Gdzie się podziała ta forma?

Początek sezonu 2025 w wykonaniu Bartłomieja Kowalskiego nie napawa optymizmem – ani jego, ani kibiców Betard Sparty Wrocław. Młodzieżowy mistrz Polski i trzeci zawodnik świata z 2023 roku i jeden z objawień minionych rozgrywek PGE Ekstraligi dziś daleki jest od dyspozycji, do której zdążył przyzwyczaić. Choć Sparta notuje dobre wyniki drużynowo, forma jej wychowanka jest jednym z największych znaków zapytania na starcie sezonu.

Statystyki nie kłamią: po czterech meczach jego średnia biegowa to zaledwie 1,563 pkt/bieg – 21 punktów i 4 bonusy w 16 biegach. Dla porównania, w całym sezonie 2024 – jednym z najlepszych w jego dotychczasowej karierze – Kowalski miał 1,776 pkt/bieg po aż 85 startach. Różnica jest więc znacząca.


Tylko jeden przebłysk

W czterech pierwszych meczach sezonu Kowalski trzy razy kończył zawody z dorobkiem trzech punktów i bonusa. Jedyny wyjątek to domowe spotkanie przeciwko Falubazowi Zielona Góra – tam był klasą sam dla siebie, zdobywając 12 punktów i bonus, co wydawało się sygnałem, że zawodnik wraca do formy.

Niestety, mecze z Motorem Lublin i GKM-em Grudziądz znowu pokazały, że zawodnik szuka szybkości, stabilności i pewności siebie. A przecież jeszcze niedawno potrafił wygrywać biegi z liderami rywali i stanowić silne wsparcie dla Artioma Łaguty, Daniela Bewleya czy Macieja Janowskiego.


Sparta cierpliwa, Kowalski surowy wobec siebie

Po meczu 4 kolejki z GKM-em w Grudziądzu, w rozmowie ze „Speedway Ekstraligą” Bartłomiej Kowalski nie owijał w bawełnę. Pokazał klasę, biorąc odpowiedzialność za swoje wyniki i jednocześnie podkreślił, że zdaje sobie sprawę z oczekiwań.

Przed meczem zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie będzie to łatwe spotkanie i tak właśnie było. To mocna drużyna, co potwierdza świetny początek sezonu w ich wykonaniu. W dodatku tor w Grudziądzu to trudny teren. Dość długo utrzymywał się remis, jednak później udało nam się odskoczyć rywalom na kilka punktów i utrzymywać dystans. Naszym celem było zwycięstwo i fajnie, że udało się nam je osiągnąć. Ta wygrana bardzo cieszy — przyznał po meczu z GKM-em.

Ale zaraz potem przyszła szczera i samokrytyczna ocena własnej postawy:

Nie jestem z siebie zadowolony. Tych punktów zapisanych przy moim nazwisku nie jest dużo, niestety przywiozłem też do mety dwa zera. Miałem dobre momenty, zdarzały się również błędy przez które traciłem pozycje. Przeanalizuję ten mecz na spokojnie i postaram się wyciągnąć wnioski na przyszłość. Cały czas jestem w trakcie poszukiwania odpowiedniej formy. Tylko jeden z tych czterech meczów był dobry w moim wykonaniu. Wiem, że we mnie i moim teamie drzemie duży potencjał. Pracujemy nad tym by go uwolnić i osiągać lepsze wyniki — rzekł Bartłomiej Kowalski.


Wrocław liczy na przełamanie

W Betard Sparcie Wrocław nikt jeszcze nie bije na alarm, ale w obliczu zbliżających się trudniejszych spotkań potrzeba mocnych punktów drugiej linii. Kowalski pokazał już, że potrafi być jednym z lepszych młodzieżowców w Europie – teraz musi przypomnieć o tym na torze. Najbliższa szansa już 9 maja, kiedy to Sparta podejmie Gezet Stal Gorzów.

Czy to będzie moment przełamania? Tego oczekują kibice. Tego chce sam zawodnik. A przede wszystkim – to może być kluczowe dla dalszych losów walki o fazę play-off. W tej układance Kowalski ma wciąż bardzo ważne miejsce – tylko musi znów je sobie wywalczyć. Na torze.

Zdjęcie: Maciej Trubisz