Sytuacja finansowa polskich klubów żużlowych stała się jednym z najgorętszych tematów jesieni po sezonie 2025. W najwyższej klasie rozgrywkowej – PGE Ekstralidze – aż dwa ośrodki musiały ratować swoją płynność, co wywołało dyskusję nie tylko wśród kibiców, ale również wśród ludzi, którzy przez lata kształtowali obraz dyscypliny. Jednym z nich jest Andrzej Witkowski, wieloletni prezes Polskiego Związku Motorowego, który w rozmowie z WP SportoweFakty zdecydował się na wyjątkowo mocną ocenę.
Kłopoty w dwóch klubach. Stal ratowała się kredytem, Włókniarz zmienił właściciela
Po zakończeniu sezonu 2025 oficjalnie wiadomo już było, że dwie ekstraligowe drużyny znalazły się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Gezet Stal Gorzów zmuszona była skorzystać z kredytu konsolidacyjnego, by uregulować najpilniejsze zobowiązania. W Krono-Plast Włókniarzu Częstochowa doszło natomiast do zmiany właściciela, a Bartłomiej Januszka – nowy sternik klubu – z własnych prywatnych środków pokrył wszystkie zaległości, bez których nie byłoby możliwe przystąpienie do procesu licencyjnego.
Pomimo tych zawirowań Ekstraliga Żużlowa zaskoczyła opinię publiczną komunikatem, który pojawił się kilka dni później.
EŻ: „Pozytywnie zaskoczeni”. Słowa, które zdumiały kibiców
W oświadczeniu, które wzbudziło szeroką dyskusję, wiceprezes Ekstraligi Żużlowej Ryszard Kowalski poinformował:
„Ekstraliga Żużlowa jest pozytywnie zaskoczona standingiem finansowym klubów. Kluby wydają posiadane środki rozsądnie nie komplikując swojej sytuacji finansowej”.
Dla wielu kibiców komunikat ten był trudny do zrozumienia – szczególnie w zestawieniu z informacjami o problemach w Gorzowie i Częstochowie. Dyskusja w środowisku szybko nabrała tempa, a głos zabrał również Andrzej Witkowski.
Witkowski: „Wiadomość o braku zaległości to pozytywna nowina”
Były prezes PZM docenił sam fakt, że wszystkie zespoły spełniły warunki licencyjne, zaznaczając, że ważne jest, by o składzie lig decydował sport, a nie księgowość. Jak podkreślił, byłoby „przykro”, gdyby któryś z klubów stracił miejsce w lidze z powodów pozasportowych.
Jednocześnie wskazał na fundamentalny problem polskiego żużla: nieracjonalne zarządzanie środkami.
„Najsłabszym ogniwem są prezesi”. Mocne słowa Witkowskiego
Witkowski pytany o to, czy winę za kłopoty klubów ponoszą ich włodarze, nie pozostawił żadnych wątpliwości. Jego odpowiedź była jednoznaczna i ostra:
„Ich w ogóle to nie interesuje. To nie ma żadnego znaczenia. Najsłabszym ogniwem są prezesi. Można zapomnieć, że którykolwiek z nich przejmie się tym, że klub 'X’ spadł, bo nie miał pieniędzy. On myśli, że jego to nie dotyczy. Ciągle zastanawia się tylko jak zdobyć mistrzostwo Polski lub dostać do play-offów. To mu da uznanie środowiska.”
To najtwardsza diagnoza, jaka padła w trakcie rozmowy.
Dlaczego nic nie można zrobić? Witkowski o limicie płac i wolnym rynku
Witkowski zaznaczył, że w kwestii wysokości kontraktów nie da się wprowadzić realnych ograniczeń. Przypomniał przy tym, że polski żużel był już karany w przeszłości przez UOKiK za próby ustalenia maksymalnych stawek wynagrodzeń. Dlatego – jak zaznaczył – żadne regulacje nie wchodzą dziś w grę.
Jego stanowisko jest jednoznaczne:
„W tej sprawie nic nie można zrobić. Po skończeniu się kontraktu z telewizją może się okazać, że nie ma tak dużych pieniędzy. Nie da się środkami finansowymi regulować rywalizacji sportowej. Wszystko zależy od ludzi. Są prezesi, władze spółek czy rady nadzorcze, którzy znają się na pieniądzach, a i tak takie rzeczy robią. Musiałaby być kultura w społeczeństwie na wyższym poziomie, ale to nie dotyczy tylko sportu żużlowego.”
To podsumowanie doskonale oddaje jego przekonanie, że żaden przepis nie zastąpi odpowiedzialności i zdrowego rozsądku.








