Mimo świetnej jazdy i mocnego finiszu, Anders Thomsen opuścił Stadion im. Edwarda Jancarza w Gorzowie bez awansu do wielkiego finału sobotniego turnieju Events.com FIM Speedway Grand Prix Polski. Duńczyk, który reprezentuje barwy Stali Gorzów w PGE Ekstralidze, zdobył 11 punktów i został sklasyfikowany na 6. miejscu – ale niedosyt pozostał. Kluczowe okazały się dwie sprawy: zbyt późna zmiana motocykla oraz kontrowersyjne wykluczenie po kontakcie z Andzejsem Lebedevsem w biegu 12.
Niewykorzystana szansa i gorzki bieg 12
Thomsen przez długi czas balansował na granicy awansu do półfinałów. Ostatecznie – z 6 punktami – dostał się do biegu ostatniej szansy (LCQ2), ale wciąż rozpamiętywał wykluczenie, które mocno odbiło się na jego wyniku. Wszystko wydarzyło się w biegu 12., gdzie doszło do kolizji z jego klubowym kolegą, Andzejsem Lebedevsem.
„Jestem też pewien, że gdybym wybrał inne pole startowe i nie miał tego wykluczenia w 12. biegu, które moim zdaniem nie było słuszne, to być może wynik wyglądałby inaczej. Nie mam nic przeciwko Lebedevsowi – to mój dobry przyjaciel i kolega. Złapał kilka kolein i nie trzymał się linii. Wjechał na moją linię i nie mogłem utrzymać się na motocyklu; właściwie nie mogłem nic zrobić” – mówił po zawodach wyraźnie rozgoryczony.
Wykluczenie oznaczało, że Thomsen trafił do biegu LCQ2 z gorszym numerem pola startowego, co przy bardzo wyrównanym poziomie oznaczało stratę na starcie. I choć w tym biegu stoczył pasjonującą walkę z Danem Bewleyem, to ostatecznie to Brytyjczyk zameldował się w finale, a Thomsen zakończył udział w turnieju.
Późna decyzja i zmarnowana szansa
Drugim czynnikiem, który zaważył na braku awansu do finału, była zmiana motocykla – zdaniem samego zawodnika, zdecydowanie zbyt późna.
„Wskoczyłem na drugi motocykl na LCQ2. Zdecydowanie powinienem był to zrobić wcześniej wieczorem” – przyznał szczerze Thomsen.
Choć końcowa zdobycz punktowa – 11 „oczek” – jest godna szacunku, to sam zawodnik ma świadomość, że w jego przypadku była realna szansa na znacznie więcej. Zwłaszcza że gorzowskie Grand Prix to zawody, które mają dla niego wyjątkowe znaczenie – to właśnie tutaj odniósł swoje jedyne dotychczasowe zwycięstwo w cyklu SGP, w 2022 roku.
Gorzów nadal wyjątkowy
Pomimo niepowodzenia sportowego, Thomsen nie krył wzruszenia atmosferą panującą na stadionie. Kibice w Gorzowie, z którymi na co dzień tworzy silną więź jako zawodnik miejscowej Stali, nie zawiedli.
„Miło było widzieć wsparcie, jakie otrzymałem w Gorzowie. Naprawdę to doceniam i bardzo lubię ścigać się przed taką publicznością” – podkreślił Duńczyk.
Publiczność rzeczywiście była po stronie Thomsena, szczególnie w momencie jego wykluczenia, które wywołało falę gwizdów pod adresem sędziowskiej decyzji. Fani w Gorzowie od dawna traktują Duńczyka jak jednego z „swoich”.
Powrót do Szwecji i cel: Malilla
Kolejną rundą cyklu SGP będzie turniej w Malilli (5 lipca). Anders Thomsen nie ukrywa, że bardzo czeka na powrót na szwedzki tor, na którym ostatni raz startował kilka lat temu – z różnych powodów.
„Minęło kilka lat, odkąd tam byłem. Ale to naprawdę fajny tor do ścigania. Nie mogę się go doczekać” – zapowiedział.
Rzeczywiście, Duńczyk opuścił rundy w Malilli w latach 2022 i 2023 z powodu kontuzji, a w 2024 nie był uczestnikiem cyklu SGP. Teraz wraca z ambicjami, by nadrobić stracony czas.
Bitwa o tytuł mistrza Danii – dzika karta na SGP w Vojens wędruje do Jepsena Jensena
W ubiegłym tygodniu Thomsen miał bardzo ważny start – wystąpił w finale indywidualnych mistrzostw Danii w Brovst. Rywalizacja była wyjątkowo zacięta, bo poza tytułem krajowego czempiona stawką była również „dzika karta” na turniej Grand Prix w Vojens (13 września br).
W Brovst zawodnikj Stali Gorzów zmierzył się m.in. z Mikklem Michelsenem, Michaelem Jepsenem Jensenem, Nielsem Kristianem Iversenem, a także z zawodnikami młodszego pokolenia – Frederikiem Jakobsenem, Madsem Hansenem, Jonasem Jeppesenem czy Andreasem Lyagerem.
Stawkę uzupełniali m.in. Mikkel Andersen i William Drejer z cyklu SGP2 oraz byli jego uczestnicy: Benjamin Basso, Jonas Knudsen i Villads Nagel.
25 czerwca br. Thomsen zanotował bardzo dobry występ. W wyścigu finałowym uległ jedynie MIchaelowi Jepsenowi Jensenowi. Dla popularnego Liglada był to pierwszy tytuł indywidualnego mistrza Danii. Za ten sukces otrzymał dziką kartę na SGP w Vojens.
Thomsen podczas SGP w Gorzowie pokazał waleczność i błyski szybkości, które mogą zapowiadać jeszcze lepszą drugą część sezonu. Jeśli uniknie błędów sprzętowych i kontrowersji torowych – jego celem może być nie tylko finał, ale nawet podium kolejnych rund. Brovst pokazało, że Duńczyka stać na dużo. Jednak piątkowy mecz PGE Ekstraligi pomiędzy Gezet Stalą Gorzów a Betard Spartą Wrocław był ponownym powrotem do beznadziejności Thomsena. Bezradność na torze i siedem zdobytych punktów w pięciu startach, bez zwycięstwa biegowego dobitnie pokazuje jak słaby był to występ jednego z liderów Gorzowian. Kibice na Jancarzu dobitnie ocenili postawę Duńczyka (w przeciwieństwie do ogromnego wsparcia podczas rundy SGP), nie zostawiając na nim suchej nitki. Cóż „łaska kibiców na pstrym koniu jeździ”.
A najbliższy przystanek: sobotnie SGP w Malilli – może znów rozbudzić w Duńczyku duszę wojownika i chęć walki o najwyższe cele. O tym czy słaby występ w Gorzowie był tylko wypadkiem przy pracy dowiemy się już w sobotę późnym wieczorem.
Zdjęcie: publiczny Fb FIM Speedway Grand Prix








