We wtorek 9 września PGE Ekstraliga wydała komunikat, w którym min. poznaliśmy daty i gospodarzy meczów o trzecie miejsce tegorocznych zmagań w drużynowych mistrzostwach Polski. Kibice mogli przeczytać, iż w związku z zajętością Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu w dniach 26-28 września 2025 Ekstraliga Żużlowa zgodnie z art. 725 ust. 2 Regulaminu PGE Ekstraligi dokonuje zamiany organizatorów meczów o 3. Miejsce PGE Ekstraligi. W wyniku takiego obrotu sprawy zamieniono gospodarzy meczów o brąz, czym pogwałcono podstawowe zasady fair-play w sporcie. Dodatkowo kibiców Betard Sparty Wrocław, pozbawiono możliwości świętowania na swoim domowym stadionie ewentualnego zdobycia przez ich drużynę brązowego medalu PGE Ekstraligi i to w 75 rocznicę powstania wrocławskiego klubu.

Decyzja PGE Ekstraligi jest kuriozalna i nie do przyjęcia. Drużyna, która po części zasadniczej sezonu zajęła drugie miejsce, zostaje potraktowana jak ekipa z czwartego. Dlaczego? Bo Stadion Olimpijski jest zajęty przez… wystawę psów organizowaną przez AWF, na terenach należących do uczelni a rozciągających się wokół samego Stadionu Olimpijskiego.

Atut własnego toru to nie fanaberia – to nagroda za cały sezon. Sparta wywalczyła sobie prawo do rozegrania rewanżu na własnym owalu, a teraz traci je w sytuacji, na którą nie miała wpływu. Regulamin ekstraligi mówi o prawach gospodarza, po części zasadniczej sezonu, ale najwyraźniej w PGE Ekstralidze przepisy można stosować dowolnie. Ekstraliga powołując się na przepis z art 725, ust.2 Regulaminu PGE Ekstraligi poszła po najmniejszej linii oporu.

Kibice Sparty zostają pozbawieni ceremonii medalowej, a możliwość świętowania ewentualnego zdobycia brązowego medalu na własnym torze przepadła. Bayersystem GKM Grudziądz, który był po części zasadniczej sezonu czwarty w tabeli, nagle staje się gospodarzem meczu rewanżowego o brązowy medal. Logika sportowa? Żadna. Duch rywalizacji? Zdeptany.

Powiedzmy sobie jasno – to nie jest fair play. Dwumecz o medale wymaga pełnego poszanowania praw gospodarza i kibiców. Każdy punkt zdobyty w sezonie zasadniczym ma znaczenie, a nagroda w postaci własnego toru nie może być odbierana z powodu wydarzeń pobocznych, w dodatku na które klub z Wrocławia nie miał wpływu. Oświadczenie WTS Sparty w tej sprawie opublikowaliśmy wczoraj.

Decyzja władz ekstraligi to obraz nieliczenia się z drużyną i jej kibicami. Sparta została potraktowana jak zespół, który nic nie wywalczył. A przecież to ona zajęła drugie miejsce po części zasadniczej bieżącego sezon. Skandal to mało powiedziane. To lekceważenie drużyny i kibiców w żółto-czerwonych barwach. Przypomnijmy fanów, którzy są ze swoją drużyną na dobre i na złe, którzy w bieżącym sezonie szczelnie wypełniali trybuny Stadionu Olimpijskiego do ostatniego miejsca. I jedyny wniosek jest prosty: zasady sportowe w ekstralidze muszą być respektowane, a atut własnego toru nie może być dowolnie odbierany.

Co mówi Art. 725. ust. 2 Regulaminu PGE Ekstraligi:
W części finałowej, ze względu na uwarunkowania wyższe, takie jak: zawody FIM lub FIM Europe rozgrywane na torze terminarzowego gospodarza meczu, niedostępność stadionu zgłoszona przez właściciela obiektu przed rozpoczęciem rozgrywek, może nastąpić za zgodą podmiotu zarządzającego zamiana gospodarzy w meczach z udziałem zainteresowanej drużyny.

W świetle przepisów wszystko jest w porządku. Ale czy z czysto ludzkiego punktu widzenia, a także z punktu widzenia zasad fair-play nie ma żadnego tematu?

Czy meczu rewanżowego nie można- przy odrobinie dobrej woli ze strony władz PGE Ekstraligi rozegrać np. we czwartek 25 września na torze Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu? Czy to aż takie niewykonalne? Kibice Sparty – jedyni w PGE Ekstralidze – wypełniali w 100% trybuny obiektu w stolicy Dolnego Śląska podczas meczów o drużynowe mistrzostwo Polski w tym sezonie. Czy odrobina szacunku dla fanów Sparty ze strony władz PGE Ekstraligi to jest aż tak wiele? Czy jest wręcz przeciwnie – tak czy siak pojawicie się na trybunach we Wrocławiu, to mamy was głęboko w d…. dużym poważaniu!

Tylko każdy kij ma dwa końce i prędzej czy później to wróci…

Zdjęcie: Maciej Trubisz