Prowokacja zamiast klasy? Cień skandalu nad meczem w Częstochowie

Zamiast sportowej rywalizacji – afera. Zamiast emocji na torze – emocje poza nim. Zamiast elegancji – prowokacja. Tak w skrócie można podsumować zamieszanie, jakie wybuchło po meczu PGE Ekstraligi pomiędzy Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa a Stelmet Falubazem Zielona Góra. Główną postacią zamieszania stał się były idol częstochowskiej publiczności – Leon Madsen, który w barwach Falubazu wrócił pod Jasną Górę i… przyćmił wszystkich. Nie tylko znakomitą jazdą, ale i nerwową atmosferą po meczu.

Madsen wraca do Częstochowy i… wybucha

Leon Madsen, który przez lata był liderem Włókniarza i współtworzył największe sukcesy klubu w ostatnich sezonach, przed rokiem opuścił Częstochowę, przenosząc się do Zielonej Góry. Nie byłoby w tym nic szokującego, gdyby nie fakt, że Duńczyk miał zapewniać klub o dalszej współpracy, a następnie niespodziewanie wybrał ofertę beniaminka. Dla władz Włókniarza był to policzek, dla kibiców – zdrada.

Dlatego też nikt nie spodziewał się ciepłego przyjęcia Madsena na stadionie przy Olsztyńskiej. Transparenty, gwizdy, bluzgi – to w żużlu niestety niemal standard w takich sytuacjach. Ale nikt nie przewidział, że to nie trybuny, a działania gospodarzy okażą się najbardziej kontrowersyjne. Do parku maszyn, czyli strefy zamkniętej dla postronnych osób, wpuszczona została była partnerka Madsena – kobieta, z którą zawodnik toczył w ostatnich latach spory sądowe o opiekę nad dziećmi.

Dla Duńczyka było to jednoznaczne: chodziło o celową prowokację. I choć po meczu przeprosił za swoje emocjonalne zachowanie wobec dyrektorki klubu Patrycji Świącik-Jeż, to samo zajście odbiło się szerokim echem. Głos w sprawie zabrał były prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki, który bez ogródek wskazał winnych – zarzucając prezesowi Włókniarza, Michałowi Świącikowi, że swoim działaniem „dał przyzwolenie na chamstwo”.


Całe oświadczenie Janusza Kubickiego: miażdżąca krytyka prezesa Świącika

„No i wracam na chwilę do Częstochowy… Ale nie do samego meczu. Nie o to chodzi. Chodzi o to, co się działo obok toru, a konkretnie — w parku maszyn. To, że kibice Włókniarza przywitają Madsena 'na gorąco’ – było wiadomo. Bluzgi, gwizdy, transparenty. Emocje. Takie są realia żużla. Tego się można było spodziewać. I nikt nie ma o to pretensji. Ale…

Ale to, co zrobił prezes Włókniarza, to już inna historia. Zaprosić byłą żonę Leona na mecz? OK. Wolny kraj. Ale jakim cudem ta pani znalazła się w PARKU MASZYN? Halo! To nie jest miejsce dla każdego. To nie jest kawiarnia. To jest strefa zamknięta, regulowana przepisami, gdzie wstęp mają tylko osoby z odpowiednimi uprawnieniami. I tu pojawia się pytanie: KTO ją tam wpuścił i PO CO?”

„Wszyscy wiemy, że między Madsenem a jego byłą nie ma atmosfery… delikatnie mówiąc. I nie trzeba być psychologiem sportowym, żeby zrozumieć, że obecność tej konkretnej osoby w tym konkretnym miejscu mogła być dla zawodnika mega rozpraszająca. A przecież to nie jest zabawa. To nie jest gra na punkty w salonie, karty czy szachy. Żużel to dyscyplina, w której można się połamać… albo gorzej.

Więc czy to była prowokacja? Dla mnie — tak. Czy to było działanie celowe? Wygląda, jakby ktoś chciał Madsena wytrącić z równowagi. I pytam wprost — czy Ekstraliga się tym w ogóle zainteresowała? Bo na razie cisza. A przecież takie rzeczy trzeba wyjaśnić DO SPODU. Bo dziś chodzi o Madsena. Jutro może chodzić o innego zawodnika. I co wtedy?

I wiecie co? Madsen zachował się i tak z klasą. Na torze pojechał JAK MISTRZ. 13 punktów. Lider z prawdziwego zdarzenia. A po meczu… no, puściły mu nerwy. I wiecie co? To CUD, że dopiero wtedy! Bo ja bym nie czekał. Bo jak ktoś tak miesza w życiu prywatnym zawodnika, to niech się nie dziwi, że lecą iskry.

Szacunek dla Leona, że przeprosił. Wielka rzecz. Ale ja czekam na przeprosiny od drugiej strony. Na reakcję Włókniarza. Na decyzję Ekstraligi. Bo milczenie w tej sprawie to przyzwolenie na CHAMSTWO.

I jeszcze jedno. Jak ktoś pisze o 'braku klasy Madsena’ i 'ostentacyjnych gestach’… to może najpierw niech spojrzy w lustro. Bo gesty gestami, ale celowa prowokacja to nie 'brak klasy’. To jest dno.

Panie Prezesie Włókniarza — piłka po Pana stronie”


Czy Ekstraliga zareaguje?

Sprawa budzi coraz większe kontrowersje – i coraz więcej osób pyta, czy Polska Liga Żużlowa zareaguje na wydarzenia w Częstochowie. Wpuszczenie do zamkniętej strefy osoby powiązanej prywatnie z zawodnikiem drużyny przeciwnej, bez zgody tejże drużyny, może być potraktowane jako naruszenie zasad bezpieczeństwa. Tym bardziej, że – jak trafnie zauważył Kubicki – żużel to nie poker. Tu stawką jest zdrowie i życie.

Wydarzenia spod Jasnej Góry są tym bardziej smutne, że przecież apelowano przed meczem o spokój i szacunek – wiedząc, że spotkanie będzie miało „podwyższone ryzyko”. To jednak nie kibice, a działania gospodarzy doprowadziły do eskalacji. Jeśli to rzeczywiście była prowokacja, to wymierzona nie tylko w Madsena, ale i w etos sportowej rywalizacji.


Zamiast klasy – nagonka. Czas na reakcję

Madsen zdobył 13 punktów i był liderem Falubazu. Zachował się na torze jak mistrz. Po meczu przeprosił – co tylko podkreśla jego klasę. Ale pytania o działania Włókniarza pozostają bez odpowiedzi. Czy to była celowa akcja mająca rozkojarzyć zawodnika? Czy zlekceważono regulaminy i zasady fair play?

Jedno jest pewne: jeśli Ekstraliga przemilczy tę sprawę, będzie to jasny sygnał, że prowokacje i manipulacje są dopuszczalne. A na to nie może być zgody – nie tylko ze strony klubów, ale i całego środowiska. Bo dziś chodzi o Leona Madsena. Jutro może chodzić o każdego innego zawodnika. A wtedy będzie za późno.


Michał Świącik, prezesie Włókniarza — piłka jest po pana stronie. Czekamy na reakcję.

Zdjęcie: Macie Trubisz