W Gorzowie Wielkopolskim od miesięcy unosi się ciężka atmosfera. Nie chodzi wyłącznie o sportowe rozczarowania, tabelę ligową czy brak stabilności formy drużyny. W centrum uwagi kibiców, sponsorów i lokalnych decydentów znajduje się dziś coś znacznie poważniejszego – rozliczenie przeszłości Gezet Stali Gorzów, dziewięciokrotnego mistrza Polski, klubu-symbolu miasta.
Zapowiedź raportu przygotowanego przez Patryka Broszko, byłego wiceprezesa i dyrektora zarządzającego Stali, może okazać się momentem przełomowym. Dokument, który – jak zapowiada sam zainteresowany – w najbliższych dniach trafi na biurko prezydenta Gorzowa Jacka Wójcickiego, ma zawierać informacje o działaniach, które „noszą znamiona czynów inkryminowanych”.
To słowa, które w żużlowym środowisku wybrzmiewają jak alarm.
Gigantyczne zadłużenie i brak rozliczeń
O potrzebie rozliczenia poprzednich władz Stali mówi się od 2024 roku, kiedy do opinii publicznej przedostały się informacje o gigantycznym zadłużeniu klubu. Skala problemu była dla wielu szokiem, a brak konkretnych wyjaśnień tylko pogłębiał nieufność kibiców.
Efekt? Spadek frekwencji na stadionie im. Edwarda Jancarza, narastające spekulacje i poczucie, że wokół klubu panuje zmowa milczenia.
Przełom nastąpił w programie „Fabryczna 19” Telewizji Gorzów, gdzie Patryk Broszko po raz pierwszy od dłuższego czasu publicznie zabrał głos.
„Złożę prezydentowi raport”
Były wiceprezes jasno zapowiedział, że sprawa wkrótce przestanie być tematem domysłów.
– „Na dniach będzie informacja. Złożę prezydentowi miasta Gorzowa raport z tego, co dowiedziałem się wertując dokumenty z poprzednich lat” – powiedział Patryk Broszko.
To zdanie, choć wypowiedziane spokojnym tonem, niesie ze sobą ogromny ciężar. Broszko nie mówi bowiem o ogólnych nieprawidłowościach czy błędach zarządczych, lecz o sprawach znacznie poważniejszych.
– „Jak dla mnie są czynności, które noszą znamiona czynów inkryminowanych, czyli przestępstw” – dodał wprost.
Dlaczego teraz?
Dla wielu kibiców zaskoczeniem była decyzja Broszki o ujawnieniu raportu już po rozstaniu z klubem. Podczas pamiętnej konferencji prasowej, gdy żegnał się ze Stalą otoczony segregatorami dokumentów, podkreślał, że nie dano mu dokończyć rozliczeń.
Z czasem jednak doszedł do wniosku, że sprawa jest ważniejsza niż jego osobista funkcja.
– „Nie wiem czy to będzie petarda, mi nie na tym zależy. W szczególności w okresie świąteczno-noworocznym miałem okazję spotkać się z kibicami ze swojej rodziny. Każdy mówi: ‘nie kupujemy karnetów, bo nie ma rozliczeń’, ‘nie będziemy chodzić, bo nie ma rozliczeń’. Pomyślałem sobie, że skoro na tym etapie mam pewnie dużą większą wiedzę niż obecne władze Stali Gorzów, jeżeli rzeczywiście zajęły się tym tematem, to trzeba postawić kropkę nad i” – tłumaczył.
To właśnie głos kibiców miał być impulsem do działania.
„Ceną była moja głowa”
Rozstanie Patryka Broszki ze Stalą od początku budziło kontrowersje. W Gorzowie szybko pojawiły się spekulacje, że w tle mogły znajdować się uwarunkowania polityczne, związane z miejskim wsparciem finansowym dla klubu.
Sam Broszko potwierdził, że takie sygnały do niego docierały.
– „Czy poszedł deal polityczny? Z informacji, które do mnie dotarły było jakieś porozumienie, a ceną tego porozumienia była moja głowa. Dlatego mnie dzisiaj w Stali Gorzów nie ma” – powiedział bez ogródek.
To jedno z najmocniejszych zdań, jakie padły w ostatnich latach w kontekście funkcjonowania gorzowskiego żużla. Sugestia, że personalne decyzje w klubie mogły być elementem szerszego układu, stawia całą sytuację w zupełnie nowym świetle.
Co dalej ze Stalą?
Na ten moment nie wiadomo, jakiego okresu dokładnie dotyczy raport, ani jakie osoby mogą zostać nim objęte. Pewne jest jedno – dokument może stać się punktem zwrotnym w historii klubu.
Dla Stali Gorzów to chwila próby. Bez rozliczenia przeszłości trudno będzie odbudować zaufanie kibiców, sponsorów i instytucji publicznych. A bez zaufania – nawet największe sportowe ambicje pozostaną jedynie deklaracjami.
Jedno jest pewne: nad stadionem im. Edwarda Jancarza zbierają się ciemne chmury. A raport Patryka Broszki może sprawić, że burza, o której od dawna mówi się półgłosem, w końcu wybuchnie z pełną siłą – nie tylko w świecie żużla, ale i w gorzowskich gabinetach władzy.






