W świecie speedrowera o wyniku często decydują detale. Oczywiście podstawą pozostają umiejętności zawodnika, odpowiednie przygotowanie fizyczne, taktyka oraz doświadczenie zdobywane na torze. Coraz większą rolę odgrywa jednak również sprzęt. W dyscyplinie, w której różnice między zawodnikami bywają minimalne, nawet niewielkie modyfikacje mogą przełożyć się na odczuwalną poprawę osiągów.
Doskonale wie o tym Damian Wojczyński, jeden z najbardziej doświadczonych polskich zawodników speedrowerowych, który od lat interesuje się nie tylko samą rywalizacją sportową, ale również techniczną stroną przygotowania roweru. Tym razem postanowił wrócić do projektu sprzed niemal trzech lat i sprawdzić, ile można zyskać dzięki zmianom w jednym z najważniejszych elementów roweru – kole.
Jak podkreśla sam zawodnik, początkowo było to rozwiązanie przygotowane niemal awaryjnie, w przeddzień ligowego meczu. Z czasem jednak przyszedł moment na bardziej szczegółową analizę oraz modernizację całej konstrukcji.
Efekt? Redukcja aż 200 gramów masy rotującej, która – jak pokazują analizy specjalistów z branży kolarskiej – może przynieść znacznie większe korzyści niż identyczna redukcja masy w innych częściach roweru.
Poniżej publikujemy pełną wypowiedź Damiana Wojczyńskiego dotyczącą przeprowadzonych zmian.
Prawie trzy lata temu złożyłem koło „na szybko”, w środku nocy, aby przetestować nową piastę w nadchodzącym meczu ligowym. Użyłem wtedy tego, co miałem pod ręką w garażu.
W końcu wziąłem się za to porządnie, zmieniając sposób przeplotu, szprychy jak i dętkę.
Urwałem dzięki temu 200 gram z masy rotującej.
Dużo to czy mało?
Posiłkując się materiałami z portalu GCN TECH masa rotująca, którą urwałem, jest równoważna redukcji masy „statycznej” (jak choćby sztyca, mostek czy siodełko) o łącznej wartości 600 gram.
Zmiana może wydawać się niewielka, jednak osoby zajmujące się rowerami od lat podkreślają, że masa rotująca ma zdecydowanie większy wpływ na przyspieszanie roweru niż masa umieszczona w jego nieruchomych elementach. Dzieje się tak dlatego, że podczas rozpędzania zawodnik musi nie tylko przesuwać rower do przodu, ale również wprawiać obracające się koła w ruch.
W praktyce oznacza to, że każdy gram usunięty z obręczy, szprych czy dętki daje większą korzyść niż identyczny gram zdjęty z siodełka lub mostka.
W speedrowerze, gdzie wyścigi rozstrzygają się często na długości kilku metrów – zaraz po starcie, a walka o pozycję trwa od startu do mety, poprawa dynamiki przyspieszenia może mieć ogromne znaczenie. Szczególnie na krótkich torach, gdzie zawodnicy wielokrotnie przyspieszają po wyjściu z łuków.
Przykład Damiana Wojczyńskiego pokazuje również, jak bardzo współczesny speedrower rozwija się pod względem technicznym. Coraz częściej zawodnicy analizują nie tylko ustawienia sprzętu, ale także wagę poszczególnych komponentów, rodzaj zastosowanych szprych, sposób przeplotu kół czy dobór dętek.
To właśnie takie szczegóły często pozostają niewidoczne dla kibiców, a mogą stanowić jeden z elementów przewagi na torze.
Jak pokazuje doświadczenie Wojczyńskiego, czasem wystarczy wrócić do projektu stworzonego „na szybko” kilka lat wcześniej, by znaleźć kolejne rezerwy i jeszcze bardziej dopracować sprzęt. A w sporcie, w którym liczą się setne części sekundy, nawet 200 gramów może okazać się wartością znacznie większą, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Źródło i zdjęcie: publiczny FB Damian Wojczyński Cycle Speedway Rider








