewięć punktów. Marzenie o tytule w debiutanckim sezonie Grand Prix staje się coraz bardziej realne.
– Celem jest zniwelowanie różnicy. Nie jestem pewien, co myśleć o następnym torze w Rydze. Nigdy go nie widziałem. Ale postaram się szybko nauczyć, tak jak robiłem to na wszystkich innych torach. Pojedziemy na trening i mam nadzieję, że znajdziemy coś, co działa, a potem pójdziemy dalej – zapowiedział.
Zmarzlik: „To była naprawdę ciężka praca”
Drugie miejsce w Malilli zajął lider cyklu, Bartosz Zmarzlik. Polak awansował do finału po świetnym biegu półfinałowym i mimo trudności, zdołał utrzymać się na podium.
– To nie był zły dzień, ale dla mnie i mojego zespołu była to naprawdę ciężka praca. Cieszę się, że stanąłem na podium i zająłem drugie miejsce; to naprawdę miłe uczucie. Nie miałem najlepszego dnia, ale wciąż jestem na podium i cieszę się z tego, bo to była ciężka praca – skomentował zawodnik Motoru Lublin i szwedzkiej Lejonen.
Bewley: „Zawsze mi się tu podobało”
Podium uzupełnił Brytyjczyk Dan Bewley, który powtórzył swój wynik z Gorzowa i znów pokazał klasę w wymagających, mokrych warunkach. Mimo że nie był faworytem, pokazał ogromną konsekwencję, dzięki której wskoczył na czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.
– Szczerze mówiąc, tor nie był zły. Uważam, że był całkiem dobry. Ścigałem się tu przez kilka sezonów i zawsze jest to wyjątkowy tor. Jest dość rzadko spotykany. Kiedy przyjeżdżaliśmy tu co tydzień w lidze szwedzkiej, tor był nieco inny. To trzymało cię w napięciu. Czułem, że mam dobrą prędkość. Miło jest tu wrócić – zawsze mi się tu podoba – powiedział Bewley.
– Jeśli uda nam się awansować do finału, zobaczymy, co się stanie. W tym roku byłem do tej pory dużo bardziej konsekwentny, więc jestem z tego zadowolony – dodał.
Walka o tytuł się zaostrza
Na trzy rundy przed końcem sezonu klasyfikacja SGP robi się coraz ciaśniejsza. Przewaga Zmarzlika nad Kurtzem stopniała do dziewięciu punktów, a coraz większy apetyt na medal ma także Dan Bewley. Najbliższe rundy odbędą się w Rydze (2 sierpnia), Wrocławiu (30 sierpnia) i Vojens (13 września). Emocji z pewnością nie zabraknie.
Zdjęcie: publiczny Fb Brady Kurtz Racing








