O tym jak niebezpiecznym sportem jest żużel nie trzeba nikomu tłumaczyć. W XX wieku obowiązywały zupełnie inne normy bezpieczeństwa niż obecnie. Nie było dmuchanych band. Zawodnicy jeździli w kaskach „orzechach”, bez zabezpieczenia na szczękę. Przed sypiącym się materiałem z toru w początkowym okresie chroniła chusta.
Bandy ochronne zbudowane były z różnych materiałów – od siatki do ogrodzenia wykonanego z desek. Całość, by trzymała się stabilnie podtrzymywana była przez wbetonowane w ziemię stalowe wsporniki.
Pięćdziesiąt lat temu, w 1974 roku żużel w Polsce pochłonął jak dotąd najwięcej ofiar. Na torach w naszym kraju wówczas śmierć poniosło aż czterech młodych zawodników. Był to najczarniejszy rok w historii czarnego sportu w naszym kraju.
7 kwietnia 1974 roku w Chorzowie rozgrywano mecz w ramach 1 rundy DMP 1974 pomiędzy Śląskiem Świętochłowice a Polonią Bydgoszcz. W jednym z wyścigów po starcie na pierwszym wirażu 25 letni zawodnik Polonii Bydgoszcz Zbigniew Malinowski uderzył głową w ogrodzenie. Żużlowiec własnym ciałem staranował przeszkodę i zatrzymał się na słupku wspornikowym. Zawodnik poniósł śmierć na miejscu. Zawody natychmiast przerwano. Powtórzony mecz pomiędzy tymi drużynami odbył się także w Chorzowie 1 sierpnia 1974 roku.
Później w sierpniu w przeciągu zaledwie czterech dni śmierć poniosło dwóch młodych żużlowców. Pierwsza z tych tragedii rozegrała się 7 sierpnia 1974 podczas treningu na torze w Bydgoszczy. 17-letni adept szkółki żużlowej Polonii Janusz Lament, po upadku na torze, umiera w wyniku poniesionych obrażeń. Tak tamto tragiczne wydarzenie wspomina wówczas zawodnik, a później szanowany trener Andrzej Koselski:
W 1974 roku na treningu upadł 17-letni Janusz Lament. Podbiegłem do niego jako pierwszy, chłopak zmarł mi na rękach.
Zaledwie cztery dni później 11 sierpnia podczas meczu 12 rundy o drużynowe mistrzostwo drugiej ligi rozgrywanego w Rzeszowie pomiędzy Stalą a Wybrzeżem Gdańsk doszło do kolejnej tragedii. W trakcie meczu wygranego przez gospodarzy 43-34 20-letni wówczas Jerzy Białek zdobył 9 punktów. Podczas całej rywalizacji uzyskał ex aequo najlepszy czas dnia, przejeżdżając szósty bieg w czasie 76,8 sek. Po meczu rozgrywano biegi o mistrzostwo par II ligi.
W pierwszym biegu tej rywalizacji jechał w parze z Marynowskim. Po starcie zajmował drugą pozycję za zawodnikiem gospodarzy, Grzegorzem Kuźniarem. Na drugim okrążeniu podczas wejścia w wiraż usiłował wyprzedzić rywala, jednak zawadził kołem o jego motocykl, po czym stracił panowanie nad maszyną i uderzył w drewnianą bandę okalającą tor, odnosząc obrażenia głowy. Został przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie, gdzie nie odzyskawszy przytomności zmarł tego samego dnia o godz. 21:25 w wyniku obrażeń mózgu. Po jego wypadku zawody o mistrzostwo par zostały przerwane.
Czwartą śmiertelną ofiarą w 1974 roku był 22 letni młodzieżowy indywidualny wicemistrz Polski Gerard Stach z Kolejarza Opole, młodszy brat Franciszka – także żukowca. Do śmiertelnego wydarzenia doszło 13 października 1974 roku na torze w Opolu podczas towarzyskiego meczu Kolejarza z czechosłowackim (wówczas) klubem AMK Kopřivnice. W trzecim biegu tego meczu Gerard Stach upadł na tor atakując Jana Vernera. Po upadku został jeszcze najechany przez innego zawodnika. Stach po wypadku wstał i pozostał w parkingu. Zasłabł po zakończonym meczu i zmarł kilka godzin później nie odzyskując przytomności.
Miejmy nadzieję, iż tak tragiczny rok – jak ten 50 lat temu już się nigdy nie powtórzy….








