W Lublinie wiedzą, gdzie uciekło złoto
Po trzech latach dominacji w PGE Ekstralidze, Orlen Oil Motor Lublin tym razem musiał uznać wyższość Pres Grupy Deweloperskiej Toruń. Zespół z Kujaw i Pomorza wygrał dwumecz finałowy 92:88, odbierając lublinianom marzenia o czwartym z rzędu tytule mistrzowskim. Wiceprezes Motoru, Piotr Więckowski, w rozmowie z Radiem Freee wskazał na pecha i kontuzję Wiktora Przyjemskiego jako kluczowe czynniki porażki.
– Nie poszło nam w meczu szwedzkiej ligi, gdzie Wiktor doznał urazu. Gdyby nie ta sytuacja, to myślę, że moglibyśmy być pewni medalu [złotego]. Natomiast ta sytuacja sprawiła, że drużyna w Toruniu zbudowała duże napięcie i te dwa mecze były takie naprawdę bardzo energetyczne, bardzo emocjonujące. No niestety zabrakło troszeczkę szczęścia, bo przez ostatnie lata tego szczęścia mieliśmy ogromne ilości, a tym razem szczęście sprzyjało naszym przeciwnikom, drużynie z Torunia – powiedział Więckowski w audycji „Pięć Jeden”.
Przyjemski: kontuzja, która zmieniła finał
Wszystko zaczęło się 19 sierpnia w Szwecji. Podczas meczu Bauhaus-Ligan młody lider Motoru, Wiktor Przyjemski, groźnie upadł i doznał złamania lewej kostki. Mimo błyskawicznej operacji i rehabilitacji, do końca sezonu zmagał się również z urazem drugiej nogi (skręcenie stawu skokowego). W efekcie nie obronił tytułu indywidualnego mistrza świata juniorów (musiał zadowolić się srebrem), a w pierwszym meczu finałowym w Toruniu zdobył zaledwie 2 punkty.
Więckowski podkreślił, że brak w pełni zdrowego Przyjemskiego mocno ograniczył możliwości drużyny:
– Tego szczęścia nam zabrakło. Gdyby jednej literki nie było w Lublinie, to myślę, że to mistrzostwo by było nasze – żartował.
Defekty, wykluczenia i utracone punkty
W dwumeczu finałowym Motor stracił mnóstwo „drobnych punktów”. W Lublinie zanotowano defekt Bartosza Bańbora, dwa wykluczenia Jacka Holdera, oraz po jednym Fredrika Lindgrena i Dominika Kubery. To właśnie w tych sytuacjach, zdaniem działacza, zabrakło odrobiny sportowego szczęścia.
– Jestem przekonany, że lepsi byliśmy my, a tutaj chodziło o błysk szprychy. Nie chodziło o to, że ktoś był lepszy, tylko o to szczęście, które było po ich stronie tym razem – ocenił wiceprezes.
„Wcześniej to my mieliśmy szczęście”
Choć trudno odmówić racji w kwestii nieszczęśliwego splotu wydarzeń w tym sezonie, to przewrotna logika sportu każe spojrzeć szerzej. Przez dwa poprzednie sezony to właśnie Motor Lublin miał po swojej stronie wyjątkowo sprzyjający los ikrótko mówiąc furę szczęścia w meczach finałowych.
W 2023 roku, gdy po rundzie zasadniczej liderem była Betard Sparta Wrocław, zespół Dariusza Śledzia stracił w decydującym momencie trzech liderów: Taja Woffindena, Artema Łagutę i Macieja Janowskiego. Dwaj pierwsi, mimo kontuzji, próbowali nawet startować w finale, jednak sił i zdrowia zabrakło. W 2024 roku historia się powtórzyła — Woffinden wypadł całkowicie z gry przed finałem, a Motor znów wykorzystał osłabienie rywali.
Można więc powiedzieć, że bilans szczęścia w Ekstralidze po prostu się wyrównał. Lublinianie przez dwa sezony wygrywali z ranną Spartą, a teraz sami padli ofiarą pecha. W sporcie równowaga wraca prędzej czy później.
Więckowski sam zresztą przyznał, że los przez lata był dla Motoru wyjątkowo łaskawy. Szkoda tylko że wspomnieniami nie wrócił choćby do sezonu 2023, w którym to „zdrowa” Sparta była zdecydowanym dominatorem ligi:
– Pamiętamy sytuację urwanego łańcucha u Vaculika czy złapanego kapcia u Woryny. To były momenty, gdy wychodziliśmy z sytuacji, które były nie do wyjścia, bo szczęście było po naszej stronie. Ale w sporcie, pomimo ciężkiej pracy, to szczęście też jest potrzebne – zaznaczył działacz.
Toruń zbudował drużynę – Lublin się rozsypał
Ostatecznie w tegorocznym finale Pres Grupa Deweloperska Toruń okazała się zespołem bardziej zwartym i konsekwentnym. Na Motoarenie zwyciężyła aż 54:36, a w Lublinie przetrwała napór gospodarzy (38:52).
Więckowski z uznaniem wypowiedział się o organizacji i atmosferze w toruńskim klubie:
– Odkąd trenerem jest Piotr Baron, to inaczej jest przygotowywany tor i sama drużyna. Wcześniej widziałem w Toruniu pokonfliktowane środowisko. Teraz widać jedność, dobrą energię i współpracę. I to dało efekt w postaci złota – powiedział.
Decyzja Kubery i nowy rozdział
Sezon 2025 w Lublinie zakończył się nie tylko utratą złota, ale i odejściem trzech liderów: Dominika Kubery, Jacka Holdera i Wiktora Przyjemskiego.
– Na pewno nie wpłynęło to na wynik sportowy, ale na samych zawodników już tak. Po informacji o transferze do Zielonej Góry Dominik miał ciężko. To tak, jakby jechał z plecakiem kartofli na plecach. Zresztą mówiłem już wcześniej, że to może mieć wpływ – przyznał wiceprezes.
– W pierwszym momencie troszeczkę mną to wstrząsnęło i żal mi się zrobiło, ale później trzeba zrozumieć decyzję. On podjął ją w zgodzie ze sobą, a my mamy czas na nowe otwarcie. To może być potrzebne i klubowi, i kibicom – dodał.
Nowa drużyna, nowe rozdanie
Na sezon 2026 Motor zbudował nowy skład. Do zespołu dołączyli Kacper Woryna i Martin Vaculik, którzy zastąpią Kuberę i Holdera. W drużynie pozostali Bartosz Zmarzlik, Fredrik Lindgren, Mateusz Cierniak (U24) oraz juniorzy Bartosz Bańbor i Bartosz Jaworski. Klub rozważa jeszcze pozyskanie zagranicznego juniora.
Lublin ma więc wszystko, by w kolejnym sezonie rozpocząć nowy etap – już bez tłumaczeń o szczęściu lub jego braku.
Zdjęcie: Patrycja Knap






