W dniach 28 i 29 marca odbyły się dwa prestiżowe turnieje indywidualne. To nie był weekend, który Dominik Kubera będzie wspominał z satysfakcją. Jeden z czołowych polskich żużlowców zanotował dwa wyraźnie słabsze występy – najpierw w Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi w Łodzi, a dzień później w Kryterium Asów im. Mieczysława Połukarda. Wyniki? 6 punktów i dopiero 12. miejsce w sobotę oraz zaledwie 2 punkty i 16. lokata w niedzielę. Obraz zawodnika w początkowej fazie sezonu poprawił nieco sparing w Ostrowie. Kubera w starciu z Moonfin Magnus w trzech startach zdobył komplet punktów i więcej nie pojawił się na torze.
Jak na zawodnika tej klasy – wyniki w turniejach indywidualnych z wymagającymi rywalami to osiągnięcia, które muszą budzić niepokój, nawet jeśli mówimy o początkowej fazie sezonu.
Łódź: brak awansu i brak rytmu
W sobotni wieczór 28 marca br. w Łodzi Kubera zdobył 6 punktów, co dało mu dopiero 12. miejsce w klasyfikacji końcowej. Tym samym nie znalazł się nawet w gronie zawodników z miejsc 3–8, którzy walczyli dalej o wejście do finału.
To był występ nierówny – pojedyncze lepsze momenty przeplatały się z wyraźnymi problemami na dystansie. Brakowało przede wszystkim stabilności i powtarzalności, które w jego przypadku w poprzednich sezonach były znakiem rozpoznawczym.
Bydgoszcz: jeszcze gorzej
Jeśli występ w Łodzi można było tłumaczyć początkiem sezonu i testami sprzętowymi, to niedzielne (29 marca br.) zawody w Bydgoszczy tylko pogłębiły wątpliwości.
W Kryterium Asów Kubera zdobył zaledwie 2 punkty i został sklasyfikowany na 16. miejscu. To jeden z najsłabszych wyników w całej stawce i wyraźny sygnał, że problemy nie są przypadkowe.
Co więcej – uwagę zwracał nie tylko wynik, ale także styl jazdy. Brak pewności, problemy z płynnością i trudności w odnalezieniu optymalnych ścieżek były widoczne gołym okiem.
„Gubię się” – szczera diagnoza zawodnika
Sam zawodnik nie ucieka od odpowiedzialności i otwarcie mówi o problemach, z jakimi się mierzy. W jego wypowiedziach nie ma jednak paniki – jest za to chłodna analiza sytuacji.
„Początek sezonu, ja żałuję, że nie mam treningów, bo lubię trenować. Takie zawody traktuję trochę jak trening.”
Największym wyzwaniem pozostaje obecnie sprzęt i jego ustawienia. Kubera przyznaje, że wciąż eksperymentuje – czasem aż za bardzo.
„Zjeżdżam, wydaje się, że jest OK, a i tak wszystko zmieniam. Chcę zobaczyć, jak te motory reagują, jak pracuje opona… trochę się w tym gubię.”
To właśnie ten brak stabilizacji może być kluczowym powodem słabszych wyników. Zawodnik szuka optymalnych rozwiązań, ale proces ten – jak widać – nie jest prosty.
Nowe warunki, nowe wyzwania
Dodatkowym czynnikiem są zmiany sprzętowe, w tym nowe opony, które wymagają od zawodników adaptacji i zmiany podejścia do ustawień motocykla.
Kubera podchodzi do tego procesu metodycznie, bez porównywania się do przeszłości:
„Nie ma co porównywać do przeszłości. Trzeba zacząć na nowo, uczyć się i jeździć.”
To podejście pokazuje świadomość sytuacji, ale jednocześnie potwierdza, że zawodnik znajduje się obecnie na etapie budowania formy – a nie jej pełnej eksploatacji.
Czas ucieka, liga coraz bliżej
Choć to wciąż przedsezonowe starty, kalendarz nie pozostawia złudzeń – czasu na eksperymenty jest coraz mniej. Wkrótce rozpocznie się rywalizacja ligowa, gdzie margines błędu będzie znacznie mniejszy.
Na ten moment więcej jest pytań niż odpowiedzi. Kubera ma potencjał, doświadczenie i zaplecze, by szybko wrócić na właściwe tory, ale początek sezonu 2026 pokazuje, że droga do optymalnej formy może być bardziej wyboista, niż zakładano.
Jedno jest pewne – jeśli problemy z ustawieniami i „czytaniem” sprzętu nie zostaną szybko rozwiązane, pierwsze tygodnie ligi mogą okazać się dla niego wyjątkowo wymagające.








