W niedzielny wieczór w Lublinie może spełnić się marzenie kibiców z Torunia – „Anioły” stoją przed wielką szansą zdobycia pierwszego od 17 lat złotego medalu Drużynowych Mistrzostw Polski. Ostatni raz, jeszcze jako Unibax, torunianie świętowali mistrzostwo w 2008 roku. Od tamtej pory były wzloty, upadki, a w dwóch poprzednich sezonach – brązowe medale. W 2023 roku torunianie nie obronili 12-punktowej zaliczki z półfinału z Motorem i przegrali w rewanżu aż 31:59. Dziś sytuacja jest odwrotna – Pres jedzie do Lublina z 18 punktami przewagi i marzy o detronizacji Motoru.
Wielka w tym zasługa Piotra Barona.
Spokój i konsekwencja zamiast chaosu
Kiedy dwa lata temu obejmował Pres Toruń, wielu wątpiło w powodzenie misji. Klub miał za sobą lata niepowodzeń i szukania właściwego lidera w parku maszyn. Eksperyment z Jackiem Frątczakiem zakończył się spadkiem, Tomasz Bajerski odszedł w atmosferze wizerunkowych problemów, a Robertowi Sawinie brakowało charyzmy i doświadczenia.
Baron od początku postawił na prostą filozofię – spokój, konsekwencję i budowanie drużyny. – „Wszyscy mówią, że w Toruniu nic się nie uda i to jest bardzo fajne wyzwanie” – przyznał przy podpisaniu kontraktu.
Prezes Ilona Termińska podkreślała po pierwszym finale z Motorem: – „Chciałabym zwrócić uwagę właśnie na tę siłę spokoju Piotra Barona oraz jego umiejętność budowania relacji. To daje naszemu klubowi bardzo dużo. Na pierwszy rzut oka widać, że to w końcu jest drużyna, a nie zlepek indywidualności”.
Złote CV i toruńskie korzenie
Piotr Baron to jeden z najbardziej utytułowanych menedżerów w polskim żużlu. Cztery razy prowadził Unię Leszno do mistrzostwa Polski, wcześniej złoto zdobył również z Betard Spartą Wrocław. Toruń zawsze był mu jednak bliski – to tu się wychował, choć karierę zawodniczą kontynuował w Grudziądzu i Wrocławiu.
– „Toruń zawsze był bliski w sercu, tu się wychowałem, tu zaczynałem przygodę z żużlem. Nie lubię zmieniać pracy, myślałem, że w Lesznie dociągnę do dychy, ale nadszedł jednak moment, gdy zmiana wydawała się korzystna. W grę wchodził jedynie mój macierzysty klub” – mówił przy powrocie.
Choć jako zawodnik nie osiągnął spektakularnych sukcesów, jako trener zbudował markę opartą na pracy i relacjach z zawodnikami.
Parking Barona – autorytet i drużyna
Mikkel Michelsen podkreśla: – „To bardzo zorganizowany człowiek, ale też niesamowicie we wszystko zaangażowany”.
Baron w parkingu daje głos każdemu zawodnikowi, słucha, a na koniec spina naradę w kilku zdaniach. Potrafi być wymagający, ale przede wszystkim buduje atmosferę wzajemnego szacunku. – „Mogę tylko powiedzieć, że mam szczęście do zawodników. To dla mnie zaszczyt pracować z takimi ludźmi, starają się bardzo i to mnie cieszy. Najbardziej cenię sobie determinację i pracowitość. Talent można mieć, ale czasami to za mało, aby zostać wielkim zawodnikiem” – zaznacza trener.
Jego filozofia sięga czasów współpracy z Taïem Woffindenem we Wrocławiu: – „Tai Woffinden nie pojawiał się na stadionie, jeśli łóżka nie pościelił w domu, musiał mieć po prostu czystą głowę”.
Juniorzy i tor – dwa filary sukcesu
W tym roku „Anioły” mogą mówić o przełomie w szkoleniu młodzieży. Pod okiem Barona dojrzewają Mikołaj Duchiński i Antoni Kawczyński, najmłodsza para juniorska w Ekstralidze. – „Ci chłopcy uwierzyli, że potrafią bardzo dużo. Nie zawsze jeszcze wychodzi, brakuje im doświadczenia, niekiedy przerastają ich emocje, ale cały czas się rozwijają” – mówi szkoleniowiec.
Drugim kluczowym elementem jest tor na Motoarenie. Jeszcze niedawno przekleństwo torunian, dziś stał się ich największym atutem. W pierwszym meczu finału kibice oglądali aż 26 wyprzedzeń – rekord sezonu. – „Mam w sztabie świetnych toromistrzów. Oni radzą sobie z tym torem doskonale. Cały czas analizujemy problem, wyciągamy wnioski i staramy się, żeby nawierzchnia była jeszcze większym atutem drużyny” – podkreśla Baron.
Człowiek z cytrynówką i grillem
Poza stadionem Baron nie lubi szumu wokół swojej osoby. Najlepiej czuje się w domowym zaciszu, przy grillu i cytrynówce w gronie przyjaciół. Żużla w telewizji nie ogląda, czasem wybiera się do Pardubic, ale tylko jako kibic.
W niedzielę jednak nie będzie kibicem, lecz generałem prowadzącym swoją drużynę do historycznego triumfu. Toruń czeka na ten moment od 2008 roku. Czy spokojny i konsekwentny Piotr Baron poprowadzi „Anioły” na szczyt?






