Przywykliśmy, że Stal Gorzów to marka. Synonim żużlowej potęgi, klub legend, stadion pełen pasji. A dziś? Dziś to klub na finansowym respiratorze, który trzeszczy w szwach, a w tle słychać pytanie: czy Gorzów w ogóle chce jeszcze żużla?

Puste trybuny, pełne zobowiązania

„Puste trybuny nie pomagają kompletnie” – mówi prezes Dariusz Wróbel. To prawda, ale powiedzmy to brutalnie: kibice głosują nogami, bo nie ma za czym przychodzić. Speedway to widowisko, a widowisko zaczyna się od ambicji. Na Jancarzu zamiast ognia mamy popiół i odgrzewane kotlety. A koszty? „Jest to bardzo duża strata finansowa. Koszty są przeogromne – organizacji meczu, do tego dochodzą punkty zawodników, które trzeba wypłacić, mimo ich dyspozycji”. Witajcie w PGE Ekstralidze – płacisz zawsze, nawet jak Twoi zawodnicy jadą jak sparingpartnerzy.

Audyt? Świetnie. A co z przyszłością?

Prezes mówi: „Co powinniśmy zrobić? Zaprosić kamery prokuratora do klubu, które pogorszą funkcjonowanie i organizację klubu?”. Panie prezesie, nikt nie chce prokuratora, ale kibice mają prawo wiedzieć, dlaczego klub, który był na szczycie, dziś stacza się w przepaść. Transparentność to nie teatr dla kamer, to obowiązek wobec ludzi, którzy przez lata wydawali swoje pieniądze na klub.

Czy Gorzów stać na żużel?

Wróbel wali prosto z mostu: „Trzeba się zastanowić, co chcemy osiągnąć w Gorzowie, jeżeli chodzi o speedway. Wiemy, że mówi się w mieście ‘tylko żużel, tylko żużel’, ale tu też idą największe pieniądze. Trzeba więc przemyśleć, czy to dalej kultywować”. Mocne słowa! Czyli mamy otwartą dyskusję o tym, czy w ogóle jest sens utrzymywać Stal na tym poziomie. I to jest dramat – klub, który walczył o medale, dziś pyta, czy ma sens istnieć.

Kibice chcą zwycięstw, nie audytów

„Nic tak nie przyciąga kibiców, jak zwycięstwa i ambitna jazda” – dodaje prezes. Bingo. Kibic nie przyjdzie oglądać męczarni, a niestety – na Jancarzu w ostatnich tygodniach żużel wygląda jak walka o przetrwanie, a nie ściganie. Czy słaba forma to efekt finansowych problemów? Być może. Jeśli klub zaciska pasa, to trudno zbudować szeroką kadrę. Ale pytanie jest inne: czy to jeszcze sport na najwyższym poziomie, czy już gaszenie pożaru?


Moja diagnoza? Dramatycznie prosta:

Stal Gorzów to klub z wielką historią, ale dziś ta historia ciąży jak worek cementu. Bez pieniędzy, bez pomysłu i bez wyników – żaden żużel się nie obroni. Kibice są cierpliwi, ale nie wiecznie. Jeśli miasto, sponsorzy i zarząd nie usiądą przy jednym stole i nie zdecydują: „robimy to na poważnie, albo wcale” – Stal może skończyć jak inne legendy, które dziś żyją tylko w albumach.

Bo żużel w Gorzowie to religia. Ale nawet religia potrzebuje wiernych – i pieniędzy.