Sezon 2025 miał być dla Betard Sparty Wrocław tym przełomowym — sezonem, w którym drużyna z Dolnego Śląska po latach wysokich aspiracji wreszcie zdobędzie długo wyczekiwany tytuł drużynowego mistrza Polski. Po dwóch kolejnych wicemistrzostwach działacze klubu postanowili ponownie sięgnąć po wzmocnienia i jeszcze mocniej zaatakować najwyższy cel. Ostatecznie jednak zakończyli rozgrywki na trzecim miejscu, co we Wrocławiu przyjęto jako wyraźne rozczarowanie i ogromną porażkę.
Wielkie aspiracje i transfer Brady’ego Kurtza
Przed sezonem Wrocławianie bardzo wyraźnie zadeklarowali chęć zdobycia mistrzostwa. W tym celu sięgnęli po najskuteczniejszego zawodnika Metalkas 2. Ekstraligi — Brady’ego Kurtza z Innpro ROW-u Rybnik. Australijczyk miał być elementem, który odblokuje Spartę w drodze po złoto.
Kurtz rzeczywiście zaprezentował bardzo wysoki poziom, kończąc sezon jako czwarty najskuteczniejszy zawodnik PGE Ekstraligi. Jednak nawet jego znakomite wyniki nie wystarczyły, by zespół awansował do finału. W rywalizacji o finał Spartan niespodziewanie wyprzedziła Pres Grupa Deweloperska Toruń — trzeci wielki pretendent do tytułu, który wyrósł ponad Motor i Spartę.
Półfinał bez historii i brąz na osłodę
Drużyna Piotra Barona w półfinale pewnie pokonała Spartę w dwumeczu 95:85, a następnie sięgnęła po mistrzostwo, wygrywając w finale z Orlen Oil Motorem Lublin (92:88).
Wrocławianom pozostała walka o brązowy medal. W niej Betard Sparta wykonała zadanie bez komplikacji — w dwumeczu z Bayersystem GKM-em Grudziądz zwyciężyła 105:75.
Jednak dla klubu, który otwarcie celował w złoto, ta pozycja była daleka od satysfakcjonującej, czego nie ukrywał prezes klubu, Andrzej Rusko.
— „Cały czas uważam, że sportowo nie byliśmy gorsi ani od Lublina, ani od Torunia. No i niestety. Wyszło na to, że najwyższa pora poszukać innego dyrygenta do tej orkiestry” — powiedział Rusko w serialu Canal+ „Jazda o złoto. Żużel na podsłuchu”.
Zmiana na stanowisku trenera: odejście Dariusza Śledzia i przyjście Piotra Protasiewicza
Po sezonie zapadły kluczowe decyzje personalne. Pracę stracił dotychczasowy trener Dariusz Śledź, a jego funkcję przejął Piotr Protasiewicz.
Do zmiany — jak zdradził prezes Sparty — przyczyniła się również sugestia sponsora.
— „Jeden z naszych sponsorów zadzwonił i powiedział: ty, zadzwoń po Piotrka Protasiewicza, bo tam wygląda na to, że on odchodzi z Zielonej Góry i może akurat będzie wolny. Piotrek przychodzi tutaj jako dyrektor sportowy i trener, więc to jest zasadnicza różnica. Ma znacznie większy zakres obowiązków. Musi ten zakres dźwignąć, a ja zamierzam dać mu wolną rękę w tym zakresie i rozliczać go z wyników” — podkreślił Rusko.
Prezes jasno określił przy tym cele na kolejny sezon:
— „Cele się nie zmieniają. Chcemy mistrzostwa Polski, a awans do finału to jest taki, bym powiedział, obowiązek. Jeżeli takie słowo jak ‘obowiązek’ w ogóle może być w sporcie użyte” — dodał.
Kadra na 2026: stabilna, ale z jednym znakiem zapytania
Wrocławianie od dawna mieli podpisane kontrakty z większością kluczowych seniorów, więc struktura zespołu nie mogła zostać przebudowana. Jedynym zawodnikiem bez ważnej umowy pozostawał Maciej Janowski.
Kapitan Sparty również odniósł się do sytuacji w serialu Canal+:
— „To był na pewno jeden z cięższych sezonów w mojej karierze. Ja zakomunikowałem prezesowi, że chciałbym zostać i prezes też nie mówił wcześniej o żadnych zmianach, więc na spokojnie przesunęliśmy naszą rozmowę na późniejszy czas. Tym bardziej, że ja borykałem się też z jakimiś problemami i chciałem z nich jak najszybciej wyjść i zacząć lepiej jeździć. Chwilę po meczu o trzecie miejsce spotkaliśmy się w klubie i udało nam się dojść do porozumienia. Bardzo się cieszę, że po raz kolejny będę mógł jeździć we Wrocławiu” — powiedział Janowski.
Aspiracje pozostają niezmienne
Po trzecim miejscu w 2025 roku i zmianach w sztabie trenerskim cel Sparty na sezon 2026 nie pozostawia wątpliwości: mistrzostwo Polski. Prezes klubu wyraźnie podkreśla, że medal inny niż złoto nie będzie uznany za sukces.
Zdjęcie: Maciej Trubisz






