Sobotni turniej FIM Speedway Grand Prix Czech w Pradze przyniósł wszystko, czego kibice żużla mogli oczekiwać: wielkie emocje, znakomite ściganie, powrót wielkiego mistrza oraz kolejne potwierdzenie klasy Bartosza Zmarzlika. Na historycznym stadionie Marketa, który świętował już 30. z rzędu sezon organizacji turnieju Grand Prix, triumfował Leon Madsen, który w wielkim finale pokonał Brady’ego Kurtza oraz Bartosza Zmarzlika.

To był wyjątkowy wieczór także z innego powodu – zawody z trybun i z parku maszyn obserwował prezydent Czech Petr Pavel, wielki entuzjasta motorsportu, który sam fotografował rywalizację zawodników.

Po dwóch rundach cyklu liderem klasyfikacji generalnej mistrzostw świata został Bartosz Zmarzlik, mający na koncie 32 punkty. Tuż za nim znajduje się Kacper Woryna z 31 punktami, a dzięki świetnemu występowi w Pradze na trzecią lokatę awansował Brady Kurtz (26 punktów).

Najwięcej mówi się jednak o Leonie Madsenie.

Leon Madsen: „To był najgorszy początek sezonu w mojej karierze”

Dla Duńczyka zwycięstwo w Pradze miało szczególny smak. Początek sezonu 2026 był dla niego wyjątkowo trudny. W inauguracyjnej rundzie w Landshut zdobył zaledwie jeden punkt mistrzowski, a w ostatnich tygodniach zmagał się z urazami, problemami sprzętowymi oraz trudnościami poza torem.

Po zwycięstwie nie krył ogromnych emocji.

– To był dla mnie trudny rok. Początek sezonu był prawdopodobnie najgorszym początkiem w całej mojej karierze.

– Było bardzo ciężko, ale wszystko zaczyna wyglądać lepiej. Zmagałem się z wieloma rzeczami, o których ludzie nie wiedzą, które działy się za kulisami. To było naprawdę trudne i musiałem bardzo, bardzo ciężko pracować, żeby wrócić.

– Mentalnie nigdy wcześniej nie miałem aż takich problemów. Naprawdę musiałem sięgnąć bardzo głęboko. Ale mimo wszystko to wspaniałe uczucie, że ta ciężka praca zaczyna przynosić efekty i jestem szczęśliwy, że wróciłem. Mam nadzieję, że całe to złe szczęście i trudne chwile są już za mną i mogę patrzeć w przyszłość bardziej pozytywnie.

Madsen ujawnił również, jak bardzo ucierpiał fizycznie po wcześniejszym upadku.

– Zacząłem sezon od poważnego upadku. Uszkodziłem żebra i nogę, miałem też wstrząśnienie mózgu. Naprawdę zmagałem się z tym bardziej, niż ludziom się wydawało. Kiedy zacząłem czuć się trochę lepiej, dopadła mnie choroba. Do tego dochodziły problemy z motocyklami.

Duńczyk podkreślił, że kluczowe okazały się zmiany sprzętowe i dodatkowe treningi.

– Teraz czuję się lepiej. Bardzo ciężko pracowaliśmy i zmieniliśmy motocykle. Odbyłem kilka treningów i mieliśmy bardzo dobre odczucia – bardzo pozytywne. Czułem, że motocykl działa dobrze podczas prób, ale nigdy nie można być pewnym na sto procent, dopóki nie stanie się pod taśmą z innymi chłopakami.

Na koniec skierował wzruszające słowa do swojej rodziny.

– Chcę zadedykować to zwycięstwo moim dwóm córkom. Mam nadzieję, że zobaczą swojego tatę wygrywającego i będą dumne.


Brady Kurtz wrócił do walki o mistrzostwo

Drugie miejsce w Pradze było niezwykle ważne dla Brady’ego Kurtza. Australijczyk po pierwszej rundzie miał osiem punktów i potrzebował mocnego występu, by wrócić do walki o najwyższe cele.

W finale długo naciskał Madsena, próbując znaleźć sposób na atak.

Po zawodach był zadowolony, choć nie ukrywał, że walczył do samego końca.

– Naprawdę potrzebowałem dobrego wyniku i powrotu do czołówki klasyfikacji, żeby dać sobie szansę na coś większego w dalszej części sezonu.

– Jestem bardzo szczęśliwy. To była prawdziwa walka. Na pewno nie wszystko układało się po mojej myśli. Czwarte pole startowe w finale było trudne. Sam nie wiem, jak znalazłem się na drugim miejscu, ale udało się i zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby dogonić Leona. Trzeba mu jednak oddać, że wykonał fantastyczną robotę i zdecydowanie zasłużył na zwycięstwo.

Australijczyk podkreślił również wagę startów.

– Miałem kilka naprawdę dobrych startów, a to zawsze jest dla mnie bardzo ważne. Miło było wrócić na czoło. Jestem naprawdę szczęśliwy z drugiego miejsca. To był bardzo dobry wieczór dla mnie i mojego zespołu. Dobrze było znów wrócić na właściwe tory.


Bartosz Zmarzlik: „Regularność znów dała efekt”

Choć tym razem nie wygrał, Bartosz Zmarzlik może opuszczać Pragę bardzo zadowolony. Polak zdobył 13 punktów w fazie zasadniczej, był najlepszy po rundzie zasadniczej i bezpośrednio awansował do finału, unikając dodatkowego wyścigu Last Chance Qualifier.

Dzięki temu objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata.

Po zawodach podkreślał właśnie znaczenie regularności.

– Jestem szczęśliwy, bo znów byłem regularny i znów znalazłem się w finale, a to jest najważniejsze. Gratulacje dla Leona i Brady’ego. W finale wykonali naprawdę świetną robotę. Było dziś trochę dobrego ścigania z chłopakami.

Polak przyznał, że tor w Pradze długo nie należał do jego ulubionych.

– Przez pierwsze lata, kiedy tutaj startowałem, zawsze miałem w Pradze problemy. Ale przez ostatnie cztery lata regularnie jestem w finale. Jestem z tego dumny i bardzo zadowolony.

Z uśmiechem odniósł się także do rywalizacji z Kacprem Woryną, który depcze mu po piętach w klasyfikacji generalnej.

– Kacper zawsze mówi mi: „Jeśli ja nie wygram, to ty wygraj i zróbmy z tego 5:1!”. Zawsze fajnie się z nim rozmawia. On też ma w tym roku naprawdę bardzo dobry sezon.


Klasyfikacja generalna nabiera rumieńców

Po dwóch rundach sezon 2026 zapowiada się niezwykle emocjonująco. Bartosz Zmarzlik odzyskał pozycję lidera, ale przewaga nad Kacprem Woryną jest minimalna. Brady Kurtz wrócił do gry, a Leon Madsen właśnie przypomniał wszystkim, że wciąż należy do ścisłej światowej czołówki.

Kolejne starcie już podczas ATPI FIM Speedway Grand Prix Wielkiej Brytanii w Manchesterze, gdzie kibiców czeka wyjątkowy dwudniowy turniej na National Speedway Stadium5 i 6 czerwca.

Po tym, co wydarzyło się w Pradze, można być pewnym jednego – walka o tytuł mistrza świata dopiero się rozpędza.

Źródło: fimspeedway.com
Zdjęcie: publiczny FB FIM Speedway Grand Prix