Łukasz Bujniewicz to postać w polskim flat tracku wyjątkowa. Zawodnik ten jest jedynym aktualnie polskim motocyklistą uprawiającym te widowiskowe wyścigi, mającym nawet za sobą start z „dziką kartą” w jednej z rund Indywidualnych Mistrzostw Świata w Pardubicach. Zapraszam do lektury wywiadu z zawodnikiem.

Paweł Wittchen: Flat track w Polsce na pewno nie rozwija się tak jakbyśmy chcieli. Co Pana zdaniem jest tego przyczyną?
Łukasz Bujniewicz: Myślę że główną przyczyną jest brak dostępności torów i organizowanych treningów. Jest to dziwna sytuacja biorąc pod uwagę ilość stadionów żużlowych w kraju. Za granicą często organizowane są wspólne treningi z zawodnikami żużlowymi i ta symbioza działa. U nas jednak jak na razie sympatia do flat tracku nie jest jeszcze zbyt wielka. Dotychczas udało się zorganizować kilka treningów dzięki wysiłkom redakcji „Świata Motocykli” i „Motormanii” oraz zaangażowaniu firmy Nice. Za każdym razem uczestnicy byli bardzo zadowoleni i wydawało się że coś zaczyna sie dziać by potem z niewiadomych powodów ucichło. Zawodnicy zagraniczni często pytają się mnie o to dlaczego jestem jedynym Polakiem którego spotykają i szczerze nie wiem co im odpowiadać.

PW: Najważniejszą imprezą jest oczywiście cykl Indywidualnych Mistrzostw Świata we flat tracku jak wyglądają kwalifikacje do niego?
ŁB: W moim przypadku było to w miarę łatwe bo na chwilę obecną nie ma innych zawodników w kraju, więc musiałem jedynie udowodnić PZM iż posiadam doświadczenie pozwalające na starty. Ogromną pracę wykonał tu pan Wojciech Jankowski z firmy Nice dzięki któremu PZM wydał mi licencję. W innych krajach są to zazwyczaj nominacje na podstawie wyników z mistrzostw krajowych lub na podstawie udokumentowanych startów w imprezach podobnych rang.

PW: Czy Pana zdaniem flat track to jedna z odmian speedwaya czy to jednak inne wyścigi? Większość zawodów odbywa się przecież na torach owalnych ale organizuje się je także w formule TT gdzie tory mają inny kształt.
ŁB: Poza faktem jazdy w lewo i użytkowania tych samych obiektów obie dyscypliny bardzo się różnią. We flat tracku startuje do 12 zawodników na torze którzy mogą mieć do pokonania nawet do 15 okrążen w biegu. Zupełnie inna jest tez technika wejścia w łuk jak i system punktacji turnieju. Jest też formuła TT gdzie są zakręty również w prawo oraz czasami również przynajmniej jeden skok. O różnicy w sprzęcie nie trzeba chyba wspominać. Rejestrowane prędkości na torach żużlowych są zazwyczaj o jakieś 5-10km/h niższe niż w żużlu. Są jednak tez obiekty dłuższe jak np. Mariańskie Łaźnie (1000m), Parchim (800m), gdzie rozwijane prędkości są już w miarę duże.

PW: Jak widzi Pan przyszłość polskiego flat tracku? Jest Pan optymistą?
ŁB: Liczba pytań od osób zainteresowanych flat trackiem napawa optymizmem aczkolwiek z jakiegoś powodu jest to bardzo powolny proces. Warto wspomnieć iż np. w Czechach, międzynarodowe mistrzostwa kraju są rozgrywane od 2011r. Na dzień dzisiejszy w większości europejskich krajów dyscyplina jest już mocno popularna i pojawiło się mnóstwo szybkich zawodników. Dużo zawodników przechodzi z innych dyscyplin. Zaobserwowałem że zawodnicy Supermoto już po kilku treningach są bardzo szybcy i zawsze w czołówce na zawodach.

PW: Jaka atmosfera panuje wśród zawodników uprawiających flat track?
ŁB: Atmosfera jest bardzo dobra wręcz przyjacielska do tego stopnia że inne dyscypliny motorsportu mógłby pozazdrościć.

PW: Na jakich torach startował Pan dotychczas?
ŁB: Startowałem na wielu torach w Europie ale mam nadzieję, że uda się kiedyś zorganizować międzynarodowe zawody w Polsce. Może jak kibice i rodzimi zawodnicy zobaczą wysoki poziom jazdy to zaczną patrzeć inaczej na tą dyscyplinę.

PW: Ilu zawodników może obecnie na świecie trenować flat track? Czy są to tysiące czy raczej setki zawodników?
ŁB: Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, jeżeli wziąć również USA pod uwagę to będą tysiące, w samej Europie raczej setki. Większość niestety amatorsko. Spotykam również sporo zawodników wyścigów drogowych którzy flat track traktują jako formę treningu.

Zdjęcie: jp_purtilo #burttikuvaa