Gorzka prawda z Gniezna
Polski żużel może wkrótce stracić jeden z ważniejszych ośrodków ligowych. W Gnieźnie, gdzie działacze i kibice marzyli o awansie do Metalkas 2. Ekstraligi, sezon zakończył się ogromnym rozczarowaniem – trzecim miejscem w Krajowej Lidze Żużlowej i porażką w półfinale play-off z Polonią Piła.
Po tych wydarzeniach ze stanowiska prezesa Startu Gniezno zrezygnował Paweł Siwiński. W obszernym wywiadzie dla portalu Sportowe Gniezno opowiedział o kulisach swojej decyzji i o problemach, które – jak twierdzi – sięgają dużo głębiej niż tylko kwestii sportowych.
„Trudno w Gnieźnie jest się biznesowi podzielić (kasą)”
– „Mam nadzieję, że pojawi się ktoś, kto to wszystko zrobi lepiej. Uważam, że z gnieźnieńskim DNA jesteśmy skazani na porażkę” – powiedział Siwiński, komentując swoją rezygnację.
Zapytany, czy widzi swojego następcę, odpowiedział:
– „Nie mam pojęcia. Chciałbym, żeby pociągnął to dalej Tomek Adamski, a może pojawi się ktoś nowy? Ja nie chcę robić sztucznego tłoku i usuwam się w cień. Niech przyjdzie tutaj ktoś ze świeżymi pomysłami, może łatwiej wyciągnie pieniądze z miasta. Życzę oczywiście także każdemu w szukaniu pieniędzy u sponsorów, bo to jest właśnie gnieźnieńskie DNA, o którym mówiłem wcześniej. Nieważne ile masz gotówki, trudno w Gnieźnie jest się biznesowi podzielić nimi, aby zbudować wspólny sukces. Ja już to wiem” – dodał.
„Nie zasługuję na takie błoto”
Jeszcze mocniej zabrzmiały słowa Pawła Skibińskiego, związanego z firmą Ultrapur, która od lat wspiera gnieźnieński klub. Przyszłość tego wsparcia stoi jednak pod dużym znakiem zapytania.
– „Tego na tym etapie nie wiem. Muszę najpierw porozmawiać ze wspólnikami co robimy, chociaż zdradzę, że naciskają mnie, aby odejść. Twierdzą, że nie zasługuję na takie błoto, które jest na mnie rzucane” – powiedział Skibiński.
To słowa, które najlepiej pokazują, dlaczego coraz mniej biznesmenów decyduje się na inwestowanie w żużel z własnych pieniędzy. Ktoś, kto wydaje własne, ciężko zarobione środki, ma prawo oczekiwać szacunku, a nie fali hejtu i niechęci.
„Dla takich ludzi nie warto nic tworzyć”
Były już prezes Startu nie krył również rozgoryczenia wobec części fanów klubu.
– „45 lat chodzę na żużel i jestem kibicem, ale tych ludzi nie można nazywać kibicami. To jest obrażanie prawdziwych kibiców. Już przed meczem w Daugavpils wymyślili sobie jakiś idiotyczny protest przed urzędem miejskim. To są sympatycy klubu? Nie! Dla takich ludzi, w tym mieście nie warto nic tworzyć!” – powiedział Skibiński.
Droga donikąd?
Sprawa w Gnieźnie to przykład znacznie szerszego problemu. Jeśli osoby prywatne, które chcą łożyć własne pieniądze na żużel, zamiast szacunku spotykają się z krytyką, obelgami i podważaniem ich działań – mogą w końcu wycofać się całkowicie.
To scenariusz, którego polski żużel może nie przetrwać. Bo w czasach coraz mniejszych dotacji miejskich i ograniczonych budżetów, to właśnie pieniądze biznesu decydują o być albo nie być wielu klubów, szczególnie w tych mniejszych ośrodkach.








