Sezon zasadniczy PGE Ekstraligi 2025 za nami. O ile na torze emocji nie brakowało, o tyle trybuny pokazały coś jeszcze ważniejszego – prawdziwą mapę kibicowskiej siły polskiego żużla. I nie oszukujmy się: nie wszędzie jest się czym chwalić.
Wrocław? Ekstraliga w ekstraklasie
We Wrocławiu nawet deszcz, korki czy niedzielny obiad u teściowej nie są w stanie zatrzymać kibiców. 13 675 widzów – komplet, siedem razy z rzędu. To nie przypadek, to styl życia. Sparta sprzedałaby jeszcze kilka tysięcy biletów, gdyby tylko Stadion Olimpijski był większy. Tylko tam żużel jest wydarzeniem, które ogląda się „bo trzeba”. Reszta ligi może tylko spoglądać z zazdrością.
Toruń – dużo ludzi, ale dużo pustych krzesełek
Motoarena to piękny stadion i drugi wynik w lidze – średnio 12 415 kibiców. Brzmi nieźle, ale procentowo to już tylko 80 proc. wypełnienia. Spójrzmy prawdzie w oczy: torunianie mają warunki, żeby bić się ze Spartą o palmę pierwszeństwa, ale zamiast kompletu, zostaje im widok pustych sektorów. To taki żużlowy odpowiednik garnituru z dziurą w kolanie – niby elegancko, a jednak coś nie gra.
Zielona Góra – Falubaz wrócił i kibice też
Falubaz po powrocie do Ekstraligi przyciągał średnio ponad 10 tysięcy widzów. Czyli? Atmosfera znów wróciła na W69, choć procentowo – nie powala. 69 proc. wypełnienia to wynik dobry, ale na tle deklarowanej miłości do klubu – mogłoby być lepiej. Kibice w Zielonej Górze udowodnili jednak, że wciąż potrafią stworzyć piekło. Tylko trzeba tam znów zacząć regularnie wygrywać, żeby stadion naprawdę pękał w szwach.
Lublin – wielka drużyna, za mały stadion
Motor średnio 8 575 kibiców i aż 92 proc. zapełnienia. Koziołki mają mistrza Polski, mają gwiazdy, mają sukcesy. Czego nie mają? Stadionu na miarę XXI wieku. Zamiast tłumów, które mogłyby bić rekordy Wrocławia, muszą się cisnąć na starym obiekcie przy Zygmuntowskich. Lublin to paradoks: największa żużlowa gorączka w Polsce, ale uwięziona w betonowym relikcie PRL-u.
Częstochowa – wielki stadion, małe zainteresowanie
8 100 kibiców średnio, tylko 49 proc. stadionu. To nie żart. Włókniarz, klub z tradycjami, z Artiomem Łagutą i Mikklem Michelsenem w składzie, nie potrafi wypełnić połowy swojego stadionu. Co się stało z miastem, które kiedyś żyło żużlem? Kibice w Częstochowie zamiast wspierać drużynę, chyba wolą weekend na Jurze albo zakupy w galerii handlowej.
Rybnik – beniaminek na plus
ROW przyciągnął średnio 7 814 widzów. Nie ma wstydu, biorąc pod uwagę pojemność i fakt, że to beniaminek. Górny Śląsk nadal potrafi oddychać żużlem, a Rybnik po prostu robi swoje. Tu jest potencjał, który – jeśli wyniki będą lepsze – może eksplodować.
Gorzów – wstyd na trybunach
7 624 kibiców i 50 proc. wypełnienia stadionu. Gorzów, siedmiokrotny mistrz Polski, klub z Bartoszem Zmarzlikiem w niedawnej historii i z wielkimi tradycjami, wygląda na trybunach jak drużyna środka tabeli. Pustki na stadionie to obrazek, którego nikt się nie spodziewał. Jeśli tak wygląda „Stalowa Twierdza”, to ja się pytam: gdzie są ci wszyscy kibice, którzy zawsze uchodzili za jednych z najlepszych w Polsce?
Grudziądz – biedny, ale wierny
Na końcu tabeli średniej – 7 486 widzów. Ale jest coś, co stawia GKM ponad wieloma klubami – 93,5 proc. zapełnienia stadionu. Grudziądzanie robią, co mogą. Stadion malutki, wyniki różne, ale trybuny pełne. To pokazuje, czym jest prawdziwe przywiązanie do klubu. Może i GKM rzadko walczy o coś więcej niż utrzymanie, ale na widowni wstydu nie ma.
Kto wygrał, kto przegrał?
- Zwycięzca absolutny: Sparta Wrocław – wzór dla całej ligi.
- Największy przegrany: Stal Gorzów – trybuny świecą pustkami, a to prawdziwa kompromitacja.
- Najwierniejsi: kibice w Grudziądzu – mało miejsc, ale pełne serce.
- Rozczarowanie: Częstochowa – potencjał zmarnowany.
PGE Ekstraliga 2025 pokazała, że żużel wciąż potrafi przyciągać tłumy. Ale nie wszędzie. Bo tam, gdzie sukcesy i emocje na torze nie idą w parze z atmosferą na trybunach, pojawiają się pustki, które bardziej bolą niż porażka w meczu. Wrocław udowadnia, że można. Reszta? Część się stara, część tylko udaje, a część – jak Gorzów – po prostu zaspała.
Zdjęcie: Maciej Trubisz






