Betard Sparta Wrocław po raz kolejny zawiodła oczekiwania kibiców i sponsorów. Mimo budżetu na poziomie około 30 milionów złotych, jednego z największych w całej PGE Ekstralidze, wrocławianie nie awansowali do wielkiego finału. Dla prezesa i właściciela klubu Andrzeja Rusko to bolesny cios – plan był jasny: po przełamaniu fatalnej serii wyjazdowych porażek z 2024 roku (Wrocławianie nie wygrali wówczas żadnego spotkania wyjazdowego w części zasadniczej sezonu) , drużyna miała włączyć się do walki o złoto. Rzeczywistość okazała się jednak inna.

Wrocławianie poprawili się, ale to wciąż za mało

Rok wcześniej Sparta miała dramatyczny bilans – w części zasadniczej nie wygrała ani jednego meczu na wyjeździe. To wtedy podjęto decyzję o rozstaniu z Taiem Woffindenem, który przeniósł się do Stali Rzeszów. W jego miejsce sprowadzono Brady’ego Kurtza, a skład uzupełniono kilkoma młodszymi zawodnikami. Zespół prezentował się solidniej, zanotował lepszą rundę zasadniczą, jednak gdy przyszło do najważniejszych spotkań sezonu, ponownie zabrakło argumentów.

Półfinałowa porażka z Apatorem Toruń (wygrana 47-43 we Wrocławiu i nieodrobione straty z pierwszego meczu) obnażyła wszystkie słabości drużyny. W Sparcie panowała wiara, że tym razem uda się wykorzystać atut własnego toru. Tymczasem rywale okazali się lepiej przygotowani, a niemal wszyscy zawodnicy gospodarzy pojechali poniżej oczekiwań.

Co dalej? Wnioski muszą zostać wyciągnięte

Jedno jest pewne – we Wrocławiu nie mogą przejść obok tej porażki obojętnie. Pytanie brzmi, co klub zrobi, aby w przyszłym sezonie historia się nie powtórzyła. Czasu na wielkie transferowe roszady jest niewiele. Najlepsi zawodnicy już mają zawarte przynajmniej wstępne porozumienia z innymi drużynami, a na rynku nie ma zbyt wielu nazwisk, które mogłyby od razu podnieść poziom drużyny.

Z naszych informacji wynika jednak, że w klubie rozważany jest przynajmniej jeden ruch. Najczęściej wymienianym kandydatem do odejścia jest Daniel Bewley. Brytyjczyk, który wciąż walczy o medal w cyklu Grand Prix, w lidze wypadł dużo słabiej niż w poprzednich latach. W obu półfinałowych spotkaniach zdobył zaledwie po 5 punktów. To szósty sezon Bewleya we Wrocławiu i coraz głośniej mówi się, że zawodnik mógł się po prostu „zasiedzieć”.

Holder w kręgu zainteresowań Sparty

Ewentualnym następcą Bewleya mógłby być Jack Holder. Australijczyk formalnie związał się umową cywilno-prawną z Gezet Stalą Gorzów, ale – jak donoszą portale sportowe – nie jest pewne, czy tam wystartuje. Zerwanie tej umowy wiązałoby się z koniecznością zapłacenia nawet pół miliona złotych kary, jednak dla Sparty takie wydatki nie byłyby problemem.

Betard Sparta, to klub, który jeszcze niedawno oferował milion złotych za podpis Kevina Małkiewicza z Grudziądza. Ostatecznie transfer nie doszedł do skutku, ale pokazuje to, że Wrocławian stać na spektakularne ruchy. Co więcej, wrocławscy prawnicy mogliby spróbować znaleźć w kontrakcie Holdera luki pozwalające na uniknięcie wypłacenia kary za zerwanie podpisanej wstępnej umowy.

Czas decyzji

Andrzej Rusko, znany z twardych negocjacji i ambicji sportowych, ma o czym myśleć. Sparta co roku kończy sezon z finansową nadwyżką i mogłaby sobie pozwolić na inwestycję w kolejną gwiazdę. Pytanie tylko, czy zdecyduje się na transfer już teraz, czy przeczeka kolejny rok i dopiero w 2027 zbuduje drużynę na miarę mistrzostwa.

Jedno jest jednak pewne – zmiany w Sparcie są konieczne. Ostatni półfinał pokazał, że sam budżet i wielkie nazwiska nie gwarantują sukcesu. Drużynie potrzeba świeżości i impulsu, który pozwoli wrócić do finałów PGE Ekstraligi. Czy tym impulsem będzie transfer Holdera? A może zupełnie inny ruch? Odpowiedzi na te pytania poznamy już wkrótce.

Zdjęcie: Maciej Trubisz