Gdybyśmy mieli wskazać jedną osobę, która najlepiej pokazuje, jak można łączyć pasję, pracę i promocję sportu, odpowiedź byłaby prosta: Damian Wojczyński. Zawodnik, sędzia, organizator, komentator, promotor. I co najważniejsze – facet, który nigdy nie zapomina, skąd pochodzi i komu zawdzięcza swoją sportową drogę.
Nie tylko zawodnik
Wielu zawodników (w różnych dyscyplinach sportu) mówi: „skupiam się tylko na jeździe/zawodach, reszta mnie nie interesuje”. Wojczyński? Całkowicie odwrotnie. On nie tylko startuje, ale też sędziuje, komentuje, nagrywa, jest mechanikiem, wrzuca transmisje online i jeszcze przy okazji promował Wrocław na niedawno zakończonych speedrowerowych mistrzostwach świata.
I powiedzmy sobie wprost – ilu takich ludzi mamy w tym środowisku? Ilu z nich naprawdę potrafi połączyć wszystkie te role, nie robiąc z tego farsy? Damian pokazuje, że jedna osoba może być całą federacją.
Wrocław zyskuje więcej niż się wydaje
Kiedy Wojczyński leciał do Anglii, nie robił tego tylko po to, żeby „odhaczyć starty”. On zabrał ze sobą koszulki i flagę Wrocławia, by pokazać miasto światu speedrowera. To jest właśnie prawdziwa promocja – szczera, oddolna, płynąca z pasji.
Nie jakieś foldery, nie spoty w telewizji, tylko człowiek, który oddycha tym sportem i opowiada o nim wszędzie, gdzie się da. To jest właśnie ambasador z krwi i kości.
Sędzia finału i reporter w jednym
To, że Wojczyński został wybrany do sędziowania finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów, to ogromny prestiż. Ostatecznie popularny „Żelek” nie był sędzią tego finału. Ale zamiast spocząć na laurach, on jeszcze bierze się za kamery, mikrofony i transmisje. W Polsce transmisje ze speedrowera? Rzadkość. A te które są – są w wielu przypadkach wykonywane przez Wojczyńskiego. W Anglii? Dzięki min. popularnemu „Żelkowi” ludzie mogli oglądać mistrzostwa świata na żywo.
Facet robi robotę, której nie potrafią zrobić całe związki czy komitety.
Bez taryfy ulgowej
Niech to będzie też sygnał dla wszystkich działaczy – tak wygląda prawdziwy ambasador sportu. Nie ktoś, kto wygłasza puste slogany na konferencjach prasowych, tylko człowiek, który w pocie czoła łączy jazdę, sędziowanie i promocję – w tym przypadku speedrowera. Ale to nie wszystko – Damian walczy też o nowy tor cycle-speedwaya we Wrocławiu, by ponad setka dzieci miała normlane – zasługujące na miarę XXI wieku warunki do trenowania i do ścigania się w zawodach. A w obecnych spartańskich (nie mylić ze Spartą Wrocław) warunkach Wrocław jest prawdziwą wylęgarnią speedrowerowych talentów. Świadczą o tym choćby ostatnie indywidualne mistrzostwa Polski żaków w Toruniu, gdzie najmłodsze ratele zdobyły 8 z 12 możliwych medali. Jutro Szarżaki staną do walki o obronę wywalczonego przed rokiem złota drużynowych mistrzostw Polski dzieci do lat 12.
Gdyby takich ludzi było więcej, speedrower nie byłby niszowy. Ale zamiast narzekać, że „brakuje zainteresowania”, spójrzcie na Wojczyńskiego. On udowadnia, że wystarczy pasja i determinacja, by zrobić różnicę. A to jak wiemy znaczy bardzo dużo.
Podsumowanie
Damian Wojczyński to żywa reklama speedrowera i najlepszy przykład na to, że jeden człowiek może zrobić więcej niż cała instytucja. Jeżeli dziś ktoś mówi o ambasadorach wrocławskiego sportu, to nazwisko Wojczyński powinno padać obok największych gwiazd.
Bo on nie tylko startuje. On tworzy historię.
Zdjęcie: publiczny Fb Damian Wojczyński Cyclespeedway Rider






