Betard Sparta Wrocław wróciła z Torunia z ciężkim bagażem – porażką 38:52. To dużo i mało zarazem. Dużo, bo torunianie rozbili Wrocławian w środkowej części meczu i pokazali, że niemal każdy zawodnik potrafi punktować. Mało, bo 14 punktów to dokładnie tyle, ile Sparta musi odrobić na Stadionie Olimpijskim, aby awansować do wielkiego finału. Co więcej – wynik 52:38 dla Sparty oznacza awans Wrocławian. Dlaczego? Bo to oni byli wyżej w tabeli po rundzie zasadniczej. Przypomnijmy, iż nie jest to wynik niemożliwy do osiągnięcia. 10 sierpnia br. w meczu 14 kolejki PGE Ekstraligi, kończącej część zasadniczą sezonu Wrocławianie rozgromili Torunian 22-punktami 56-34. Pomny całej tej sytuacji Piotr Baron, zaraz po pierwszym meczu play-off meczu zapowiedział, iż jego drużyna będzie trenować na torach zbliżonych długością do tego na Stadionie Olimpijskim.
Historia lubi się powtarzać?
Nie takie straty wrocławianie odrabiali już w przeszłości. Olimpijski nie raz stawał się dla rywali prawdziwą pułapką – gdy nawierzchnia była przygotowana pod styl jazdy gospodarzy, a publiczność niosła ich do boju, potrafili rozjeżdżać drużyny z krajowej czołówki. W 2021 roku Sparta potrafiła rozbić u siebie Motor Lublin 51-39 i później w finale 50-40), a w 2023 roku w półfinale pokonała Torunian (kontuzje wtedy odnieśli Charles Wright, Maciej Janowski, a nie wystąpił kontuzjowany Tai Woffinden) 51-39. Rezultat 52:38 w rewanżu to wynik absolutnie w ich zasięgu.
Co MUSI się wydarzyć?
- Liderzy muszą odpalić.
W Toruniu Janowski i Bewley zawiedli – razem zdobyli tyle punktów, co sam Robert Lambert (10). We Wrocławiu nie ma już miejsca na wpadki. Janowski zna każdy centymetr Olimpijskiego, a Bewley musi w końcu pokazać, że potrafi być liderem, a nie tylko uzupełnieniem składu. - Laguta nie może być sam.
Mający polskie obywatelstwo zawodnik, w Toruniu ciągnął wynik, ale sam niczego nie wskóra. W rewanżu potrzebuje wsparcia Kurtza, Bewleya i Janowskiego – jeśli każdy z czterech liderów Wrocławian zdobędzie dwucyfrową zdobycz, Sparta ma realne szanse wysoko pokonać przyjezdnych. - Juniorzy muszą dowieźć swoje punkty.
Toruński dzieciak – Kawczyński i wspierający go zawodnik U24 Kvech – pojechali jak starzy wyjadacze. Tymczasem Krawczyk i Kowolik pokazali tylko przebłyski dobrej formy. Jeśli na Stadionie Olimpijskim wrocławscy młodzieżowcy przegrają rywalizację ze swoimi rówieśnikami z Torunia to marzenia o finale będzie można włożyć między bajki. Na pewno podwójne zwycięstwo w biegu młodzieżowym wyraźnie poprawi nastroje wśród Spartan i napędzi na dalszą część meczu. - Starty i geometria toru.
Tor na Stadionie Olimpijskim jest długi i szeroki, ale o wyniku często decyduje wyjście spod taśmy. Wrocławianie muszą wykorzystać znajomość geometrii toru i przygotować nawierzchnię pod siebie – zgodną z przepisami – ale tak by tor był jak najdłużej zagadką dla przyjezdnych (jak w spotkaniu 14 kolejki PGE Ekstraligi). A to nie będzie takie proste. - Bartłomiej Kowalski
Zawodnik U24 musi ponownie pokazać, że na torze Stadionu Olimpijskiego zamienia się w prawdziwego Spartana, który walczy i zdobywa bardzo ważne punkty z ogromną determinacją i ostatecznie jest bardzo skuteczny. Ale o to możemy być spokojni. Kowalski u siebie jest wartością dodaną.
Presja na gospodarzu
Wrocław wie, że to „teraz albo nigdy”. Presja ogromna, bo po rozczarowującym meczu w Toruniu kibice oczekują reakcji. A historia Ekstraligi pokazuje jasno – 14 punktów można odrobić, ale można też polec i zostać upokorzonym u siebie.
NASZ WERDYKT – czy Sparta awansuje?
Realnie – szanse są. I to całkiem spore. Sparta na własnym torze to zupełnie inna drużyna niż ta, którą oglądaliśmy w Toruniu. 52:38 to wynik, który widzieliśmy w Ekstralidze setki razy. Wrocławianie potrafią rozjechać Torunian (co uczynili walcząc przecież o stawkę – drugie miejsce po części zasadniczej sezonu w meczu zamykającym pierwszą fazę rozgrywek ligowych 10 sierpnia). Kadra Spartan ma ogromny potencjał. Zawodnicy Sparty na papierze są bardzo mocni. Jeśli tylko Janowski przypomni sobie, że jest kapitanem z prawdziwego zdarzenia, a Bewley weźmie na siebie role lidera szanse na odrobienia strat z Torunia są bardzo realne. Wierzymy, że Kurtz na „własnych śmierciach” nie będzie potrzebował połowy meczu na dostosowanie się do warunków panujących na torze.
Ale jeśli znów będzie „Laguta kontra reszta świata” – z finałem można się pożegnać. Bo trzeba oddać cesarzowi co cesarskie. Torunianie w tym sezonie zbudowali bardzo silną, głodną sukcesów ekipę. Polski lider Patryk Dudek udowadnia, że w żużlu chce jeszcze sporo osiągnąć. 15 sierpnia został indywidualnym mistrzem Polski, a dodatkowo ma jeszcze szansę na zostanie mistrzem Europy i zakwalifikowanie się do przyszłorocznego cyklu Speedway Grand Prix.
Jedno jest pewne: rewanż na Olimpijskim to będzie żużlowa wojna o pełną pulę – czyli finał – z Orlen Oil Motorem (bo w przypadku drugiej pary play-off nikt nie ma wątpliwości, iż zwycięsko wyjdzie z niej drużyna z Lublina).
Zdjęcie: Maciej Trubisz






