Mecz 7. kolejki PGE Ekstraligi pomiędzy Betard Spartą Wrocław a Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa miał być jednym z najciekawszych wydarzeń żużlowego piątku. Pomimo absencji kilku kluczowych zawodników – Jasona Doyle’a po stronie gości i Jakuba Krawczyka oraz Marcela Kowolika w szeregach gospodarzy – kibice liczyli na emocjonujące widowisko. Tymczasem zamiast ścigania, na Stadionie Olimpijskim zaserwowano fanom… kompromitację. Spotkanie nie odbyło się z powodu nieregulaminowego stanu toru, który po opadach deszczu okazał się zbyt niebezpieczny do rozegrania zawodów.
Prognozy zawiodły, plandeki nie było. A tor? Nieregulaminowy
Od rana w piątek 30 maja nad Wrocławiem przetaczały się opady deszczu. Nie były one jednak wcześniej prognozowane – przynajmniej według przewidywań, dzięki którym władze PGE Ekstraligi nie widziały konieczności przyznania meczowi statusu zagrożonego. W efekcie tor nie został przykryty plandeką. Gdy około godziny 13.00 nad stadionem pojawiło się słońce, wydawało się, że wszystko wraca do normy. Jednak w rzeczywistości sytuacja wyglądała inaczej – nawierzchnia toru była nierównomiernie nasączona wodą.
– Deszcz padał na tor… nierówno? Tor wysychał… nierówno? – pytali retorycznie kibice. I trudno się z nimi nie zgodzić. Mimo kilku godzin słonecznej pogody, nawierzchnia nie zdążyła dojść do stanu używalności. Część toru – zasłonięta przez trybuny i dach – pozostała zbyt mokra i przyczepna, by móc przeprowadzić na niej bezpieczne zawody.
Próbna jazda i brutalna prawda
Jeszcze przed pierwszym biegiem na torze zaroiło się od sprzętu torowego. Próbowano dosuszać i wyrównywać nawierzchnię, jednak sygnały były jednoznaczne – tor nie będzie gotowy. Przeprowadzono próbę toru z udziałem najbardziej doświadczonych zawodników obu drużyn, ale nie przyniosła ona dobrych wieści.
– Ten tor wyglądał tak, że połowa była fajna, ale połowa była przyczepna. Trudno było wjechać w łuk i nie wyobrażam sobie, jakby pojechała tam czwórka – przyznał w rozmowie z Eleven Sports Artiom Łaguta. – Jak z pierwszego pola bym wygrał start, to przy krawężniku bym jechał dalej. Ale nie dałoby się ścigać na tym torze. Byłaby to walka z motocyklem, by cało i zdrowo dojechać do mety. Wydaje mi się, że decyzja jest słuszna – dodał zawodnik Betard Sparty.
Sędzia zawodów, Michał Sasień, podjął jedyną racjonalną decyzję: mecz został odwołany. – Zarządziłem próbę toru z szacunku dla organizatora, bo od rana naprawdę robiono wiele – tłumaczył Sasień. – Ale bezpieczeństwo zawodników było ważniejsze.
Kibice oburzeni. „Miliony wyrzucone w błoto”
Choć decyzja sędziego wydaje się logiczna i nie budzi wątpliwości, to z trybun dało się słyszeć głośne gwizdy. Kibice – zarówno wrocławscy, jak i ci z Częstochowy – nie kryli oburzenia. – Od kilku godzin świeci słońce, a tor nadal nie nadaje się do jazdy? To jakiś żart – komentował jeden z fanów w mediach społecznościowych. Wielu z nich wskazuje na całkowity organizacyjny blamaż.
Nie brakuje głosów, że ogromne pieniądze zainwestowane w odwodnienie liniowe czy plandeki poszły na marne. – Jeszcze nie słyszałem, by odwodnienie liniowe uratowało jakiś mecz. Zawsze coś nie działa, zawsze coś nie tak – mówi jeden z komentatorów sportowych. Trudno się z tym nie zgodzić, skoro – jak podkreślają eksperci – pierwszy łuk toru wciąż nie wysechł kilka godzin po deszczu.
Smaczku sprawie dodaje fakt, że komisarz toru przebywał na obiekcie już od czwartku, a mimo to nie udało się przygotować toru do zawodów. Czyżby nikt nie zauważył możliwego ryzyka?
Czy Ekstraliga wyciągnie wnioski?
Po tej kompromitacji pojawia się wiele pytań: czy prognozy pogody powinny być jedyną podstawą do decyzji o przykryciu toru plandeką? Czy władze Ekstraligi Żużlowej wezmą na siebie odpowiedzialność, czy będą szukać kozła ofiarnego?
Wydaje się, że cały system zabezpieczenia torów w razie niepewnej pogody wymaga pilnego przemyślenia i przebudowy. W przeciwnym razie kibice będą wciąż kupować bilety, by patrzeć, jak zamiast ścigania po torze jeżdżą ciągniki.
Podsumowanie
Mecz Betard Sparty z Włókniarzem nie odbył się. Zadecydował o tym tor, który nie został właściwie zabezpieczony przed deszczem a po nim – należycie przygotowany. Odwołanie spotkania było jedyną słuszną decyzją, ale cała sytuacja jest dla ekstraligi – najlepszej żużlowej ligi świata – kompromitująca. Kibice mają prawo czuć się oszukani, a PGE Ekstraliga powinna niezwłocznie przystąpić do działań naprawczych. Inaczej takich kompromitacji może być więcej.






