Kiedy Armando Castagna zabiera głos, można być pewnym jednego: nie zabraknie kontrowersji. Szef Komisji Wyścigów Torowych FIM, który od lat rozdaje karty w światowym żużlu, znów znalazł się na cenzurowanym. Tym razem nie tylko ze względu na niezrozumiałe decyzje dotyczące dzikich kart i miejsc w Grand Prix, ale przede wszystkim przez zaskakujące wypowiedzi, w których Polacy przedstawiani są jako egoiści, a Polska – jako kraj, który rzekomo dominuje w żużlu w sposób nieuczciwy. Problem w tym, że to właśnie polski żużel utrzymuje ten sport przy życiu.
Rozdawanie kart na własnych zasadach
Burza rozpętała się po ogłoszeniu listy stałych uczestników Speedway Grand Prix 2025. Po raz pierwszy od lat zabrakło na niej jakiegokolwiek Polaka, który nie wywalczył miejsca z zawodów na torze. Pominięto m.in. Szymona Woźniaka, który nie zdołał utrzymać się w SGP. Jednak większe emocje wzbudził fakt, że kolejny raz zignorowano zawodników zasługujących choćby na dziką kartę – tak jak wcześniej Macieja Janowskiego, który przez lata kończył sezon w ścisłej czołówce rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata.
Nie dziwi więc, że podejrzenia o stronniczość padły na Castagnę, którego decyzje od dawna są krytykowane nie tylko w Polsce. I choć Włoch wielokrotnie był pytany o swoje nastawienie do Polaków, jego odpowiedzi tylko dolewają oliwy do ognia.
Castagna: „To czysta propaganda”
W jednym z wywiadów z polskim dziennikarzem Włoch powiedział:
„Startowałem w Polsce jako żużlowiec i czy kiedykolwiek mogło się komuś wydawać, że nie lubię Polaków?! Zwłaszcza że u was parę lat przejeździłem. Przykre to strasznie, że ktoś mógł tak pomyśleć. Gdybym nie lubił Polski i Polaków, nie przyjeżdżałbym do was tak często. Mogę powiedzieć, że to najczęściej odwiedzany przeze mnie kraj na świecie. Mam tam wielu przyjaciół. Wiem jednak, skąd opinie o mojej niechęci do Polaków. To czysta propaganda, którą zrobiły niektóre media w waszym kraju.”
To deklaracja, która w zamyśle miała ocieplić wizerunek Włocha. Niestety, nie przyniosła oczekiwanego efektu. Wręcz przeciwnie – Castagna znów próbuje wytłumaczyć się z zarzutów… oskarżając innych. Tym razem oberwało się mediom, które „kreują propagandę”. To argument wygodny, ale całkowicie oderwany od faktów.
Włoch nie rozumie realiów?
W rozmowie ze Speedway Star jaja ukazała się ostatnio Castagna stwierdził:
„Nie podoba mi się, kiedy widzę w polskich mediach, że krytykowany jest Armando Castagna. Komisja SGP jeszcze dwa miesiące temu była złożona z sześciu członków, a obecnie z czterech. Wszystkie kraje otrzymują tyle samo miejsc w kwalifikacjach do Grand Prix. Mamy trzy miejsca dla Polski, Australii, Wielkiej Brytanii i Danii. To jest zadanie FIM – neutralność. Szanujemy każdy kraj.”
Neutralność? Aż trzy miejsca dla Włochów – kraju, który w żużlu nie liczy się od lat? Gdyby naprawdę stosować kryteria sportowe, Włochy nie powinny mieć ani jednego miejsca w kwalifikacjach do Grand Prix. Tymczasem Polska, kraj organizujący trzy rundy SGP i inwestujący w rozwój młodzieży na niespotykaną skalę, otrzymuje tyle samo miejsc co żużlowo nieistniejące Włochy. Gdzie tu sens?
Hipokryzja w pełnej krasie
Castagna zarzuca Polsce dominację w SEC i brak „neutralności”:
„Dlaczego nie zapytasz FIM Europe, dlaczego w cyklu SEC jest tak wielu polskich zawodników? Dlaczego nikt nie zapyta, dlaczego mają ośmiu Polaków w rundach kwalifikacyjnych? Uważasz, że tam szanowana jest neutralność? Denerwuje mnie, kiedy na to patrzę i widzę, że PZM otrzymuje osiem miejsc na kwalifikacje do SEC. Dlaczego dajecie osiem miejsc Polakom, a tylko dwa innym krajom? Gdzie tu jest sprawiedliwość i neutralność?”
Warto przypomnieć, że SEC to cykl zarządzany przez prywatnego organizatora (One Sport) w porozumieniu z FIM Europe, a nie bezpośrednio przez FIM, której przewodniczy Castagna. I tak się składa, że to Polska organizuje połowę rund – nikt inny tego nie chce lub nie potrafi. To Polska wykłada pieniądze, to Polska zapewnia frekwencję. Wobec tego naturalne jest, że Polska ma więcej miejsc w cyklu. To nie „niesprawiedliwość” – to zwykła ekonomia i logika.
Zasłanianie się sportem i obwinianie zawodników
Castagna posuwa się dalej i obwinia samych zawodników:
„Ilu Polaków zakwalifikowało się do Grand Prix jako mistrzowie Europy odkąd wprowadziliśmy taką zasadę? Żaden. Jak to możliwe, skoro macie tylu Polaków w cyklu? Dlaczego nie potrafią wygrać SEC?”
To pytanie, które odbiera zawodnikom szansę na dziką kartę na podstawie dorobku i zasług. Kto ogląda żużel, ten wie, że rywalizacja w cyklu SEC czy w Challenge’u to często loteria – inna nawierzchnia, inne zasady, nieprzewidywalność.
Wniosek: czas na zmiany w FIM
Armando Castagna, choć ma w speedwayu długą historię, zdaje się nie rozumieć, co dziś napędza ten sport. Gdyby nie polskie pieniądze, infrastruktura, szkolenie i kibice, żużel byłby sportem niszowym na poziomie lokalnym, a zawodnicy chcąc „bawić się w żużel” zamiast – jak to jest teraz – zarabiać krocie, dokładaliby do swojego hobby z własnej kieszeni. Ale mimo to Polska jest traktowana jak intruz – kraj, który rzekomo ma za dużo, dominuje zbyt mocno, korzysta za bardzo.
Castagna broni się, jednocześnie atakując. Wypowiada się protekcjonalnie, chociaż sam korzysta z gościnności polskich organizatorów, którzy co roku przeprowadzają Ekstraliga Camp czy szkolą zawodników w U24 Ekstralidze – nie tylko z Polski, ale z całego świata.
Jeśli światowy żużel ma iść naprzód, potrzebuje lidera, który nie będzie dzielił i obrażał, lecz rozumiał realia. A te są takie, że bez Polski i polskich żużlowców – żużel przestanie być sportem międzynarodowym.
Podsumowując: Armando Castagna może i lubi Polskę jako miejsce podróży, ale jego działania i słowa świadczą o czymś zgoła innym. W tej chwili bardziej niż liderem globalnego żużla, jest jego hamulcowym. I taka jest smutna rzeczywistość…








