Bartłomiej Kowalski nie notuje spektakularnego sezonu, ale po niedzielnym meczu w Zielonej Górze widać w jego wypowiedziach więcej nadziei niż frustracji. Choć wywalczył „zaledwie” pięć punktów, jego słowa sugerują, że wreszcie znalazł światełko w tunelu. Żużlowiec Betard Sparty Wrocław szczerze opowiedział o trudnościach, zmianach i lekcjach, jakie wyciągnął z poprzednich niepowodzeń.


Lepsze samopoczucie mimo przeciętnego wyniku

W niedzielnym spotkaniu 13. kolejki PGE Ekstraligi Betard Sparta Wrocław bez większych problemów pokonała mocno osłabiony Stelmet Falubaz Zielona Góra 50:40. Bartłomiej Kowalski wystartował z numerem pierwszym i choć uzyskał pięć punktów w czterech biegach, to swoją postawę ocenił zaskakująco pozytywnie:

– Mimo, że zdobyłem tylko 5 punktów, czułem się lepiej. Ciężki czas – mam nadzieję, że już za mną. Zrobiłem dużo zmian w sprzęcie i w sobie i mocno pracuję, żeby wejść na swój poziom i być dobrą częścią drużyny – powiedział Kowalski w rozmowie z klubowymi mediami.

To właśnie determinacja i refleksja nad trudniejszym okresem sprawiły, że 23-latek mimo przeciętnego wyniku miał powody do umiarkowanego zadowolenia. Przypomnijmy, że tydzień wcześniej w Lublinie zdołał zdobyć zaledwie jeden punkt. Także w Zielonej Górze rok temu nie poszło mu dobrze – a właściwie poszło fatalnie.


Wyciągnięte wnioski i konkretna zmiana podejścia

W zeszłym sezonie Bartłomiej Kowalski nie zdobył w Zielonej Górze żadnego punktu. Tym razem było lepiej, co sam zawodnik łączy z odmienionym przygotowaniem – zarówno mentalnym, jak i sprzętowym.

– Na pewno wyciągnąłem wnioski z poprzedniego roku, bo to była tragedia. Byłem przygotowany na twardy tor i taki był – skwitował bez owijania w bawełnę.

Zawodnik Betard Sparty pokazuje, że potrafi się uczyć i nie boi się przyznać do błędów. To cenna cecha, szczególnie w obliczu dużej presji, z jaką musi mierzyć się młody zawodnik jeżdżący w drużynie walczącej o mistrzostwo Polski.


Głos wsparcia dla kontuzjowanego rywala

Spotkanie w Zielonej Górze miało też dramatyczny akcent. Jeszcze przed pierwszym biegiem podczas próby toru upadek zaliczył młody zawodnik Falubazu, Damian Ratajczak. Po kraksie pojechał do szpitala i nie wystąpił w meczu. Kowalski po zakończeniu spotkania w Zielonej Górze nie zapomniał o swoim rywalu i skierował do niego słowa wsparcia:

– Dużo zdrowia dla Damiana, bo przykro, że na próbie toru skończył te zawody. Pozdrowienia! – przekazał z parku maszyn.

To krótki, ale bardzo wymowny gest, pokazujący, że choć na torze walka jest bezwzględna, to poza nim obowiązuje solidarność i szacunek dla przeciwnika.


Komentarz: Jeszcze nie forma z najlepszych dni, ale już w dobrą stronę

Bartłomiej Kowalski jest jednym z najbardziej utalentowanych żużlowców młodego pokolenia. Jego droga na szczyt nie jest usłana różami – jak pokazują ostatnie tygodnie – ale wywiad po meczu w Zielonej Górze daje powody do umiarkowanego optymizmu.

Pięć punktów w czterech startach, to nie wynik, który porwie tłumy, ale liczy się coś więcej – wyraźna poprawa jazdy, lepsze samopoczucie i przekonanie, że wprowadzane zmiany przynoszą efekty. A to może oznaczać, że najgorsze już za nim.


Jeśli Bartłomiej Kowalski faktycznie pokonał kryzys, może jeszcze odegrać ważną rolę w końcówce sezonu i play-offach PGE Ekstraligi. W meczu w Zielonej Górze udowodnił jedno – walczy i się nie poddaje. A to cecha godna żużlowca najwyższej klasy.

Zdjęcie: Maciej Trubisz