Tytułowe zdjęcie przedstawia pierwsze zawody motocykli na żużlowej bieżni lekkoatletycznej stadionu Legii Warszawa w 1930 roku, zaadoptowanej na tor żużlowy. Motocyklista od strony boiska to Tomasz Frankowski na Nortonie, pozostali dwaj to Konarski i Dzierżewicz.
LEGIA WARSZAWA.PL: Warszawa nie była miejscem pionierskich zawodów sportu żużlowego w Polsce, bo nieco wcześniej takie wyścigi próbowano przeprowadzać w Poznaniu czy Bydgoszczy. Z całą pewnością jednak inauguracja „czarnego sportu” w Stolicy odbyła się dzięki staraniom Sekcji Motocyklowej Legii. Na żużlowej bieżni lekkoatletycznej stadionu im. Marszałka Piłsudskiego zorganizowano po raz pierwszy zawody raczkującego u nas „czarnego sportu” w niedziele, 9 listopada 1930 r. Trzeba przyznać, że zapał odegrał najważniejszą rolę w tej inauguracji, bo motocykliści Legii mieli więcej chęci i ambicji niż wiedzy o ówczesnym speedwayu. W Polsce ścigano się na motocyklach po torach, drogach i bezdrożach już od początku wieku, ale nie znano jeszcze takiej formuły jazdy. Nie posiadano też odpowiedniej bazy maszyn ani zaplecza do jego organizacji. Startowano zatem na standardowych, ciężkich motocyklach, doskonałych do rajdów terenowych, ale niekoniecznie nadających się do żużlowych driftów.
Konsul polski w Londynie p. Hulanicki, który miał okazję oglądać na żywo wyścigi dirt-trackowe w 1930 r. podczas pobytu w Anglii, relacjonował je następująco specjalnie dla polskich motocyklistów:
„Dirt track’owa maszyna musi mieć motorek o bardzo wielkiej ilości obrotów (do pięciu tysięcy na minutę), gdyż przeważnie nie posiada skrzynki biegów, pod tym względem jest bardzo prymitywna, startuje się najczęściej przez popychanie. Siodełko i silnik są bardzo nisko, o jakie cztery czy pięć cali od górnej peryferji koła, co w wielkiej mierze ułatwia ekwilibrystykę przy zwrotach. (…)
Pozycja maszyny na wirażu, gdy jej dosiada jeden z tutejszych mistrzów w rodzaju Frogley’a lub Vic Huxley jest wprost niewiarygodna. Przednie koło zwrócone prawie pod prostym kątem do środka (w lewo), spod niego, jak również i spod tylnego i spod nogi wylatują na piętnaście metrów w tył trzy czarne strugi żużla, bombardując innych zawodników i publiczność też, pomimo siatek ochronnych dookoła toru, maszyna ziejąc ogniem, ryczy jak opętana, apokaliptyczny jeździec schyla swą opancerzoną głowę przed pędem powietrza – widok wstrząsający”.
Źródło: Fb Bartłomieja Czekańskiego








