Gwiazda Speedway Grand Prix, Brady Kurtz, przyznał, że jego dwa triumfy w Mistrzostwach Australii były diametralnie różne. Po dziewięciu latach oczekiwania na drugi tytuł mistrzowski, Kurtz sięgnął po koronę 8 stycznia na torze w Albury-Wodonga w stanie Wiktoria, zapewniając sobie zwycięstwo na dwa wyścigi przed końcem rywalizacji.

Zwycięstwo w pierwszych dwóch rundach w Gillman i Mildurze, a następnie drugie miejsce za Rohanem Tungate’em w decydującej rundzie, zagwarantowało mu tytuł mistrzowski. Sukces ten otwiera również Kurtzowi, zwycięzcy FIM SGP Challenge 2024, drogę do kwalifikacji Speedway Grand Prix 2025. Wraz z nim o miejsce w elicie powalczy wicemistrz Australii, Jack Holder.

„To były dwie zupełnie różne sytuacje”

Brady Kurtz zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Australii w wieku zaledwie 19 lat w 2016 roku. Drugi triumf, osiągnięty w wieku 28 lat, był już wynikiem ciężkiej pracy i świadomego podejścia do rywalizacji.

„Myślę, że to były dwie zupełnie różne sytuacje” – przyznał Kurtz. „Za pierwszym razem byłem chyba zbyt młody. Nie bardzo wiedziałem, co robię, a tytuł po prostu mi się przytrafił. Ale teraz na ten tytuł naprawdę zapracowałem. Myślę, że ten smakuje lepiej – czuję, że go naprawdę zasłużyłem!
Minęło dużo czasu od mojego pierwszego tytułu, więc fajnie było w końcu zdjąć ten ciężar z pleców. Byłem bardzo zadowolony. Przygotowałem się i chciałem wygrać. Miło, że udało się to zrealizować.”

Pełna mobilizacja i najlepszy sprzęt

Wielu australijskich zawodników bazujących na co dzień w Europie decyduje się na korzystanie z motocykli, które przechowują w Australii, aby ograniczyć koszty związane z transportem sprzętu. Brady Kurtz postanowił jednak pójść inną drogą – zainwestował w pełne przygotowanie i najwyższej klasy motocykle.

„Miałem wszystko, co możliwe” – powiedział Kurtz. „W zeszłym roku nie byłem nawet pewien, czy w ogóle wystartuję w mistrzostwach z powodu problemów z paszportem. Do pierwszych rund podszedłem wtedy kompletnie nieprzygotowany.
Nie chciałem być ponownie w takiej sytuacji, więc po zakończeniu sezonu w Polsce wysłałem cały swój sprzęt do Australii. Dysponowałem najlepszymi motocyklami – dokładnie takimi, jakich używam w Europie. Byłem w pełni gotowy i bardzo chciałem wygrać.”

Silna konkurencja i plan na sukces

Mimo że w rywalizacji nie wziął udziału Jason Doyle, mistrz świata Speedway GP z 2017 roku, a Max Fricke – trzykrotny mistrz Australii – wycofał się po kontuzji w drugiej rundzie, Kurtz musiał zmierzyć się z wymagającymi rywalami. Wśród nich znaleźli się Jack Holder, Chris Holder (mistrz świata SGP 2012), Keynan Rew, bracia Ben i Zach Cook oraz Rohan Tungate, który wygrał finałową rundę.

„Szkoda, że Max odpadł na początku, ale wszyscy pozostali zawodnicy byli obecni, co świadczy o sile australijskiego żużla” – powiedział Kurtz. „To świetne, że możemy mieć tak mocny skład w tych mistrzostwach.”

Kluczem do sukcesu okazały się doskonałe przygotowanie i solidny początek rywalizacji.

„Mój sprzęt był na najwyższym poziomie, wszystko działało idealnie” – wyjaśnił Kurtz. „Znam te tory bardzo dobrze, bywałem na nich wielokrotnie, więc wiedziałem, co robię.
Najważniejsze było dobrze zacząć. W tej serii, jeśli pierwszy występ ci nie wyjdzie, trudno jest się potem odbudować. Moim celem było udane otwarcie i udało mi się to. Skupiałem się na każdym wyścigu z osobna i po prostu konsekwentnie robiłem swoje.”

Droga do Europy

Po zakończeniu mistrzostw w Australii Brady Kurtz i Jack Holder wracają do Europy, by przygotować się do nadchodzącego sezonu Speedway Grand Prix oraz rozgrywek ligowych. Kurtz udowodnił, że jest jednym z czołowych zawodników Australii i że stać go na wiele w walce o najwyższe cele w żużlowej elicie.

Źródło: fimspeedway.com