Wczoraj minęło 11 dni ich rowerowej wyprawy, a Filip i Grzegorz Kaweccy wciąż są w trasie. Ojciec i syn, związani z Szarżą Wrocław, przemierzają kolejne kilometry polskiego wybrzeża, mierząc się nie tylko z dystansem, ale również z kapryśną pogodą, problemami technicznymi i zmęczeniem. Cel ich wyprawy jest jednak znacznie ważniejszy niż sama sportowa próba.

Każdy przejechany przez nich kilometr ma bowiem swoją konkretną wartość. Wspólnie z klubem oraz firmą KEA zbierają środki na leczenie i rehabilitację Nelki Lewickiej, walczącej z zespołem Retta.

Ze Świnoujścia na trasę R10

Filip i Grzegorz rozpoczęli wyprawę w Świnoujściu. Po zahaczeniu o niemiecką granicę ruszyli legendarną trasą R10, prowadzącą wzdłuż polskiego wybrzeża.

Na ich dotychczasowej trasie znalazły się między innymi Nowe Warpno, Łukęcin, Ustronie Morskie, Darłówko oraz Rowy. Po 11 dniach jazdy na ich liczniku jest już grubo ponad 500 kilometrów.

To jednak nie jest wyprawa, podczas której wszystko układa się zgodnie z planem.

„Wujek Google”, awaria Garmina i szczecińskie pola

Jedną z przygód na trasie zapewniła technologia. „Wujek Google” oraz awaria Garmina sprawiły, że Filip i Grzegorz zamiast wygodnie podążać wyznaczoną trasą, trafili rowerami prosto w szczecińskie pola.

Jakby tego było mało, ich droga zbiegła się z peletonem Tour de Pologne. Wymagało to od podróżników dodatkowego lawirowania i dostosowywania się do sytuacji na trasie.

Nie zabrakło również poszukiwań własnego sprzętu. Kaweccy zgubili mocowania oraz kamerkę GoPro. Na szczęście zguba została odnaleziona — leżała na chodniku.

Takie sytuacje są jednak częścią wyprawy, która od początku wymaga od obu rowerzystów nie tylko kondycji, ale także cierpliwości i odporności na nieprzewidziane problemy.

Nie tylko piękne widoki

Rowerowa podróż wzdłuż wybrzeża może kojarzyć się przede wszystkim z pięknymi widokami i letnią atmosferą. W przypadku Kaweckich rzeczywistość okazała się zdecydowanie bardziej wymagająca.

Na trasie przyszło im zmierzyć się między innymi z lodowatymi nocami spędzanymi w namiotach oraz brakiem ciepłej wody.

Do tego doszła pogoda. Przedwczorajszą trasę (poniedziałek 10 sierpnia) pokonali w deszczu i chłodzie, przy temperaturze wynoszącej 15 stopni Celsjusza.

Wczoraj natomiast ich kolejnym przeciwnikiem stał się wiatr.

Mimo zmęczenia, gorszej aury i kolejnych trudności Filip i Grzegorz nie zamierzają się zatrzymywać. Ich hasło pozostaje niezmienne:

NEVER GIVE UP!

We wtorek ruszyli dalej w kierunku Lubiatowa.

Każdy kilometr ma znaczenie

Sportowy wymiar wyprawy jest ważny, ale nie on stanowi jej najważniejszy cel.

Filip i Grzegorz jadą dla Nelki Lewickiej. Każdy przejechany przez nich kilometr oznacza konkretne pieniądze przekazywane przez klub Szarża Wrocław oraz firmę KEA na leczenie i rehabilitację dziewczynki.

Łącznie jest to 4,50 zł za każdy pokonany kilometr.

Przy ponad 500 przejechanych kilometrach skala tej inicjatywy już teraz jest znacząca, a wyprawa wciąż trwa. Każdy kolejny dzień na trasie oznacza więc nie tylko następne kilometry, ale również kolejne środki przeznaczane na pomoc Nelce.

To właśnie ten cel sprawia, że zmęczenie, deszcz, zimne noce czy silny wiatr mają zupełnie inne znaczenie. Kaweccy nie jadą wyłącznie dla wyniku czy satysfakcji z pokonania kolejnego odcinka. Ich wysiłek ma przełożyć się na realną pomoc.

Ojciec i syn razem w drodze

Wyprawa Filipa i Grzegorza Kaweckich jest również wspólnym sportowym wyzwaniem ojca i syna.

Od 12 – już dziś – dni razem pokonują kolejne odcinki, radzą sobie z problemami, szukają właściwej drogi, walczą z pogodą i zmęczeniem. Po drodze zbierają doświadczenia, które trudno byłoby zdobyć podczas zwykłej rowerowej przejażdżki.

Były już problemy z nawigacją, spotkanie z peletonem Tour de Pologne, zgubiony i odnaleziony sprzęt, zimne noce, brak ciepłej wody, deszcz i wiatr.

Mimo wszystko jadą dalej.

Przed nimi kolejny etap po przejechaniu Lubiatowa. A wraz z nim kolejne kilometry, które mają znaczenie nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla Nelki Lewickiej.

Najważniejszy jest cel

Każdy kolejny kilometr przybliża ich do celu, jakim jest Hel, ale jednocześnie oznacza kolejną pomoc dla Nelki.

Kibice mogą natomiast dołożyć do tej wyprawy coś, czego nie da się zmierzyć licznikiem rowerowym — słowa wsparcia i energię dla obu podróżników.

Zbiórka na leczenie i rehabilitację Nelki Lewickiej prowadzona jest za pośrednictwem Siepomaga.

Kornelia Lewicka – Kornelka w walce z zespołem Retta! | Siepomaga.pl